poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Keith


Rok produkcji: 2008
Gatunek: dramat
Czas trwania: 95 min

            „Keith” to film, który długo zapada w pamięć. Pokazuje wszystkie barwy życia, a subtelny humor pozwala odbiorcy dostrzec nie tylko szarość, ale na niektóre sprawy spojrzeć przez różowe okulary. Już na początku mogę powiedzieć, że nie jest to film dla każdego. Aby w pełni zrozumieć przekaz musimy się naprawdę skupić, także nie polecam go na luźne wieczory, bo nie taki jest jego klimat. Kolejną rzeczą, którą warto zauważyć to tytuł. Krótki, zwięzły, ale bardzo obfity w znaczeniu. Ot co, zwykłe imię… Ale po obejrzeniu tej ekranizacji książki Rona Carlsona wiemy, że właśnie ten tytuł doskonale pasuje. W pewnym stopniu zdradza nam pełnię i sens filmu.
            Natalie prowadzi bardzo poukładane życie. Ma z góry wytyczoną ścieżkę kariery i chociaż dopiero znajduje się w szkole średniej, dokładnie wie, co i kiedy będzie realizowane w jej życiu. Zdobywa wyłącznie dobre stopnie, a nauka jest dla niej priorytetowa. Jest ideałem córki i wzorową uczennicą. W jej życiu nie ma miejsca na spontaniczność.
            Wszystko ulega zmianie, gdy poznaje Keitha. Początkowo chłopak jest tylko jej partnerem na zajęciach z chemii. Natalie jest zadowolona z takiego układu, ale uważa chłopca za skrajnego dziwaka. Zachowuje się dziwnie, a ona nie jest w stanie go zrozumieć. Po pewnym czasie Natalie uświadamia sobie, że Keith po prostu potrafi docenić życie.
            Z czasem między nastolatkami rodzi się uczucie. Przeżywają razem niesamowite chwile, niestety Natalie nie wie, że Keith skrywa sekret, do którego wyjawienia nieszczególnie się spieszy. Co ukrywa chłopak? I jak będzie się zmieniać Natlie?
             Jeśli miałabym wymienić jeszcze jedną istotną rzecz w tej ekranizacji to ciężarówka głównego bohatera. Jest niezwykła i ma dla niego duże znaczenie, dlatego też w pewnym sensie pozwala nam zrozumieć i odwzorować to, kim naprawdę jest Keith. 
            „Keith” to genialny obraz tego, jak druga osoba może nas zmienić. Przypomnieć nam, czym naprawdę jest życie i uświadomić, że nasze wielkie plany na przyszłość często nie są takie wspaniałe jak wcześniej myśleliśmy.
            W tym filmie pragnę także wyróżnić reżyserię, soundtrack, a także zdjęcia. Całokształt daje zaskakujący efekt, którego wcześniej mogliśmy się nie spodziewać. Gra aktorska także była bardzo dobra, a aktorzy w byli w pełni wiarygodni, co w tego rodzajach filmów, jest bardzo ważne. Osobiście przed obejrzeniem tego filmu słyszałam całe mnóstwo pozytywnych recenzji na jego temat, ale uznałam, że są bardzo przesadzone, jak często ma to miejsce w ekranizacjach skierowanych raczej bezpośrednio do młodzieży. Tym razem się myliłam i muszę przyznać z czystym sumieniem, że to jest coś, co naprawdę warto zobaczyć. Film przekazuje bardzo ważne wartości, wzrusza, śmieszy, pokazuje jak żyć. Jest bardzo szczery i mimo obecnego w nim humoru nie zatraca wagi konkretnych i poważnych spraw.
 Gorąco polecam.


Ocena: 10   

Jesteśmy członkami szajki, która przemyca kurtki. Jak nikomu nie powiesz, to dostaniesz zimowy polar gratis.





sobota, 27 kwietnia 2013

Śmierciowisko


Autor: Anna Głomb
Liczba stron: 289
Cena Rynkowa: 29,90zł
Wydawnictwo: Videograf II

