piątek, 31 maja 2013

Słodki Listopad (Sweet November)

Rok produkcji: 2001
Gatunek: melodramat
Czas trwania: 120 min

            Nic na to nie poradzę, ale uwielbiam filmy, w których zawarty jest wątek miłosny. Niestety moje wymagania są bardzo wygórowane –w filmie nie może być żadnej banalności. Wszystko musi być co najmniej dobre, aby całokształt zapadł nam długo w pamięć. Ścieżka dźwiękowa, aktorzy i przede wszystkim fabuła. Coś nieprzeciętnego, cząstka silnych emocji, uczuć, które tkwią we wnętrzu każdego z nas. Ból, pycha, zranienie, miłość… „Słodki Listopad” dał mi wszystko, czego oczekiwałam.
            Zacznę od znakomitej obsady aktorskiej. Dwie główne role przypadły Charlize Theron i Keanu Reevesowi, który pozostaje jednym z moich ulubionych aktorów. Kolejnym istotnym elementem jest ścieżka dźwiękowa. W filmie znajdziemy poruszający utwór „Only Time”, który wykonuje Enya.
            Chcę także zwrócić uwagę na obraz głównych bohaterów. Każdy z nich tak bardzo odmienny, a zarazem w głębi serca pragnący tego samego. Uwielbiam postacie, które kryją w sobie coś więcej, a nie tylko ciągną swoją egzystencję w aurze, która jest nam prezentowana już na początku filmu. Kocham zmiany, które zachodzą w bohaterach. Cechy dla niech indywidualne, niekoniecznie godne podziwu, ale szczere, w pewnym sensie prawdziwe.
            Nelson Moss zajmuje się tworzeniem reklam i znakomicie mu to wychodzi. Jest egoistą skoncentrowany tylko na swojej karierze. Gdy przychodzi dzień, gdy prawo jazdy Nelsona traci swoją ważność z niechęcią przystępuje do testu. Tam poznaje Sarę Deever. Jest to bardzo charakterystyczna, wręcz dziwna kobieta, która już od początku intryguje, aczkolwiek budzi pewną niechęć. Sara zostaje wyrzucona z testu (głównie przez Nelsona) i w rezultacie nie ma możliwości przemieszczania się innym sposobem niż transport miejski.
            Wymusza więc na Nelsonie pewnego rodzaju zobowiązanie i sprawia, że przez krótki okres czasu zostaje on jej osobistym szoferem. Przekonuje go, aby tylko przez jeden miesiąc –listopad –mieszkał u niej, w zamian ona zrobi wszystko, czego tylko będzie chciał. Twierdzi, że stara się mu pomoc. Nelson jednak nie czuje się niekompletny i odrzuca ofertę kobiety. Stara się skoncentrować na pracy. Jednakże niedługo ją traci, podobnie jak swoją dotychczasową dziewczynę. Nie mając nic do stracenia postanawia przyjąć ofertę Sary…
            Sara uczy Nelsona radości życia, budzi w nim współczucie i udowadnia jak wielki wpływ mają na nas inne osoby. Listopad ma tylko trzydzieści dni, a oni muszą je w pełni wykorzystać. Niestety Sara ukrywa pewny sekret, który wszystko może przekreślić. Co się stanie gdy słodki listopad dobiegnie końca? Jak poradzić sobie z nowym dla głównych bohaterów uczuciem, czyli miłością? Więź, która nawiąże się między tą dwójką będzie specyficzna, piękna i wyjątkowa, jednak czy to wystarczy? Czy miłość naprawdę może pokonać wszelkie przeszkody?
            Film „Słodki listopad” jest tak bardzo specyficzny jak jego bohaterka Sara Denver. Zwraca odbiorcy uwagę na radość z życia, której powinniśmy doświadczać. Pokazuje potęgę miłości i uczy nas czym jest wewnętrzna siła. Co tu dużo mówić –jest zachwycający, a jednocześnie tak bardzo inny niż wszystkie. Polecam.


Ocena: 9,5   
Życie nie jest doskonałe.

czwartek, 30 maja 2013

Wielki Gatsby ( The Great Gatsby)

Autor: Francis Scott Fitzgerald
Liczba storn: 200
Wydawnictwo: Rebis
Cena rynkowa: 25.90 zł

            Zawsze, gdy próbuję recenzować książkę, która posiada swoją ekranizację staram się zupełnie odciąć od jej kinowego obrazu. Oczywiście wyłapuje wszystkie różnice, ale nie są dla mnie one tak istotne jak sama fabuła. Co więcej, czytając takie dzieło tworzę w swojej głowie odrębny obraz bohaterów, gdzie żaden z nich nie jest podobny do aktorów występujących w filmie…
            Pierwsze, co przykuło moją uwagę w książce Pt. „Wielki Gatsby” był sposób narracji. Autor (chociaż może to charakterystyczny styl pisania 20 lat XX wieku?) obdarzył każdą linijkę tekstu kultem słowa. Pokazał coś, o czym współcześni autorzy za często zapominają. Pokazał istotę pojedynczego słowa, które w połączeniu z innymi tworzy niezapomniany, ale jednocześnie bardzo wyrafinowany i estetyczny kształt. F. Scott Fitzgerald pieści słowa, nadaje im wymiar znacznie głębszy niż nic nie znacząca cząstka czegoś więcej. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że czytając tę powieść na nowo zrozumiałam znaczenie czytania. Przypomniałam sobie fakt, że nie tylko fabuła jest ważna. Odkrywałam w końcu co napędza ludzi do tworzenia tekstów literackich –to piękno pojedynczego słowa…
            Ale żeby już Was dłużej nie nudzić moimi wywodami przejdę do fabuły.
            Nick Carraway przybywa do Nowego Jorku, aby rozpocząć zupełnie nowe życie. Zatrudnia się jako makler i pragnie w tym zawodzie rozpocząć swoją karierę… Zamieszkuje w posiadłości w West Egg, skąd rozpościera się piękny widok –głównie na East Wgg, gdzie wraz z mężem Tomem, mieszka kuzynka Nicka –Daisy. Nick nawiązuje z tym specyficznym małżeństwem nietypową relację i rozkoszuje się ich towarzystwem. Poznaje także nieco ekscentryczną Jordan –słynną mistrzynię gry w golfa… Nick staje się powiernikiem różnorodnych sekretów, które często mogą mieć różnorodne skutki…
            Jednak najbardziej intrygującą postacią jest sam Gatsby. Zamieszkuje on w okazałej posiadłości i jest sąsiadem Nicka. Jest znany z tego, że organizuje wystawne przyjęcia, gdzie każdy może wejść nieproszony.
            Pewnego dnia Nick dostaje zaproszenie na jedno z takich przyjęć. Nieco speszony obecnością wielu nieznanych mu ludzi i faktem, że tylko on dostał zaproszenie postanawia się opić. Na szczęście w tłumie rozpoznaje postać Jordan i jego alkoholowe plany się nie realizują.
            Na owym przyjęciu Nick poznaje Gatsbiego. Wówczas nie wie jeszcze, że jest to prolog do bardzo intensywnej przyjaźni. Nie wie także, że Gatsby doskonale zna Daisy, a sam Nick ma posłużyć jako pośrednik w ich ponownym spotkaniu… Bowiem od pięciu lat w ogóle się nie widzieli, a przecież tyle się zmieniło…
            „Wielki Gatsby” pozostanie dla mnie powieścią o marzeniach i o przeszłości, która wciąż nie daje nam o sobie zapomnieć. Jest to książka o straconych szansach i nowych nadziejach, o wierności i pysze, o pieniądzach i nędzy… O życiu.
            Czytając tę powieść jestem w stanie zrozumieć dlaczego tak bardzo chwali się tę powieść. Osobiście czytało mi się ją z lekkością, ale myślę, że niektórym nadmierny kult słowa może sprawić pewną trudność. Ja jednakże gorąco Wam polecam zapoznanie się z tym małym dziełem sztuki XX-wiecznej literatury. Mam nadzieję, że spojrzycie na tą książkę w swój własny, indywidualny sposób i docenicie to z jaką tkliwością, ale jednocześnie prostotą opisane są wszystkie wydarzenia.


Ocena: 10


   Gatsby wierzył w zielone światło, w orgiastyczną przyszłość, która rok po roku ucieka przed nami. Wymknęła się nam wówczas, lecz to nie ma znaczenia - jutro popędzimy szybciej, otworzymy ramiona szerzej... I pewnego pięknego poranka... Tak oto dążymy naprzód, kierując łodzie pod prąd, który nieustannie znosi nas w przeszłość.  

środa, 29 maja 2013

The best of...

Dzisiaj będzie troszkę inny post niż zazwyczaj. Pragnę bowiem Wam zaprezentować piętnaście piosenek, które w obecnej chwili są moimi ulubionymi (myślę, że doskonale wiecie, że takie listy często ulegają zmianie). Tak czy owak trudno mi było wybrać TYLKO 15, ale myślę, że w końcu mi się udało. Poniżej listy znajdziecie linki, abyście mogli sobie ich przesłuchać. 
Możecie także w komentarzach pisać, co Wy byście dodali do tej listy, czego Wam brakuje... :)

  1. “Use somebody” –Kings of Leon
  2. “Under the bridge” –Red Hot Chili Peppers
  3. “Wonderwall” –Oasis
  4. “Love is blindness” –Jack White (U2 cover)
  5. “Take care” –Florence and the Machine ( Drake & Rihanna cover)
  6. “Bleeding out” –Imagine Dragons
  7. “A my” –Piotr Rogucki
  8. “Łoże w kolorze czerwonym” Sztywny Pal Azji
  9. „Black” –Pearl Jam
  10. „Welcome home” –Radical Face
  11. „Je T’Aime” –Laura Fabian
  12. „Piece of my heart” –Janis Joplin
  13. “Son of the blue sky” –Wilki
  14. “Hello I love you” –The Doors
  15. “Mała aleja róż” -Dżem

wtorek, 28 maja 2013

Mistrz i Małgorzata (Мастер и Маргарита)

Autor: Michaił Bułhakow
Liczba Stron: 548
Wydawnictwo: Wydawnictwo MUZA
Cena rynkowa: 34,99 zł

            „Mistrz i Małgorzata” to powieść, którą śmiało możemy zaliczyć do pierwszorzędnych utworów literackich. Tak znanych, że aż uznanych za klasykę światowej literatury. Na czym jednak polega fenomen tej nieco dziwnej i bardzo pogmatwanej książki? Czy ogrom pracy jaki włożył w nią autor przełożyła się na efekt? A może niespotykanie oryginalna fabuła, zwroty akcji i nawiązania, których nigdy byśmy się nie domyślili?
            Główną, charakterystyczną cechą „Mistrza i Małgorzaty” jest wielowątkowość i umiejscowienie akcji w wielu poziomach do tego stopnia, że nawet narracja ulega różnym, dość widocznym przemianom. Chociaż akcja w głównej mierze rozgrywa się w Moskwie lat 30 XX wieku, to do powieści wkradają się także fragmenty powieści historycznej przypominające, a raczek kreujące na nowo postać Poncjusza Piłata. Książka sama w sobie jest bardzo trudną lekturą, wymagającą od czytelnika wielkiego skupienia, a fragmenty historyczne jeszcze bardziej wyolbrzymiają ten fakt. Czy jednak oznacza to, że „Mistrz i Małgorzata” to powieść, po którą sięgamy tylko z przymusu? Oczywiście, że nie. Według mnie jest to bardzo wartościowa książka, która przypomina nam, że nic nie jest takie, jak powszechnie zwykliśmy sądzić. Bo nawet zło wcielone może posiadać w sobie cząstkę dobra.
            Ale miało być o Moskwie, także już przechodzę do tej części. Trzeba wspomnieć, że nawet tutaj pojawia się wieloprzestrzenność. Powieść bowiem można podzielić na dwie części –dotyczącą różnorodnych zjawisk, które wstrząsnęły Moskwą, a także tą dotyczącą tytułowych bohaterów.
            Patriarsze Prudy to miejsce, gdzie zaczynają się wszystkie dziwne zdarzenia (niestety nie da się ich inaczej określić). Do poety Michała Aleksandrowicza Berlioza i Iwana Bezdomnego –dwóch pisarzy –dosiada się podejrzany cudzoziemiec, który nie tylko twierdzi, że osobiście poznał Piłata, ale także ośmiela się twierdzić, że Berlioz zginie… jeszcze tego wieczoru. Stara się także przekonać pisarzy –dwóch ateistów –co do tego, że Bóg naprawdę istnieje… Sytuacja staje się napięta i bardzo podejrzana, gdy Berlioz faktycznie tego dnia traci życie. A co więcej, dokładnie tak, jak opisał to cudzoziemiec…
            Iwan Bezdomny stara się odszukać cudzoziemca, widząc w nim potencjalnego kryminalistę. Los sprawia, że trafia on w miejsce, gdzie może poznać tytułowego Mistrza…
            Jednak to nie koniec „kariery” cudzoziemca, który w rzeczywistości nosi imię Woland. Zanim jednak przejdę do zamieszania spowodowanego jego osobą, warto także przedstawić jego wierną świtę.  Tak więc poznajemy intrygującego kocura chodzącego na dwóch łapach –Behemota, ubranego w kraciastą marynarkę Korowiowa, Hellę i Azazella…
            Ta ciekawa grupka spowodowała jeszcze ogromne straty między innymi w teatrze   Variétés. Kim są podejrzani obywatele? Jedno jest pewne, a nieszczęsny Iwan Bezdomny nie mógł mieć o tym podejrzenia –spotykamy siły nieczyste w jak najbardziej realnych kształtach…
            Nie zdradzając Wam kim dokładnie jest Małgorzata, powiem na koniec, że jest to książka naprawdę warta przeczytania. Trudna, ale bardzo interesująca. Jedynym minusem jest mnogość różnorodnych rosyjskich nazw, ale im więcej czytamy rosyjskiej literatury, tym łatwiej jest nam się odnaleźć tym mętliku…


Ocena: 10  

– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...) – Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.

niedziela, 26 maja 2013

Dzień z artystą cz.2 Gustav Klimt

            Gustav Klimt (1862 -1918)  to jeden z ciekawszych artystów, który tworzył prace oddziałujące na odbiorcę w specyficzny, niepowtarzalny sposób –typowy dla secesji. Chociaż zdobył wykształcenie akademickie, chociaż zaczynał wykonując różnorodne prace dekoracyjne. Jako austriacki twórca (przedstawiciel, jeśli nie prekursor wiedeńskiego modernizmu) przelewał na swoje prace całą twórczą dojrzałość i oryginalne, niebanalne wizje. Kształtował przemiany artystyczne, odważył się odejść od kanonów akademickich i utworzył Stowarzyszenie Artystów Austriackich. Ponad wszystko cenił sobie swobodę twórczą, nienawidził wszelkich ram narzucanych przez akademickie wzorce i starał się wychodzić poza granice pewnego rodzaju prostoty, dążył do osiągnięcia absolutu… Nigdy nie był w pełni zadowolony ze swoich prac, jego niezadowolenie było praktycznie legendarne…
            Gustav Klimt oprócz działalności artystycznej charakteryzował się licznymi romansami, chociaż nigdy się nie ożenił i mieszkał z matką aż do jej śmierci. Krążą plotki, że artysta miał 14 nieślubnych dzieci, jednakże czy są one prawdziwe?   

            Dla mnie Klimt jest przede wszystkim artystą, który wychodzi poza kanony, pokazuje piękno secesji. Zwróćcie uwagę na umiejętne zastosowanie mozaiki, która tworzy szaty postaci na niektórych dziełach. Modernistyczny geniusz czy może zdekoncentrowany szaleniec? Według mnie zdecydowanie to pierwsze!














sobota, 25 maja 2013

Wielki Gatsby (The Great Gatsby)

Rok produkcji: 2013
Gatunek: melodramat
Czas trwania: 142  min

            Lata dwudzieste ubiegłego wieku od zawsze mnie fascynowały. Przenosiły w świat zupełnie różny od dzisiejszego. Czy lepszy? Wątpię, że jakiekolwiek porównywanie epok, czy nawet dekad ma jakikolwiek sens. Każda wnosi coś innego, przełomowego. Jednakże lata dwudzieste zawsze będą mi się kojarzyć z elegancją, dobrym smakiem i szykownością. Światem, gdzie chodząc po ulicach możemy spotkać prawdziwych dżentelmenów, a także piękne kobiety z modnymi, krótkimi włosami… Czy moje skojarzenia są słuszne? Czy był to okres stylu, klasy i elegancji?
            Kiedy dowiedziałam się, że na ekrany kin trafi „Wielki Gatsby” –czyli powieść nie mniej nie więcej niż o latach dwudziestych –postanowiłam, że muszę go obejrzeć. Już od długiego czasu snuję plany, aby przeczytać książkę na podstawie której wykonano ekranizację („Wielki Gatsby” –F. