poniedziałek, 31 grudnia 2012

Normalsi –Soliloquium


              Kolejny raz wgłębimy się w polskiego rocka. Jest w nim bowiem coś przyciągającego. W muzyce zespołu Normalsi możemy doświadczyć pewnego rodzaju głębi i prawdziwych, zupełnie nie wymuszonych uczuć. Chrypa wokalisty ( Piotr „Chypis” Pachulski) doskonale współgra z muzyką, którą wykonuje. Oprócz tego czuć w tej muzyce pewną pasję i oddanie, co sprawia, że dźwięki docierają do słuchacza z podwójną siłą. Oczywiście jak zwykle przy rocku (a tym bardziej polskim) zdania są podzielone. Płytę „Soliloquium” można kochać, a można nienawidzić. Ja należę do tej pierwszej kategorii. Normalsi zarazili mnie swoją muzyką od pierwszych nut ich utworów, a często także przekonują do swojej muzyki otwartych przeciwników rocka.
            Krążek Soliloquium został wydany 25 lutego 2005 roku i znalazło się na nim 14 utworów utrzymanych w typowej dla zespołu tonacji na pograniczu klasycznego rocka z post grungem. Jest to bardzo emocjonalna płyta, a uczucia nie raz są okazywane poprzez ciężkie brzmienia i krzyk. Opowiada historię, którą oczywiście każdy może interpretować na swój własny, osobisty i intymny sposób. Oto lista utworów:

"Intro" - 1:00
"Solilokwium" - 5:14
"Łajza" - 3:19
"Komin" - 4:28
"Do stracenia" - 4:00
"Juda" - 4:32
"Patologia" - 3:20
"Śmierć jak kot" - 5:08
"Czarny tydzień" - 5:32
"Twój głos niespokojny" - 3:37
"Wielki b" - 3:13
"Moja wojna" - 2:18
"Nie ma mowy" - 4:03
"Outro" - 0:58

            Osobiście uważam, że płyta jest bardzo dobra. Pokazuje, że polska muzyka wciąż się rozwija na prosty i dotkliwy sposób. Krążek rozpoczyna się krótkim Intro, po którym następuje piosenka Pt „Solilkuwium”, ja jednak od razu przejdę do kolejnego utworu, czyli „Łajza”. Do tego dzieła mam największy sentyment, głównie przez wzgląd na to, iż jest to pierwsza piosenka tego zespołu, którą słyszałam. Przyciągnęła mnie w niej energia, która po prostu emanowała w każdej sekundzie. Dobrą robotę odwalił perkusista, a także (to oczywiste) wokalista. Piosenka opisuje historię mężczyzny, który musi poradzić sobie nie tylko ze światem, który jest przecież tak bardzo wrogi, ale także z samym sobą. Wbrew pozorom w utworze znajdujemy duży nacisk na miłość i odrzucenie. Ambitne tematy, a wykonanie naprawdę w porządku.
            Kolejne utwory, który pragnę szczególnie wyróżnić to „Do stracenia” i „Nie ma mowy”. Te kawałki utrzymane w nieco mniej wybuchowej tonacji, a właściwie wręcz balladowej, uspakajają słuchacza i sprawiają, że zupełnie inaczej spoglądamy na rzeczywistość nie tylko tą muzyczną, ale także naszą osobistą. Muzyka naprawdę może dotrzeć do ludzkich serc…
            Myślę, że warto sięgnąć po ten krążek, ( a przynajmniej kilka utworów z niego) ponieważ dobra polska muzyka jest albo zapominana albo po prostu niedoceniona. Zespół Normalsi nie jest bardzo znaną grupą, ale myślę, że tylko na tym zyskuje, bo nie jest dotknięty komercją, która zazwyczaj niszczy wielki potencjał…





Gdy do własnych dotrę granic
Kogo spotkam, z kim pogadam,
Komu będę nocną porą
Bajki do snu opowiadał?
Gdy zapytam, kto podpowie,
Ile jeszcze trzeba wiary,
Żebym mógł od zapomnienia
Z mego życia coś ocalić.
Do stracenia

niedziela, 30 grudnia 2012

Big Love


Rok produkcji:2012
Gatunek: dramat, romans
Czas trwania:100 min

            W końcu doczekaliśmy się dobrego filmu polskiego. Po naprawdę długiej przerwie, która dostarczała nam tylko marne kiszki, pojawił się film, który jest inny. Jest wyjątkowy, chociaż przecież porusza tak bardzo oklepane tematy jak miłość i żądze. Cóż w tym oryginalnego? Pokazany z brutalnością, która może i jest na przeciętnym poziomie światowym, ale na pewno w polskim kinie jest czymś odmiennym, wyrwanym z innej codzienności.
            Na początek zaprezentuję to, co nie podobało mi się w filmie, ponieważ nie jest to zbyt długa lista. Pierwszą rzeczą, na którą chcę zwrócić uwagę jest gra aktorska Aleksandry Hamkało. W moim odczuciu była ona trochę za bardzo manieryczna, wymuszona przez co także odrobinę zbyt nienaturalna. Zapewne aktorka starała się wczuć w swoją niezaprzeczalnie ambitną rolę, ale chwilami zupełnie jej to nie wychodziło. Szczególnie jej dykcja nie przypadła mi do gustu. Przez nią postać, która była odgrywana przez Hamkało straciła na swojej wartości i stała się odrobinę irytująca. Drugą rzeczą była akcja filmu. Pierwsze minuty przyciągnęły moją uwagę i oglądałam z największym skupieniem. Niestety potem coś się zmieniło, a ciekawość ustąpiła miejsca dziwnej monotonii, a nawet nudzie. Patrzyłam na ekran zastanawiając się czy warto oglądać film, ale postanowiłam go dokończyć i była to trafna decyzja.
            Film opowiada historię wielkiej miłości, która niestety była toksyczna. Piętnastoletnia Emilia (Aleksandra Hamkało) spotyka osiem lat starszego od niej Maćka (Antoni Pawlicki). To z nim traci dziewictwo, a wkrótce szaleńczo się w nim zakochuje. On odwzajemnia uczucie, a razem z ich wielką miłością zaczynają się wielkie problemy. Może w tym momencie jeszcze nie tak bardzo wyraźne dla naszych bohaterów, ale na pewno dla matki Emilki. Dziewczyna bowiem wkrótce wyprowadza się z domu chcąc zacząć życie u boku Maćka, w którym jest już bardzo zakochana.
            Dwoje młodych ludzi afiszuje się ze swoją miłością i żyje w pięknym świecie, rozumianym tylko przez nich samych. Miłość wystarczy im, żeby chwytać każdy dzień. Oczywiście jest to okres pewnego rodzaju buntu, więc nie może się obyć bez palenia papierosów czy też trawki, picia alkoholu i niszczenia rzeczy określanych uroczym hasłem własności publicznych. Niestety błogie życie nie może trwać wiecznie, a wraz z dojrzewaniem coraz większe problemy pojawiają się i w życiu naszych bohaterów.
            Co wyniknie z Big Love możecie domyślać się sami, ponieważ tak jest skonstruowany film, że widz od początku może zgadywać co działo się dalej. Jednakże zakończenie zaskakuje pewnymi powodami, w każdym razie wzbudza zainteresowanie. Przyciąga i wywołuje emocje, które powinny być wywołane. W co przerodzi się wielka miłość Maćka i Emilki przekonajcie się sami, ponieważ naprawdę warto.
            W filmie urzekła mnie gra aktorska Antoniego Pawlickiego. Tak jak Aleksandra Hamkało wydała mi się zbytnio nakręcona na to, aby odpowiednio zagrać swą rolę, tak Antoni Pawlicki po prostu ją zagrał tak, jak miała być zagrana. Wielki szacunek dla tego aktora.
            Film chociaż na początku tracił w moich oczach, powoli coraz bardziej mnie wciągał sprawiając, że historia stała się niesamowita, przejmująca. Jest to dzieło raczej dla osób wrażliwych, może szukających swojej drugiej połówki. Ten film przekonuje widza, że ta połówka gdzieś czeka, ale tylko od nas samych zależy co z nią zrobimy i czy przeżyjemy prawdziwą BIG LOVE.
 Gorąco polecam, gdyż jest to ( w końcu!!!) naprawdę dobry, polski film, który przywraca wiarę w to, że Polacy także znają się na kinie. Myślę, że żeby dobrze go zrozumieć trzeba po prostu dojrzeć do pewnych uczuć i stanów, a problem leży w tym, że nie każdy potrafi to zrobić przez całe swoje życie. Nie poznać czym jest prawdziwa miłość, aż do śmierci. Miłość mimo wszystko. Mimo wszystkich komplikacji, mimo tego, że czasem nie wszystko się udaje. Zdania na temat filmu są podzielone. Jedni wzdychają z uwielbieniem, inni przeklinają. Jednakże ja sądzę, że jest on powrotem do czasów, kiedy mogliśmy doświadczyć najlepszych filmów w wykonaniu polskich aktorów. Prosimy o więcej takich filmów, które nie są tylko radosną bajeczką, a prawdą samą w sobie!


sobota, 29 grudnia 2012

Milczenie Owiec (Silence of the Lambs)


             Hannibal Lecter to genialny, bardzo oczytany, a przy tym odrobinę czarujący człowiek. Zamknięty w swojej celi w Baltimore oczekuje na nadejście śmierci. Na twarzy maska, niczym kask hokejowy oddziela go od świata na zewnątrz (a może właśnie wewnątrz, bo przecież siedzi w areszcie). Mimo, że już długo nie widział światła słonecznego, jego umysł zachowuje świeżość. Geniusz zbrodni, ale jednocześnie inteligentny mężczyzna, który zna psychologię innych zabójców.
            Ta ostatnia cecha może okazać się bardzo przydatna dla FBI. Jak jednak wyciągnąć z Lectera potrzebne informacje, jeśli on nie chce z nikim rozmawiać?
            Clarice Starling jest studentką na Akademii FBI. Dostaje zadanie od swojego przełożonego Jacka Craforda, aby udać się do aresztu, gdzie przetrzymują groźnego zabójcę, a jednocześnie kanibala –Hannibala Lectera. Areszt znajduje się w zakładzie psychiatrycznym, który jest nadzorowany przez nieco tępego, aczkolwiek umieszczonego na wysokiej pozycji Chiltona. Doktor nie jest jednak przekonany o konieczności wizyty funkcjonariuszki. Odmawia pozwolenia na zobaczenie się z zabójcą, ale zmienia zdanie, kiedy dowiaduje się, że zdanie Lectera może mieć duży wpływ na szukanie groźnego zabójcy –Buffalo Billa. Szukany mężczyzna budzi grozę i zaciekawienie. O ile to pierwsze jest w pełni zrozumiałe, to drugie wynika ze sposobu dokonywanych morderstw.
            Buffalo Bill nie jest zwykłym mordercą, który czerpie korzyść i przyjemność z samego aktu zabicia. Jego zbrodnie są bardziej wyrafinowane, można wręcz powiedzieć oryginalne. Obdziera on bowiem swoje ofiary –zawsze młode kobiety, zazwyczaj dość pulchne –ze skóry i porzuca.   
            Lecter nie jest zbyt chętny do tego, aby udzielić odpowiedzi na zadawane przez Starling pytania. Jednakże nie ukrywa, że dziewczyna zaimponowała mu odwagą i stoickim spokojem, z którym podeszła do rozmowy z nim. Otwiera się przed dziewczyną na pewien zagadkowy i bardzo specyficzny sposób. Prowadzi z nią grę, gdzie przegranym może być tylko FBI, ale jednocześnie daje dziewczynie wskazówki niezbędne do rozwikłania zagadki. Jednak nic nie jest za darmo. Clarice także musi otworzyć się przed zagadkowym doktorem Lecterem i opowiedzieć mu nawet o najbardziej przykrych zdarzeniach z jej życia. Ma to jednak efekty.
            Clarice Starlind zostaje dopuszczona na śledztwa –co jest rzeczą wręcz nadzwyczajną jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że jest tylko studentką. Odkrywa pewien trop (właśnie dzięki Hannibalowi), a jest nim głowa przetrzymywana przynajmniej kilka lat w słoiku. Do kogo ona należy i jaki ma związek ze sprawą? Czy Hannibal Lecter faktycznie zaczął pomagać FBI czy tylko bawi się w kolejną skomplikowaną grę, która służy wyłącznie jego rozrywce?
            Książka jest bardzo dobra. Czyta się płynnie, pomysł jest na swój dziwny sposób urzekający (bo przecież mówimy o kryminałach, a tu im bardziej wszystko zawiłe i zaskakujące, tym lepsze). Zakończenie jest zaskakujące i bardzo oryginalne. Każdy element układanki pasuje do siebie i tworzy spójną całość. Świeżość pomysłu uderza nas na każdej stronie. Wątki są naprawdę płynne i doskonale ze sobą współgrają. Klasyka sama w sobie, nic tylko czytać.  



Pożądanie nie zaczyna się od rzeczy wyimaginowanych. Pożądanie jest grzechem bardzo konkretnym- zaczynamy pożądać tego, co możemy dotknąć, zaczynamy pożądać tego, co widzimy na co dzień.

piątek, 28 grudnia 2012

American Beauty


Rok produkcji: 1999
Gatunek: obyczajowy, dramat
Czas trwania:122 min

Okno. Majestatyczna bariera oddzielająca nas od rzeczywistości i świata. Coś, dzięki czemu możemy oglądać nas samych lub naszych sąsiadów. Spędzamy patrząc przez nie sporą ilość naszego czasu. I co to daje? Może jakąś satysfakcję? Jakieś dziwne poczucie, że patrząc przez to okno możemy zobaczyć odzwierciedlenie rzeczywistości. Prawda jest jednak taka, że widzimy to, co chcemy zobaczyć. Nigdy nie możemy powiedzieć, że to, co widzą nasze oczy jest w stu procentach prawdziwe. Możemy odnaleźć za nim powodu do życia… lub do śmierci. Ale czy są one w zupełności słuszne? Okno i bariery (chociażby własnego JA) są tematem filmu.
Mówią, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu. „American Beauty” jest potwierdzeniem tej teorii. Teraz odbiegnijmy od tematu rodziny. Tylko na chwilę, bo koniecznym jest później do niego powrócić. Ukazany jest świat, gdzie przeciętność jest największą wadą, a wszyscy dążą tylko do tego, aby nie być uznanym za człowieka tego typu. Chociaż prawda jest taka, że wszyscy dokoła są „przeciętniakami”. Gdzie bycie sobą i podążanie własną ścieżką jest bardzo ograniczone przez cały świat, przez społeczeństwo, przez samych siebie. Gdzie tak często zapomina się, że aby człowiek był idealny musi mieć wady. Ideał nie może ich nie mieć, bo to one świadczą o tym, że pozostajemy ludzcy. Brzmi znajomo? To po prostu realny świat, który został przeniesiony na ekran…
Lester Burnham (Kevin Spacey) –mężczyzna w średnim wieku jest znudzony swoim życiem. Jego żona to nudna kobieta, która bardziej troszczy się o kwiaty w ogrodzie niż o niego. Wpatrzona w ideały z sąsiedztwa, którym powodzi się w pracy, staje się słabsza. Nie umie sobie poradzić z mężem nieudacznikiem (bo tym jest właśnie w jej mniemaniu), brakiem ofert pracy i samą sobą.
Córka państwa Burnhamów –Jane, to zakompleksiona nastolatka, która ma dość swoich rodziców, a ojca w szczególności. Nie czuje ona żadnej potrzeby, aby rodzice towarzyszyli czynnie w jej życiu, ponieważ i tak czuje się bardzo osamotniona. Świat, na którym żyjemy jest brutalny. Każdy obraca się wokół swojego życia i za często zapomina o tym, co naprawdę ważne.  
Życie naszych bohaterów zmieniają dwa wydarzenia. Przede wszystkim Lester zapoznaje się z koleżanką swojej córki –Angelą. Dziewczyna jest niesamowicie piękna i powszechnie wiadomo, że każdy mężczyzna do niej wzdycha. Oczywiście Lester też zaczyna, a jego ciekawość wywołana dziewczyną z czasem przeradza się w niekontrolowaną żądzę. Zaczyna ponownie ćwiczyć, a nawet pali trawkę… Zachowanie ojca oczywiście przeszkadza Jane…
Drugim istotnym wydarzeniem jest pojawienie się chłopca o imieniu Ricky. Jest on nowym sąsiadem naszej rodzinki. Chłopak jest zafascynowany Jane, jednak ta ma pewne obawy. Ricky jest bardzo dziwny, wszędzie chodzi z kamerą, a po mieście krążą plotki, że był w zakładzie psychiatrycznym. Po pewnym czasie rodzi się między nimi uczucie.
Wszystkie zdarzenia splatają się ze sobą bardzo spójnie, a każdy najmniejszy element układanki ma znaczenie. Film zmierza ku finałowi, który nie może być inny niż ten, który zapowiedziany był już na samym początku.
Film zdobył pięć prestiżowych Oscarów, a w tym nagrodę dla najlepszego aktora. Oprócz tego został wyróżniony nagrodami BAFTA i Złotymi Globami. Jednak dla widza to nie ma znaczenia, ponieważ największą zaletą filmu nie jest niesamowita ścieżka dźwiękowa czy też dobre zdjęcia, wspaniała reżyseria. Największą zaletą jest to, że film poucza. Pokazuje zwykłą rodzinę w trochę niezwykłej sytuacji, która może dotyczyć każdego z nas. A kiedy zdajemy sobie sprawę z tego, co naprawdę posiadamy, może być już za późno…

 -Czasem jest tyle piękna na świecie. Boję się, że tego nie wytrzymam. Że moje serce po prostu pęknie.   

czwartek, 27 grudnia 2012

Donnie Darko


Rok produkcji: 2001
Gatunek: dramat, psychologiczny
Czas trwania: 113 min

            Film ten przyciąga swoją oryginalnością, poruszaniem trudnych tematów, które nie są niestety poruszane w odpowiedni sposób. Samotność, strach i odizolowanie nie są tylko stanem, w którym w konkretnej chwili się znajdujemy. Są cząstką nas samych, a od nas zależy czy można zmienić ich odczuwanie… Ale czy na pewno? Czy na pewno mamy tak ogromny wpływ na nas samych, że możemy kontrolować swój ból wywołany na przykład osamotnieniem? Pójdźmy dalej tym tropem i pogłębmy ten temat. Czy mamy tak ogromny wpływ na nas samych, że na przykład możemy…mówić o podróżowaniu w czasie? Jak odnaleźć się w świecie zła, zagadek, ale i samotności w świecie, gdzie przecież każdy umiera sam. Tak jak w momencie kiedy cierpimy nie możemy na nikogo liczyć. Tylko na siebie i naszą głowę. Niestety może to być zgubne. Nasze myśli panują nad nami i to my jesteśmy ich więźniami. Niestety nie odwrotnie.
            Donnie Darko (Jake Gyllenhaal), a właściwie Donald Darko jest zwykłym nastolatkiem. Ma piękny dom, wspaniałą rodzinę i kilku dobrych przyjaciół. Jego życie ogranicza się do wychodzenia do szkoły i przesiadywaniu z kumplami… Czas powtórzyć wcześniej zadane pytanie. Ale czy na pewno?
            Donnie cierpi. Tak najłatwiej można określić to co czuje. Żyje w swoim własnym świecie, który nie jest widoczny czy też odczuwalny dla innych. A wszystko to przez jedno zdarzenie, które nasiliło wizyty jego przyjaciela Franka… Kim jest Frank dowiecie się później, bo wypadałoby utrzymać jednakże kolejność chronologiczną, która ponownie jest naruszona sama w sobie. Nie bójcie się –film nie jest aż tak skomplikowany jak się wydaje.
            Życie głównego bohatera zmienia się 2 października 1988 roku. Donnie zostaje obudzony przez postać w przebraniu królika, który jest przerażający i budzi grozę od pierwszego spojrzenia. Królik informuje chłopaka, że zostało 28 dni, 6 godzi, 42 minuty i 12 sekund do końca świata. Donnie postanawia udać się za królikiem, który doprowadza go na pole golfowe. Budzi się rano zdezorientowany i wraca do domu. Na miejscu okazuje się, że dom został zniszczony. W miejscu, gdzie kiedyś znajdował się pokój chłopaka tkwi urwany od samolotu silnik. Zagadką pozostaje fakt, gdzie jest ów samolot. Rodzina Donniego jest cała i zdrowa. Jednakże mamy pewną rzecz, która nie pozostawia nam żadnych wątpliwości. Królik (który przedstawia się Donniemu jako Frank) uratował mu życie, a to wszystko zmienia. Przede wszystkim to, że może ten dziwny, przerażający stwór jest przyjacielem?
            Donnie nie jest jednak do końca zwykłym nastolatkiem. Chodzi na terapię, która jest u niego obowiązkowa. Jak kolokwialnie mówi w czasie jednej ze scen, jego rodzina płaci 200$, żeby mógł mówić o tym, co myśli. Zdiagnozowana u niego choroba psychiczna to prawdopodobnie schizofrenia. Zaskakujące w tym chłopcu jest to, że objawia się u niego wielkie zrozumienie świata, czasem wzruszające. Widzi rzeczy, które pozostają niewidzialne dla innych i nie chodzi mi o wizje wszelkiego rodzaju –bo te także mu towarzyszą –a głębokie uczucia i powody, którymi kierują się ludzie.
            Istotną kwestią dla Donniego jest także podróżowanie w czasie. Zastanawia się czy jest ono możliwe uwzględniając wyznaczone z góry przez Boga ścieżki losu każdego człowieka. Duże znaczenie przy tym aspekcie odgrywa Babcia Śmierć. Jakie? Przekonajcie się sami. Dodatkowo wspomnę o Gretchen Ross (Jena Malone), która pozwala spojrzeć chłopcu na życie z trochę innej strony.
            O czym więc jest film? O chłopaku, który nie wzbudza początkowo wielkiej sympatii, ale w końcu przekonuje do siebie swoim wielkim, wewnętrznym cierpieniem? O sile uczuć? O chorobie psychicznej? A może po prostu o króliku Franku, który cały czas towarzyszy Donniemu i zmusza go do robienia coraz gorszych rzeczy? Zapewne o wszystkim tym po części, ale także –a może wręcz przede wszystkim –o tym jak możemy zmieniać bieg swojego życia, jaką rolę odgrywamy my sami i nasze uczucia. O samotności.
            Film ten jest uznany przez wielu ludzi za dzieło kultowe. I powiem Wam, że całkowicie słusznie. Od długiego czasu nie obejrzałam tak poruszającego filmu, świeżego pomysłu ozdobionego dobrze dobraną ścieżką muzyczną. Wydawać by się mogło, że mówię tak o każdym filmie, ale ten jest inny, wyjątkowy. Nieprzeciętny w poruszaniu przeciętnych, aczkolwiek trudnych tematów. Kolejną jego zaletą jest zaskakujące zakończenie, która pozwala nam spojrzeć na głównego bohatera zupełnie inaczej niż patrzyliśmy na niego przez cały film. Warto także zwrócić na humor, który objawia się w niektórych scenach. Jest on wyrafinowany, a jego wulgarność nie jest rażąca, jak w wielu dzisiejszych filmach.
Gorąco polecam. Każdemu. 


– Czy ty czujesz się samotny?
– Nie wiem. Chciałbym wierzyć, że nie jestem ale... Nigdy nie miałem na to żadnego dowodu, dlatego ja... Nie rozwodzę się już nad tym, wie pani? Ponieważ mógłbym spędzić całe moje życie, rozważając to raz po raz, wyliczając wszystkie „za” i „przeciw”, ale ostatecznie i tak nie miałbym żadnego dowodu. Dlatego... Nie myślę o tym. To absurdalne.
– Poszukiwanie Boga jest absurdalne?
– Jest, jeśli każdy umiera samotnie.
– Czy to cię przeraża?
– Nie chcę być sam.

środa, 26 grudnia 2012

Harry Potter i Kamień Filozoficzny (Harry Potter and the Philosopher’s Stone)



            Harry Potter i jego przygody zrewolucjonizowały świat współczesnej literatury. J.K. Rowling –autorka przygód o znanym na cały świat czarodzieju nie miała jednak łatwej drogi na szczyt listy najbardziej przełomowych powieści. Problemy wydawnicze dla początkującego autora to największy problem i nie inaczej było w przypadku autorki serii o Chłopcu, który przeżył. Oprócz tego wielokrotnie można było usłyszeć zarzuty o plagiat skierowane ku autorce. Oskarżenia sypały się z każdej strony, a porównania do C.S. Lewisa i J.R.R. Tolkiena były na porządku dziennym. Osobiście uważam, że skoro już Harry Potter i jego przygody odniosły niezaprzeczalny sukces, to do nas należy oddzielenie grubą kreską wszelakich innych powieści i zaczytanie się, przejście do świata magii, przygód i tajemnic.
            Vernon Dursley –bo od niego zaczniemy w dzisiejszej recenzji –jest mugolem (tj. osoba nie magiczną, która nie ma mocy i wiedzy na temat magii). Doświadcza w pracy bardzo dziwnego zjawiska. Widzi bowiem kilku dziwnie ubranych ludzi. Mają na sobie kolorowe, staromodne szaty i konwersują ze sobą w wielkim uniesieniu. Przysłuchując się rozmowom odkrywa, że tematem jest rodzina Potterów. Postanawia porozmawiać o tym ze swoją małżonką Petunią, ponieważ słyszał, iż ma ona rodzinę o tym nazwisku. Jednakże krewni nie są nigdy wspominani i są całkowicie odizolowani od reszty rodziny.
            Poznajemy także niejakiego Albusa Dumbledore, który rozmawia z Minewrą McGonagall. Kobieta relacjonuje mężczyźnie to, jak zachowuje się Vernon i Petunia. Obserwowała ich bowiem w postaci kotki. Kobieta jest pełna wątpliwości, uznaje nawet obserwowaną rodzinę za nieodpowiedzialnych ludzi… Dyskusja dotyczy jednak przede wszystkim tego, czy miejsce jakim jest dom rodziny Dursley przy Privet Drive, jest odpowiednim miejscem, aby umieścić tam dziecko. Dziecko, które jest niezwykłe i to nawet w świecie czarodziejów i czarownic. Podczas konwersacji przybywa Hagrid. Jest to półolbrzym, którego zadaniem było przywiezienie Harrego. Czarodzieje zostawiają zawiniątko z dzieckiem i dołączonym listem pod drzwiami państwa Dursley po czym znikają.
            Harry zostaje wychowywany przez swoje wujostwo w nieświadomości, że posiada magiczne zdolności. Żyje w otwartym konflikcie ze swoim kuzynem, a jego pokojem jest komórka pod schodami. Jest gnębiony przez swoją jedyną rodzinę i żyje w zakłamaniu. Jednakże zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Do takich zdecydowanie należy znikająca szyba w ZOO, która oddzielała węża od wolności… Cóż, Harry sprawia, że wąż jest wolny, ale nie do końca ma świadomość tego, że dzięki niemu to się stało…
            Po tym zdarzeniu do domu przy Privet Drive pojawiają się tysiące sów, które przynoszą listy. Zbulwersowany wuj Vernon postanawia, że rodzina musi wyprowadzić się jak najdalej od cywilizacji, na kompletne pustkowie, aby nikt nie mógł ich znaleźć. W dzień jedenastych urodzin Harrego (które zdecydowanie nie były obchodzone) do chatki na odludziu przybywa znany już czytelnikowi Hagrid. Wręcza on chłopcu list, którego nie miał okazji przeczytać głównie przez swoją upartą rodzinę. Okazuje się, że chłopiec posiada magiczną moc i zostanie umieszczony w szkole Magii i Czarodziejstwa o tajemniczo brzmiącej nazwie Hogwart. Chłopiec zdecydował się pójść z Hagridem, który okazał się wspaniałym przyjacielem już momencie, kiedy przekraczając próg domku zaczął gnębić wujostwo Harrego.
            Przed chłopcem kilka ważnych wydarzeń, w tym najważniejsze –wybranie różdżki. Kiedy Harry znalazł się w Hogwarcie szybko znalazł najlepszego przyjaciela -Rona. Jednakże nie można zapominać, że zło czai się wszędzie. Chłopcy razem z nową towarzyszką Hermioną odkrywają tajemnice zamku. Zarówno te bezpośrednio z nimi związane jak i te tylko pośrednio. Zyskują nowych przyjaciół jak i wrogów. Przeżywają wspaniałe przygody i zyskują niesamowite wspomnienia. A to wszystko uzupełnione dużą porcją magii. Dodatkowo dobry styl pisarski sprawia, że czytamy z zapartym tchem. Powieść zarówno dla młodzieży jak i dorosłych, czego czytelnik może chcieć więcej? Naprawdę warto sięgnąć po tę książkę, ponieważ jak wiadomo znajduje się w niej o wiele więcej ważnych detali niż w filmie. I od pierwszej stronnicy czuć magię, która nie opuści Was już do ostatniej. 

Są takie wydarzenia, które - przeżyte wspólnie - muszą się zakończyć przyjaźnią...

wtorek, 25 grudnia 2012

Wszystko co kocham


Rok produkcji: 2009
Gatunek: obyczajowy

            Film jest trudny. I jest taki z wielu powodów, które postaram się wymienić, ale z góry wiem, że skazana jestem na porażkę. Dlaczego? Czy trudność filmu, jego zmysłowa brutalność i delikatne poruszenie granic przyzwoitości, a jednocześnie obowiązek ich naruszenia jest powodem tej porażki? Być może. Ale jest więcej takich pojedynczych elementów, które składają się na to, że trudno jest oceniać ten film. Postaram się ująć problematykę najlepiej jak tylko potrafię.
            Zacznijmy od podstaw, bo są ważne. Należy pogratulować z całego serca Jackowi Borcuchowi za wspaniały scenariusz i nie odbiegającą od niego reżyserię. Pokłon numer jeden. Kolejny oddamy naprawdę nieprzeciętnej grze aktorskiej. Akurat to słowo najlepiej ją określa, ponieważ jeśli zaczęlibyśmy się wgłębiać w przymiotniki takie jak „dobra gra aktorska” lub nawet „bardzo dobra” nie oddalibyśmy jednocześnie klimatu filmu. Tak więc gra aktorska jest nieprzeciętna. Co prawda nie przepadam za stylem aktorskim Olgi Frycz, ale w roli Basi jest po prostu niesamowita. Odpowiednio delikatna, ale zarazem stanowcza. Szacunek pojawia się sam z siebie. Warto także podkreślić rolę Jakuba Gierszała (znanego głównie dzięki „Sali Samobójców”), który wcielił się w Kazika.
            Ale najważniejszym z bohaterów jest Janek (Mateusz Kościukiewicz)… Jest rok 1981, a więc jak wszyscy wiemy trudne czasy. Janek musi zmierzyć się ze stanem wojennym, z brakiem perspektyw w Polsce (lub przynajmniej takim zdaniem wielu osób), samym sobą, a także swoją pierwszą wielką miłością –Basią.

      Życie w czasach, kiedy komuniści szykują stan wojenny, a „Solidarność” walczy o wolność do bycia, o demokrację, wszystko staje się bardziej nierealne. Jednakże Janek z grupą najlepszych przyjaciół zakłada punkowy zespół. I właśnie muzyka odgrywa bardzo istotną rolę nie tylko w życiu bohatera, ale przede wszystkim w jego przeżywaniu. W momencie, kiedy wszystko dookoła ciebie jest szare i ponure musisz stanąć naprzeciw temu i z tym walczyć. Jak? Czy muzyka wystarczy, aby chociaż przez chwilę poczuć się wolnym? Czy wystarczy, aby przeciwstawić się ZOMO? Być może. Ale w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku nic nie jest pewne. Niespodzianki czekają na każdym kroku i wcale nie jest powiedziane, że będą one pozytywne w skutkach. Skutkach, które najczęściej objawiają się w postaci uczuć. Muzyka pełni w tym filmie ogromną rolę, o czym przekonujemy się praktycznie w każdej minucie. Jest wyrazem buntu, przeciwstawienia, walki. Dlatego sądzę, że muzyka rockowa i punkowa jest doskonałym wyborem… Kolejny ukłon –tym razem w stronę Daniela Blooma.
            Ważną kwestią poruszaną w filmie jest także miłość. Czy świeża, dziewicza i pierwsza miłość może stać na przeszkodzie zniewoleniu? Czy może przypadkiem sama nie jest zniewoleniem? Przecież w tych czasach ma ona tak wyraźny i charakterystyczny „smak oranżady”.
            Film jest polskim kandydatem do Oscara w kategorii „Najlepszy Film Nieanglojęzyczny” w 2011 roku. Trafi do każdego widza, szczególnie do młodego. Bo mimo, że porusza tematy, które na co dzień nudzą młodego człowieka, to i tak jest interesujący i poruszający swoją brutalnością. Jest naprawdę warty obejrzenia, chociażby przez wzgląd na historię Polski. Szare kolory codzienności kontrastują z neonowymi barwami uczuć, co sprawia, że doświadczamy przede wszystkim szoku. Szoku, który nas paraliżuje i sprawia, że kochamy to co mamy. Ponieważ my sami jesteśmy wszystkim, a to sprowadza się do tego, że nasze zainteresowania, nasza pasja, nasza nadzieja i wolność, nasza miłość to MY. My jesteśmy wszystkim, co kochamy. Obejrzyjcie film i poprzez obcowanie z historią poznajcie wartość tego, że jesteście tu i teraz.

To pierwsze prawdziwe uczucie, bliżej niezidentyfikowana energia, która robi z człowiekiem, co chce i jak chce. Każde następne będzie już inne. 

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Święta

Święta już przyszły, więc w sercu każdego rodzi się to przyjemne, dziwne ciepło. Wszyscy są dla siebie serdeczni i mają ochotę przytulać ludzi :). 
W tym czasie życzę Wam wszystkiego co najlepsze, dużo uśmiechu i spełnienia marzeń. Nawet tych, o których nie macie jeszcze pojęcia.

Dzisiaj zaprezentuję Wam słynną listę 100 książek od BBC. Myślę, że możecie znaleźć na niej inspiracje jeśli chodzi o prezenty, a także zagospodarowanie wolnego czasu. Bo czy jest coś lepszego niż leniuchowanie pod kocem, z kubkiem kawy i dobrą książką w ręce? 
Miłej lektury :)




Dość szybko zawładnęła mną myśl, iż pod okładką każdej z tych książek czeka na odkrycie bezkresny wszechświat, podczas gdy za tymi murami życie upływa ludziom na futbolowych wieczorach, na radiowych serialach, na własnym pępku i tyle.
 Cień Wiatru -Carlos Ruiz Zafón


czwartek, 20 grudnia 2012

Złoty kompas (The Northern Lights)


             Przyznam, że “Złoty Kompas” czyli pierwsza część trylogii Mroczne Materie leżała na mojej półce długi okres czasu. Nie potrafiłam się zmotywować, by po nią sięgnąć i kiedy to w końcu zrobiłam, przestałam czytać po kilku stronach. Stwierdziłam jednak, że muszę przez nią przebrnąć. Możecie sobie wyobrazić moje zaskoczenie, kiedy okazało się, że zastanawiam się nad tym co wydarzy się dalej. Kolejne strony leciały, a ja zanim się obejrzałam skończyłam całą powieść. Byłam zachwycona tą opowieścią i zupełnie świeżym pomysłem. Na moją wyobraźnię wpłynął także fakt, że nie obejrzałam ekranizacji przed przeczytaniem książki.
            Lyra Belacqua to dwunastoletnia dziewczynka. Jej wiecznym towarzyszem jest Pantalaimon, czyli jej dajmon. Czym on jest? Jest to dusza ludzka, która przyjmuje postać konkretnego zwierzęcia, najczęściej takiego, które jest ucieleśnieniem cech danej osoby. Nim dzieci osiądą pełnoletniość ich dusza (tj. dajmon) może przybierać różnorodne postaci czyli potrafi się zmieniać. Dajmony towarzyszą człowiekowi będąc zawsze bardzo blisko niego. Kiedy się oddalają ich, powiedzmy, właściciel odczuwa ból.
            Powróćmy do naszej bohaterki Lyry. Jest ona bardzo niesfornym dzieckiem zamieszkującym kolegium Jordana w Oksfordzie (który jest odzwierciedleniem Oksfordu, który znamy, jednakże w zupełnie innym świecie). Jej wujem jest Lord Asriel, co ustawia dziewczynkę w bardzo wysokiej pozycji społecznej, ponieważ jest on jednym ze sponsorów kolegium. Być może to, jaką ważną postacią jest wuj dziewczynki, sprawia, że staje się ona bardzo ciekawa. Można wręcz powiedzieć, że na za dużo sobie pozwala. Przysłuchuje się rozmowom dorosłym, których słyszeć nie miała prawa. Interesuje się zagadkowym Pyłem i Groblami, które są tematami poruszanymi przez teologów. Zawsze pozostaje w ukryciu i woli nie myśleć co by było gdyby ktoś dowiedział się o jej obecności przy spotkaniach…
            Pewnego dnia w kolegium zjawia się zagadkowa kobieta z potężnym dajmonem w postaci małpy. Lyra, która została zaproszona na uroczysty obiad, przygląda się wyrafinowanej damie z niemałym podziwem. Marisa Coulter –bo takie jest jej imię proponuje dziewczynce wyprawę na północ. Będzie ona tam mogła obserwować pracę Lora Asriela nad Pyłem. Lyra ochoczo reaguje na propozycję i wkrótce ma się rozpocząć przygoda jej życia.
            Przed samą wyprawą rektor kolegium wręcza dziewczynce zagadkowy przedmiot Alethiometr, czyli nasz tytułowy Złoty Kompas. Nie jest on jednak zwykłym przedmiotem. Charakteryzuje się tym, że doprowadzić cię może tylko i wyłącznie do…prawdy. Znajduje się na nim kilka obrazków, które w odpowiednich kombinacjach przyjmują konkretne znaczenia. Ale Lyra musi się dopiero tego dowiedzieć…
            Przed dziewczynką wielka przygoda w nieznane, podczas której może liczyć tylko na siebie. Okazuje się bowiem, że pani Coulter nie jest tak sympatyczną osobą, na jaką się kreowała. Co więcej, nie zabiera Lyry na północ i sama odjeżdża. Dziewczynka jednak potrafi znaleźć sposób, aby znaleźć transport. Czeka ją więc długa i niebezpieczna podróż, która niesie ze sobą wiele niespodzianek.
            Powieść jest nasączona magią, która sprawia, że chcemy jej wciąż więcej. Jest niesamowita pod względem fabuły, a jej język jest przejrzysty, chociaż pełen opisów. Jest to dobra lektura, taka, która sprawia, że w każdym z nas rodzi się podróżnik chcący odnaleźć prawdę.
      Niepokoić się o młodych to obowiązek starych – powiedział Bibliotekarz. – A zadaniem młodych jest lekceważyć niepokój starych.