            Kiedy przyjrzymy się polskiej fantastyce dostrzeżemy wiele książek niebanalnych, o inteligentnej treści i dobrym pomyśle. Czy jednak jestem w stanie zaliczyć „Śmierciowisko” do książek o tematyce fantastycznej? Zdecydowanie tak, ale jest to pozycja, w której gatunki mieszają się ze sobą (obok fantastyki pojawia się kryminał, a momentami nawet odrobina romansu) i tworzą spójną całość. Rezultat jest naprawdę zaskakujący. Gdybym miała określić tą powieść jednym słowem –bez wahania odpowiedziałabym, że jest specyficzna. Jednakże znaczenie tego słowa w tym kontekście nabiera ogromnego znaczenia, pewnego rodzaju wielości interpretacyjnych. W tej książce po prostu wszystko jest specyficzne, ale w pozytywny sposób. Bohaterowie, miejsce akcji i fabuła sama w sobie…
            Sięgając po „Śmierciowisko” spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Fabuła toczy się bowiem w pewnej osadzie, w czasie, kiedy mija przeszło trzydzieści lad od Epidemii, która uśmierciła miliony istnień. Tylko nieliczni mogli przeżyć, nieliczni zostali wybrani… Ale w opisywanej przeze mnie książce nie doświadczymy użalania się nad sobą, nie ma Apokalipsy czy tak bardzko kochanych przez nas wszystkich eksplozji, które wciąż zabierają w zaświaty kolejne istnienia… W „Śmierciowisku” wszystko jest naturalne, ludzie akceptują swój świat i los, a zagłada jest tylko tłem, które daje możliwość urozmaicenia fabuły. Jak dla mnie –świetny zabieg literacki.
            Przyglądamy się pewnej umieszczonej niedaleko lasów osadzie. Właśnie tam żyje główna bohaterka –Dorota. Toczy zwyczajne, wiejskie życie. Jej codzienny plan ogranicza się do wyszywania i karmienia zwierząt. Jednakże Dorota nie jest zwykłą dziewczyną. Może liczyć tylko na towarzystwo nieco tajemniczego Pszczelarza. Nie ma znajomych i żadnej bliskiej sercu osoby. Nawet ze swoją matką nie utrzymuje kontaktów. Jej świat jest bardzo ograniczony, a przede wszystkim pełny nienawiści. Dorota wielokrotnie została zraniona, a życiowe doświadczenia uczyniły ją w oczach innych dziwną.
            Dziewczyna jednak nauczyła się z tym faktem poprawnie funkcjonować. Wszystko zmienia się, gdy pewnego dnia jest świadkiem dziwnego zjawiska, a następnie śmierci jednego z mieszkańców osady –Pawła. Jako, że to właśnie Dorota znalazła zwłoki chłopaka na nią rzucone są wszystkie podejrzenia. Czy to jednak koniec zbrodni w osadzie? I co z tym wszystkim ma wspólnego Dorota i jej przeszłość? Czy istnieje jakiś związek nieco osamotnionej dziewczyny ze zdarzeniami i osady? I kim jest tajemniczy Człowiek z Lasu?
            Świat baśni w charakterystyczny sposób miesza się z rzeczywistością. To właśnie baśnie okazują się mieć moc, jakiej nawet sobie nie wyobrażaliśmy. Autorka przenosi nas w świat, gdzie każdy próbuje utrzymać resztki człowieczeństwa i jednocześnie przekazuje nam naprawdę cenne wartości, których powinniśmy się trzymać. Uświadamia nam czym jest nienawiść i pokazuje, że zmiany są różne –czasem mają niesamowicie dobry skutek, czasem wręcz przeciwnie…

Ocena: 8,5

niedziela, 21 kwietnia 2013

Coma –Pierwsze Wyjście z Mroku

          „Pierwsze wyjście z mroku to już drugi krążek Comy, który pragnę Wam zaprezentować. Od dłuższego czasu uważam ten zespół za jeden z lepszych na polskiej scenie muzycznej, ale jak to zawsze jest z muzyką –zdania są podzielone. Comę można kochać, ale można też nienawidzić. Osobiście widzę w tym zespole dużą dojrzałość nie tylko sceniczną, ale także emocjonalną, obfitość głębokich, że tak powiem –intensywnych tekstów i ciekawe linie melodyczne, które często znacznie się od siebie różnią. Jeśli chcecie posłuchać dobrego, ostrego polskiego rocka –to muzyka dla was. Ale jeśli macie ochotę sięgnąć po ballady to…także muzyka dla was. Wieloznaczność interpretacji i możliwość odbierania każdego kawałka po swojemu zapewniona. Trudno trafić w gust muzyczny kogokolwiek na 100%, ale mimo wszystko ogromnie zachęcam do zapoznania się z tym zespołem i krążkiem.
            „Pierwsze wyjście z mroku” to debiutancki album grupy wydany w 2004 roku. Co ciekawe krążek dostał nawet Fryderyka w kategorii Album Roku. Znalazły się na nim  wręcz kultowe już utwory, takie jak rozpoczynający listę –„Leszek Żukowski” czy popularne „Spadam”.  Ballady logicznie przeplatają się o ostrzejszym graniem tworząc niepowtarzalny efekt. Na krążku znajduje się także utwór „ukryty” czyli oficjalnie nie wymieniony na płycie. Jest to bardzo rytmiczne „Skaczemy”, przy którym naprawdę trudno stać w miejscu.
            Oto lista utworów:

"Leszek Żukowski" 8:15
"Sierpień" 5:50
"Chaos kontrolowany" 4:31
"Pierwsze wyjście z mroku" 5:54
"Pasażer" 5:10
"Ocalenie" 5:25
"Spadam" 4:57
"Czas globalnej niepogody" 4:12
"Nie wierzę skurwysynom" 5:57
"100 tysięcy jednakowych miast" 6:43
"Zbyszek" 5:24
"Skaczemy" (utwór ukryty) 3:04

            Dzięki tej płycie Coma odniosła sukces, a piosenki z tego krążka do dzisiaj nie tracą swojej mocy i prawdziwości. Każdy tekst przepełniony jest zrozumieniem życia i konkretnych sytuacji. Mam nadzieję, że chociaż odrobinę przekonałam Was do tego zespołu i może wkrótce dołączycie do grona fanów. Jeśli szukacie charakterystycznej muzyki, to spokojnie możecie odnaleźć to w tym zespole.

Ocena: 10

Nauczyłem się umierać w sobie
Nauczyłem się ukrywać cały strach
Nie do wiary że tak bardzo płonę
Nie do wiary że rozumiem każdy znak
100 Tysięcy Jednakowych Miast

Coma-Hipertrofia <--RECENZJA


sobota, 20 kwietnia 2013

Intruz (The Host)


Rok produkcji: 2013
Gatunek: Thriller, Romans, Sci-Fi
Czas trwania: 125 min

            Wyobraźcie sobie, że na świecie jaki znamy, na NASZEJ planecie Ziemi, zaczynają się zmiany tak diametralne, że trudno sobie z nimi poradzić. Zmiany, które nie tylko są przerażające, ale także zabójcze. W nowym porządku świata ludzie są istotami, które z całych sił próbują przetrwać, a skutki są raczej marne.
            Ziemię opanowały zagadkowe Dusze, które wchodząc w ciało człowieka przejmują nad nim całkowitą kontrolę. Człowiek przestaje funkcjonować, zanika, a jedyne co po nim zostaje to dziwna powłoka, którą z przyzwyczajenia nazywamy ciałem. Z pozoru wygląda dokładnie tam samo, ale jego oczy świecą nienaturalnym blaskiem. To właśnie po nim ocaleni buntownicy rozpoznają swoich wrogów –ludzi, którzy zostali owładnięci przez obce istoty.
Dusze przemierzały galaktyki poznając różne formy życia i zapoznając się z różnymi sposobami egzystencji. Powoli opanowywały ziemski świat i wyplewiały ludzi. Jednak przeżyli i tacy, którzy nie mają najmniejszego zamiaru się poddawać. Do tej grupki należy Melanie.
            Dziewczyna usiłując uratować swojego brata przyciąga uwagę Tropicieli na siebie. Tropiciele są bowiem Duszami w ciałach ludzi, którzy zajmują się werbowaniem i przemienianiem żywych istot w miejsce, gdzie kolejne z nich będą mogły spocząć. Jednak nie zawsze. Ciało Melanie zajęła więc istota o imieniu Wagabunda, jednak dusza Melanie nie miała zamiaru rezygnować ze swojego wcześniejszego mieszkania. Wpływała na Wagabundę i nigdy nie dawała jej o sobie zapomnieć. Obca istota w ciele dziewczyny została tam bowiem uwięziona w celu wydobycia informacji na temat ludzkich rebeliantów. Dusze zamieszkujące inne ciała usilnie dążą do opanowania całej planety, a Melanie to jedyny trop jaki mają, aby znaleźć buntowników.
Melanie okazuje się zbyt silna i w pewnym momencie zaczyna kontrolować Wagabundę. Zmusza ją do ucieczki i razem kierują się do ludzkiej kryjówki. Między nimi nawiązuje się silna więź, a więc są nie tylko zmuszone do swojego towarzystwa, czują się ze sobą jak siostry. Ale czy ludzie będą w stanie zaufać Wagabundze? Czy przyjmą na siebie tak ogromne ryzyko? Czy zauważą Melanie, która nie może dać im wyraźnego znaku, że wciąż istnieje?
Przyznam, że „Intruz” mnie zaskoczył. Pozytywnie. Niestety nie miałam okazji przeczytać jeszcze książki, na której podstawie nakręcono ten film, ale zrobił na mnie dość dobre wrażenie. Może jest to wywołane dość wartką akcją i faktem, że mentalnie oczekiwałam czegoś znacznie gorszego. Dodatkowym elementem, który sprawia, że ten konkretny film odebrałam w ten sposób, może być to, że obejrzałam go na dużym ekranie. Duży plus za piosenkę „Radioactive” Imagine Dragons.
            Nie rozwodząc się nad czynnikami, chcę stwierdzić, że warto obejrzeć ten film. Odrobina ciekawego pomysłu i dobrego zastosowania science-fiction zawsze jest dobrym rozwiązaniem. W „Intruzie” nie jest inaczej, także polecam.




Ocena: 8,5



piątek, 19 kwietnia 2013

Sala Samobójców


Rok produkcji: 2011
Gatunek: Thriller, animacja
Czas trwania: 120 min
         

            „Sala Samobójców” to film, który wstrząsnął polskim filmem. Był zdecydowanie pewną odskocznią od prezentowanych nam pozycji i opierał się na naprawdę dobrym pomyśle. Gra aktorska też była bez zarzutu, ale osobiście nie rozumiem tego ogromnego zafascynowania tą pozycją. Oczywiście jestem pełna podziwu, że polskim twórcom udało się stworzyć obraz, który osiągnie sukces także za granicą, ale zdecydowanie „Sala Samobójców” nie jest moim ulubionym filmem.
            Jest to obraz, który przedstawia nam historię nastoletniego Dominika. Z pozoru zwykły nastolatek –chodzi na imprezy i wie, czego chce. Jednak gdy jego przyjaciele oskarżają go o homoseksualizm, odsuwają się od niego i szydzą na portalach społecznościowych, życie chłopca się załamuje. Dominik nie potrafi sobie poradzić w tak nietypowej sytuacji. Brak wsparcia z żadnej strony i poczucie bezradności go przytłacza. Samotność potęguje fakt, iż nawet jego rodzice nie mają dla niego czasu. Wiecznie zajęci pracą ignorują potrzeby syna.
            Dominik postanawia nie przystępować do matury. Rezygnuje z uczęszczania na zajęcia szkole i zamyka się w swoim pokoju. To właśnie tam znajduje azyl od świata zewnętrznego, który wydaje się mu całkowicie obcy i szary.
            Ukojenie zdobywa dopiero grając w gry sieciowe. Spotyka tam fascynujących ludzi, którzy pokazują mu mroczną stronę życia. Osoby, które interesują się śmiercią i samookaleczeniem. Miejscem, gdzie Dominik w końcu może być sobą okazuje się być Sala Samobójców, czyli wirtualne miejsce, gdzie może porozmawiać ze swoimi nowymi znajomymi. Co wyniknie z tej oryginalnej znajomości? Czy Dominik uwoli się od swoich lęków, czy tylko je spotęguje? Czy odnajdzie samego siebie, czy jeszcze bardziej zagubi?
            Pomysł na film jest faktycznie bardzo dobry. Ścieżka dźwiękowa ubarwiona polskimi akcentami pod postacią wykonawców także jest strzałem w dziesiątkę. Obsada nadspodziewanie dobra, gra aktorska sama się broni. Ale ogólnie nie wiem dokładnie dlaczego, film ten mnie urzekł tylko częściowo. Patrzę przez pryzmat polskich filmów, więc nie jestem bardzo krytyczna, ale zakończenie było  według mnie słabe. Rozumiem, że miało wzbudzić pewien tragizm czy coś w tym rodzaju, ale nabrało nieco groteskowego wydźwięku i nazbyt wymuszonego. Bardzo dobry obraz z dobrym zakończeniem. Z zakończeniem, które przynajmniej dla mnie było bardzo przewidywalne. Może to tylko moja opinia, ale spodziewałam się czegoś więcej. W momencie, gdy „Sala Samobójców” wchodziła na ekrany kin wszędzie napotykaliśmy chwalące ten film recenzje. Cóż… Ja nie zamierzam dołączyć do grona wielbicieli. Chwaląc ten (w gruncie rzeczy dobry) film obraziłabym twórców całego świata i widzów, którzy pragną naprawdę dobrego filmu. Błagam, nie rozpływajmy się nad czymś co jest po prostu dobre. Oceńmy to po swojemu. Oczywiście, że gusta są różne, ale nie stawiajmy tego obrazu jako coś bardzo przełomowego. Może faktycznie „Sala Samobójców” jest początkiem topnienia tandety w polskim kinie, ale do ideału, zachwytu wciąż mi daleko.


Ocena: 7

Ja nie rozumiem samobójców, bo żeby żyć, trzeba mieć odwagę, a samobójcy to tchórze. Tchórze i narcystyczni egoiści, którzy myślą, że wszystko się kręci wokół nich. Jak można odebrać sobie najcenniejszy dar, jaki się ma? Jak można zrobić sobie to i zrobić to najbliższym ludziom? Ja po prostu tego nie rozumiem, ja nie chcę tego rozumieć.


środa, 17 kwietnia 2013

Do światła (К свету)


            „Do światła” to kolejna powieść z serii Uniwersum Metro 20333. Międzynarodowy projekt połączył twórców z całego świata, ale nie wszyscy mają takie szczęście, że to właśnie ich książka ukaże się w druku. Andriej Diakow należy jednak do wąskiego grona szczęściarzy. Jego debiutancka powieść, która sławę zyskała dzięki popularyzacji „Metro 2033”  sprzedawała się jak świeże bułeczki. I przyznam, że raczej zasłużenie.
            „Piter” –pierwsza książka wydana w ramach akcji „Uniwersum 2033” w moim odczuciu była odrobinę nudna. Zastanawiałam się czy to efekt przeciętnego stylu pisarskiego czy może tematyka apokaliptycznego metra już mi się przejadła. Na szczęście po przeczytaniu „Do światła” dotarło do mnie, że to nie temat był zły, a wykonanie. Diakow w pewnym stopniu przywrócił moje zainteresowanie tą serią i uświadomił, że książki innego autora niż Glukhovsky też mogą wciągnąć…
            Zaczynając od dobrego stylu pisarskiego, który sprawia, że książkę się praktycznie pochłania, przechodząc przez doskonałe kreacje bohaterów, a kończąc na dopracowaniu fabuły i wątków oraz bardzo żwawej akcji, jestem skłonna powiedzieć, że na to właśnie czekałam. Cóż, nie bez powodu „Do światła” uważa się za najlepszą część Uniwersum Metro 2033.
            W petersburskim metrze dzieje się coś dziwnego. Do mieszkańców stacji docierają dziwne znaki świetle, a nie wiadomo co może je wywoływać. Do odkrycia tej intrygującej zagadki zostaje wyznaczona grupa, którą dowodzić będzie stalker Taran. Ekspedycja jest bardzo niebezpieczna, a to, co czeka wędrowców jest wielką zagadką. W zamian za zgodę na wykonanie zlecenia Taran żąda tego, aby władze jednej ze stacji ofiarowali mu chłopca imieniem Gleb. Nie wiadomo dlaczego stalker zaproponował tak dziwną i podejrzaną zamianę. Władze stacji jednak na nią przystają.
            Do grupy dołącza się także jeden ze starców, którzy wyznają naukę Exodusu. Kim jest ten staruszek i jakie ma znaczenie? Czy jest całkowicie szalony, a może skrywa tajemnicę, która może całkowicie zaburzyć bezpieczeństwo metra?
            „Do światła” to bardzo dojrzała i przemyślana praca, która zdecydowanie zasługuje na pochwały. W szczególności, że jest to debiut literacki. Oprócz tego, warto także dodać, że Paweł Podmiotko swoim tłumaczeniem wykonał kawał naprawdę dobrej roboty. Przekazał w niewymuszony sposób intencję autora pozostawiając humor i istotne kwestie, które tak często zanikają pod wpływem niewłaściwej interpretacji.
           



Ocena: 8,5

Mało wart jest ten, kto nigdy nie był w rozpaczy. Jedynie doświadczywszy tego dręczącego uczucia, można należycie ocenić całą cudowność pomyślnego życia.

niedziela, 14 kwietnia 2013

Mój Rower


Rok produkcji: 2012
Gatunek: Dramat
Czas trwania: 90 min
           
            „Mój Rower” to polski film, który stosunkowo niedawno był na ekranach kin. Przyznam, że rzadko polskie kino mnie urzeka, ale tym razem mu się to udało. Zacznijmy od dość dobrego zwiastuna, który zdecydowanie przyciąga uwagę. Oczywiście są drobne niedociągnięcia, ale je pominę, bo są bardzo niewielkie.
            Jestem zadowolona, bo w końcu mogę powiedzieć z całkowicie czystym sumieniem, że mamy dobry, polski film, który nie jest komedią romantyczną. „Mój Rower” to dowód, że Polacy także lubią sięgać po ambitne kino i praca nad nim dobrze im wychodzi.
            Do Łodzi przyjeżdża Maciek, który oczekuje spotkania z ojcem. W tym samym czasie jego dziadek przechodzi osobisty, aczkolwiek bardzo poważny kryzys. Babcia Maćka bowiem postanowiła od niego odejść tłumacząc, że się zakochała. Gdy trzy pokolenia mężczyzn z tej samej rodziny spotykają się ze sobą,  a fakt o zniknięciu babci zostaje odkryty, wszyscy postanawiają wyruszyć się odzyskać.
            Przeszkodą w sprawnej podróży są wzajemne relacje między członkami rodziny. Są oni bowiem ze sobą skłóceni i o ile dziadek z wnukiem potrafią znaleźć wspólny język, tak wszelka relacja ojciec-syn praktycznie nie istnieje. Burzliwe dialogi łączą się z pięknymi krajobrazami Polski, kiedy nietypowa ekspedycja wyrusza ratować babcię.
            Ciągłe kłótnie i brak zrozumienia są bardzo męczące i nawet wielkie chęci nawiązania kontaktu w końcu nie wystarczają. Wzajemny żal i wyrzuty od lat zatajane w najgłębszych obszarach duży, w końcu wychodzą na wierzch. Ale co z tego wyniknie? Czy jeden wspólny, aczkolwiek przymusowy wyjazd jest w stanie zamazać wszystkie złe wspomnienia? Przecież więzi rodzinnych nie tworzy się w jeden dzień…
            „Mój rower” to bardzo interesujący i momentami przejmujący obraz. Niezrozumienie między bohaterami jest często przypadkowe, wiele dzieje się za sprawą przypadku, a czy nie tak jest także w naszym życiu?
            Tak jak już wspomniałam, jestem zadowolona z tego filmu. Nie jest to jeszcze szczyt tego, na co pragnęłabym się udać do kina, ale prezentowany nam obraz jest naprawdę bardzo dobry. Znakomity scenariusz płynnie łączy się z grą aktorską. Reżyseria i zdjęcia zdecydowanie powyżej polskiej przeciętnej. Mam jednak małe ale pod postacią muzyki. Praktycznie cały podkład jest w formie muzyki klasycznej, co jest bardzo Dorym rozwiązaniem, idealnie komponującym się z fabułą. Jednakże jej głośność to coś, co przynajmniej mnie, raziło. Muzyka nie powinna zagłuszać i powodować bólu uszu, a być wykończeniem, a raczej udekorowaniem filmu. Tutaj mi tego zabrakło.
            Ode mnie tylko ten jeden szkopuł, może wy znajdziecie/ znaleźliście więcej. Polecam.

Ocena: 8,5

Maciek: Co czułeś, jak się urodziłem?
Paweł: A co to za pytanie?
Maciek: No cieszyłeś się czy nie?
Paweł: No pewnie, że się cieszyłem. Co miałem robić? Ludzie zwykle cieszą się w takich sytuacjach. Chyba że są nienormalni.


sobota, 13 kwietnia 2013

W pustyni i w puszczy


            Ta recenzja wyszła całkowicie spontanicznie, ale gdy niedawno usłyszałam opinię, że Sienkiewicz pisze bardzo nudne książki po prostu nie wytrzymałam. Oczywiście różnorodne, rozbudowane opisy mogą nie przypaść do gustu, podobnie jak liczebne wątki historyczne, ale stwierdzenie, iż ten autor nie zasługuje na Nagrodę Nobla po prostu mnie skrzywdziło. Pamiętam z jaką fascynacją śledziłam wędrówkę Stasia i Nel i podziwiałam oczami wyobraźni wszystkie krajobrazy jakie mijali. Lektura mnie nie męczyła, wręcz przeciwnie, przeniosła do dzieciństwa, kiedy długie godziny siedziałam przed telewizorem oglądając ekranizację książki z 2001 roku z Adamem Fidusiewiczem i Karoliną Sawką w rolach głównych.
            Myślę, że fabuła jest Wam raczej znana. Akcja opiera się na tym, iż dwoje dzieci –Staś i Nel –zostają uprowadzeni przez kilku muzułmanów. Szczęśliwie udaje im się uciec, ale to nie koniec ich problemów. Muszą odnaleźć się w dzikiej Afryce i spróbować dotrzeć do swoich rodziców. Mogą liczyć na swoich nowych przyjaciół. Kali i Mea są także zbiegami, a pomiędzy grupką natychmiast tworzy się więź przyjaźni.
            Afryka kryje w sobie ogromne piękno, ale tyle samo niebezpieczeństw. Na każdym kroku czyha na nich niespodzianka, która niekoniecznie jest przyjemna. Choroby, głód, dzikie zwierzęta… Jak zwykłym nastolatkom może udać się przeżyć? A nawet jeśli to czy zdołają dotrzeć do swoich rodziców?
            „W pustyni i w puszczy” to piękna, pouczająca opowieść o sile ducha, o przeciwnościach losu i ogromnej przyjaźni. Bardzo interesujący temat i fabuła są ubarwione pięknymi wstawkami dotyczącymi przyrody. Z tej książki aż kipi wiedza jaką Sienkiewicz pragnął nam przekazać. Jako podróżnik i znawca Afryki, wykonał kawał dobrej roboty. Pokazał, że piękno kryje się w każdym zakątku Ziemi, a także w nas samych.
            Przez swoich bohaterów uczył tolerancji i zrozumienia. Próbował wytłumaczyć czym jest zaradność i dlaczego nie można się poddawać. Wytłumaczył, że musimy próbować zrozumieć każdego, nieistotne czy jest to służący czy może zwierzę (nawet jeśli jest to słoń!).
            Nie zmuszę Was, abyście pokochali tę powieść i twórczość naszego Noblisty, ale mam nadzieję, że spojrzycie na „nudne” opisy z trochę innej perspektywy.
            Myślę, że po prostu potrzeba trochę zrozumienia, aby w pełni docenić tę prozę. Ale może to po prostu mój wywód, który jednoznacznie wskazuje, że mimo wszystko jestem patriotką? Cóż, miłość do kraju jest naturalna, a więc tak samo naturalnym powinno być uwielbienie to naszej narodowej literatury, bo my Polacy nie gęsi, też swój język mamy i przyznam szczerze, że wspaniale go używamy.



Ocena: 9,5

- Ale – rzekł – jesteście za to u źródła prawdy. Czy chcesz napić się z tego źródła? Nastała chwila milczenia, więc Mahdi sądząc, że chłopiec nie zrozumiał pytania, powtórzył je wyraźniej: - Czy chcesz przyjąć moją naukę? Na to Staś ręką, którą trzymał przy piersiach, zrobił nieznacznie znak krzyża świętego, jakby z tonącego okrętu miał skoczyć w odmęt wodny. - Proroku – rzekł – twojej nauki nie znam, więc gdybym ją przyjął, uczyniłbym to tylko ze strachu jak tchórz i człowiek podły. A czyż zależy ci na tym, by wiarę twoją wyznawali tchórze i ludzie podli? I tak mówiąc patrzył wciąż wprost w oczy Mahdiego. Uczyniła się taka cisza, że słychać była brzęczenie much. Lecz stała się zarazem rzecz nadzwyczajna. Oto Mahdi zmieszał się i na razie nie umiał znaleźć odpowiedzi. 

piątek, 12 kwietnia 2013

Hamlet



            Kolejne dzieło Szekspira. Tym razem pragnę zademonstrować dobrze znanego Hamleta. Odważę się stwierdzić, że wszyscy doskonale znamy kwestię „Być albo nie być, oto jest pytanie” W tym krótkim zdaniu zawarty jest olbrzymi sens, a sztuka polega na tym, aby go zauważyć. Przede wszystkim pokazuje olbrzymie wahania dotyczące własnej egzystencji, a oprócz tego praktycznie opisuje fabułę dramatu. „Hamlet” jest tak istotnym utworem w kulturze, że śmiało możemy nazwać go dziełem, które zrewolucjonizowało poglądy. Jest on inspiracją dla wielu twórców, głównie teatralnych, którzy od lat starają się oddać jak najdokładniej problematykę utworu, a jednocześnie zaskoczyć widza.
            To jednak nie koniec powiązania „Hamleta” z teatrem. Co jeszcze łączy tragedię Szekspira z teatrem, jeśli nie wystawianie sztuki samej w sobie? Otóż „Hamlet” jest doskonałym przykładem toposu, który wywodzi się ze starożytnej filozofii –theatrum mundi, czyli dla niewtajemniczonych, świat jako teatr. Według tego założenia świat jest sceną, a ludzie jedynie aktorami, którzy prędzej czy później będą musieli zejść ze sceny. Przejdźmy jednak do fabuły…
            Hamlet jest pogrążony w żałobie po śmierci króla, a zarazem swojego ojca. Gdy tron obejmuje Klaudiusz, jego nowy ojczym w kraju zaczyna panować zupełnie inna atmosfera. Pewnej nocy młodemu chłopakowi udaje się porozmawiać z duchem swojego ojca. Zmarły władca wyjawia mu, że jego śmierć nie była przypadkiem. To Klaudiusz zabił go pragnąc władzy i podstępem wlał mu do ucha truciznę.
            Po tek wiadomości życie Hamleta zostaje odwrócone o 180 stopni. Mężczyzna obmyśla plan, który pozwoli mu zemścić się na Klaudiuszu, a do tego nie obarczy go negatywnym światłem. Hamlet nie życzy swojemu wrogowi śmierci, a jedyne czego chce to prawdy. Wie jednak, że nikt nie uwierzy, że tak dobry człowiek mógł dopuścić się tak haniebnej zdrady narodu.
            Młody mężczyzna postanawia udawać przed wszystkimi człowieka niepełnego rozumu. Aby jego postawa była jak najbardziej realna nie uświadamia nikogo, że w rzeczywistości nie postradał zmysłów. Nawet jego ukochana Ofelia nie jest dopuszczona do tajemnicy.  Splot wydarzeń sprawia, że wszystko zmierza ku tragicznemu zakończeniu. Los pokaże kto naprawdę jest warty tego, by trwać.
            Przyznam, że naprawdę podobała mi się ta książka. Bardzo cenię Szekspira, głównie za jego pomysłowość i humor w pracach (polecam tłumaczenie S. Barańczaka). Myślę, że warto sięgnąć po jego pozycje, ponieważ przeniesiemy się w naprawdę doskonale dopracowany świat, a przy okazji zapoznamy się z kluczowymi dziełami kultury.




Ocena: 7,5

Wiemy, czym jesteśmy, ale nie wiemy, czym się możemy stać.

środa, 10 kwietnia 2013

Dzień z artystą cz. 1


            Postanowiłam wprowadzić małą innowację do mojego bloga i oprócz recenzji filmów i książek pojawiać się będzie „Dzień z artystą”. Każdy post o takim tytule będzie oznaczał, że przyjrzymy się biografii i dziełom konkretnych artystów –pisarzy, muzyków, aktorów, malarzy, fotografów i ogólnie wszystkim tym, których dusza zapragnie. Oczywiście możecie sami wybierać kogo chcielibyście zobaczyć w tym zestawieniu i pisać o tym w komentarzach, a ja postaram się zdobyć jak najwięcej informacji i ciekawostek. :) Na razie będzie to próbny eksperyment i zobaczymy co z tego wyniknie.
            Długo zastanawiałam się, kto może pójść na pierwszy ogień. Musiała to być postać nieprzeciętna i raczej dobrze znana. W przyszłości będę szperać w zakątkach swojej pamięci i próbować was zaskakiwać. W każdym razie po dłuższym namyśle, zdecydowałam, że jako pierwszego zaprezentuję Salvadora Dali. Mój wybór wiąże się także z tym, że ostatnio miałam okazję być na jednej z wystaw z jego dziełami, a konkretniej podziwiałam ilustracje, które wykonał do „Boskiej Komedii” Dantego. Większość jego prac wywarła na mnie duże wrażenie. Surrealizm aż kipiał z poszczególnych dzieł, a wieloznaczność interpretacji była zdumiewająca. Zamieszczam trochę grafik, a ocenę pozostawiam Wam.

Salvador Dali (11 maja 1904 -23 stycznia 1989) hiszpański malarz, przedstawiciel nurtu surrealizmu i stanowczy przeciwnik przeciętności i demokracji. Pochlebca konserwatyzmu, monarchii i elitaryzmu. Znany ze swoich nietypowych prac, które często odbiegały od kanonów „inteligentnego postrzegania sztuki”. W jego pracach często możemy znaleźć „nalesinkowate” kształty. Charakteryzują się one pewnego rozlaniem prac. Często Salvador Dali umieszczał w swoich pracach mrówki jako symbol upływającego czasu. Kolejną charakterystyczną cechą były popularne już szufladki. Były one umieszczane bezpośrednio na ludzkim ciele i przybierały rozmaite znaczenia.
            Większość z nas zna go jednak z charakterystycznych wąsów i zaskakującego pomysłu na sztukę :)  








poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Dwanaście prac Herkulesa (The Labours of Hercules)


            Za każdym razem, gdy stwierdzam, że Agatha Christie nie jest w stanie bardziej mnie zaskoczyć, przeżywam osobista porażkę. Sięgając po książki tej mistrzyni kryminału jednego możemy być pewni –każda historia jest dopracowana co do najmniejszego szczegółu. Agatha Christie jest marką, która daje pewny sukces. Jej misternie ułożone historie od lat biją rekordy popularności i póki co, nie zanosi się, aby to mogło ulec zmianie.
            „Dwanaście prac Herkulesa” daje nam rozrywkę w postaci aż dwunastu zagadek kryminalnych, które powiązane są mitologicznym motywem. Geniusz? Czy zwykły pomysł na porządku dziennym? Oceńcie sami.
            Doktor Burton zastanawia się dlaczego Herkules Poirot nosi tak wyjątkowe imię. Jest to dla niego niezrozumiałe, tym bardziej, że detektyw jest niskiego wzrostu i w niczym nie przypomina herosa, do którego wzdychał cały świat. Poirot czuje się głęboko dotknięty takim stwierdzeniem i postanawia zapoznać się ze sztuką starożytnej Grecji, gdyż nigdy nie miał czasu tego uczynić. Im bardziej Poirot wgłębia się w historię Herkulesa, tym bardziej go ona nuży. Postanawia jednak, że wykona dzieło, które naturą odpowiadać będzie pracą mitycznego bohatera. Stawia sobie wyzwanie, aby rozwiązać dwanaście zagadek, z których każda kolejna musi odpowiadać mitologicznej pracy Herkulesa.
            Pierwsze zadanie początkowo nieco ostudziło zapały detektywa, jednakże potem wzbudziło w nim wielkie zainteresowanie i napędziło do kolejnych spraw. Polegało ono na rozwikłaniu zagadki „znikających pekińczyków”. A skoro pekińczyki według legend są potomkami lwów, a pierwszym zadaniem greckiego herosa był lew z Nemei, to wszystko nabiera sensu…
            Kolejne sprawy pomagają zaaklimatyzować się Poirot w niecodziennej sytuacji i momentami możemy doświadczyć tego, że detektyw naprawdę czuje się bohaterem, bo swoją drogą, czyż nim właśnie nie jest?
            Agatha Christie ma specyficzny, aczkolwiek mistrzowski styl pisania. Nie wszystkim wpadnie w gust, ale chyba zawsze tak jest, że nie wszystkim podoba się konkretna książka. Wszystko zależy od naszych upodobań. Myślę jednak, że dla miłośników kryminałów, chociaż jedna książka Christie powinna być obowiązkowa.




Ocena: 8,5

Plotka to rzeczywiście hydra lernejska o dziewięciu głowach. Nie sposób jej zniszczyć, bo na miejscu jednej odciętej głowy wyrastają dwie nowe.

niedziela, 7 kwietnia 2013

Umarli Czasu Nie Liczą (Once Dead, Twice Shy)



            Właściwie fantastyka nie jest moim ulubionym gatunkiem literackim, ale gdy nadarza się okazja często po nią sięgam. „Umarli Czasu nie liczą” zapewne w ogóle nie zwróciłoby mojej uwagi, ale jako, że dostałam tę powieść w prezencie, zdecydowałam się ją przeczytać. Okładka szczerze powiedziawszy przykuła moją uwagę, ale zdecydowanie była to sprawka różowego koloru, który trudno przeoczyć. Im dłużej czytałam tę książkę, tym bardziej się do niej przyzwyczajałam –tzn. styl pisarski był dla mnie naturalny, nie przeszkadzał mi. Fabuła była dość płynna –a to najważniejsze. Całość jednakże oceniam jako przeciętną. Nie wiem jaki był zamysł autorki, może miała to być poważna opowieść, a może po prostu luźna opowiastka opierająca się na ciekawym pomyśle. Stawiam na to drugie.
            Madison Avery była nastolatką, jak każda inna. Z tłumu wyróżniał ją jedynie fioletowy kolor jej włosów. To nie było jedynym powodem, dla którego ludzie dziwnie na nią patrzyli. Była nową uczennicą w szkole, więc naturalnym zachowaniem ludzi było to, że patrzeli na nią trochę z boku. Jednakże nikt nie wie, jaką tajemnicę skrywa Madison…
            Dziewczyna podczas balu maturalnego właściwie… umarła. Mroczny Żniwiarz odebrał jej zarówno ciało jak i duszę. Jego dzieło jednak nie zostało dokończone, ponieważ Madison zdołała wyrwać mu jego magiczny amulet. Dzięki temu została zawieszona pomiędzy dwoma światami –żywych oraz umarłych. Jest zupełnie materialną istotą. Funkcjonuje jak każda żywa istota i nikt nie może dostrzec tego, że nią nie jest.
            Problemem jest fakt, iż Mroczny Żniwiarz pragnie odzyskać swój amulet, a to by oznaczało, że Madison będzie musiała na zawsze opuścić świat, jaki zna. Przed niebezpieczeństwem ma ochraniać ją nieco apodyktyczny anioł. Dziewczyna musi przygotować się na starcie z wielkimi mocami, a tylko on może ją dostatecznie dobrze wyszkolić. Jej współpraca jest nieco burzliwa, ale łączący ich obowiązek ma nadzwyczajne siły.
            Tak jak już wcześniej wspomniałam, jest to przeciętna powieść, która zdecydowanie nadaje się dla młodzieży. Nie żałuję, że zapoznałam się z jej treścią, jednakże myślę, że czas poświęcony na jej czytanie mogłam zagospodarować w bardziej efektywny sposób. Cóż, zapoznałam się z pierwszą częścią serii „Madison Avery” i na razie podziękuje za kolejne. Pomysł wydaje mi się dość ciekawy, ale jak wszyscy wiemy, nie zawsze to wystarcza, ponieważ na całokształt składa się mnóstwo różnorodnych czynników, które wpływają na naszą opinię.




Ocena: 5,5

 - Hej! - krzyknął, wyrywając się gwałtownie. Ale zaraz potem mnie poznał. Miał przekrzywione okulary, a w niebieskich oczach zauważyłam strach. Bał się, bo w końcu uwierzył. Śmierć stała na skrzyżowaniu - patrzyła na nas.

sobota, 6 kwietnia 2013

Wieczór Trzech Króli (Twelfth Night, or What You Will)


            Szekspir od wieków jest znany ze swoich dramatów. Chociaż te, po które najczęściej sięgamy to „Romeo i Julia”, „Makbet” czy „Hamlet”, to warto zapoznać się także z innymi dziełami, które niekoniecznie są tak znane i nie są tragediami. „Wieczór Trzech Króli” do dzisiaj jest obecny we współczesnym kinie i literaturze mimo, że nie zdajemy sobie z tego sprawy…
            Statek, którym płynie Viola rozbija się. Na szczęście udaje jej się przetrwać, ale nie ma gdzie się podziać. Wraz z kapitanem statku obmyśla plan, który pozwoli jej zamieszkać w zamku księcia Orsino. Plan polega na tym, aby dziewczyna przebrała się w męskie ubrania i udając mężczyznę imieniem Cesario została sługą księcia. Spisek działa bez zarzutu. Problemy zaczynają się dopiero wtedy, gdy dostaje swoje pierwsze, poważne zadanie.
            Orsino wysyła ją na dwór Olivii, która opłakując stratę bliskiej osoby odrzuca zaloty księcia. Zadaniem Violi jest zapewnienie Olivii, że miłość księcia jest prawdziwa i wieczna. Wykonuje polecenie, ale walczy z samą sobą, ponieważ uświadamia sobie, jak bardzo przywiązała się do księcia. Jest dla niej kimś o wiele więcej znaczącym niż  władca. Nie może jednak ujawnić swojego uczucia, ponieważ byłoby to zbyt wielkie ryzyko, które mogłoby się skończyć wyrzuceniem jej z zamku…
            Kłopotem także jest to, że Olivia… zakochuje się w Violi pod postacią Cesaria… Z tych zawiłych związków rodzi się niesamowicie dużo różnych nieporozumień i sprzeczności. Całą akcję ubarwiają pojedyncze postacie, które prezentują nam mistrzowski humor, który jest specjalnością Szekspira. Wszystko układa się w logiczną, spójną całość.
            Polecam jednakże precyzyjne wybranie przekładu, ponieważ niektórzy tłumacze niekoniecznie dobrze oddają charakter sztuk tego autora.
            Nie wiem, czy zwróciliście kiedyś uwagę na ilość różnorodnych filmów, których twórcy inspirowali się akurat tym dziełem. Przykładem może być film z 2006 roku Pt. „Ona to on” z Amandą Bynes w roli głównej. Bohaterka filmu (także Viola) przebiera się za swojego brata, aby móc zagrać w drużynie piłkarskiej, a tam zakochuje się w niej Olivia… Jak widzicie temat, który poruszył Szekspir jest wciąż aktualny, inspirujący, a dodatkowo można go idealnie wpasować w dzisiejsze czasy. Warto zapoznać się z dziełem jakim jest „Wieczór Trzech Króli” chociażby ze względu na to, jak ogromny wpływ wywiera na XXI-wiecznego widza.

Ocena: 8

Więcej mówimy, my, mężczyźni, więcej w nas zaklęć, więcej też okazujemy niż odczuwamy, bo zawsze jesteśmy mocni w przysięgach i słabi w miłości.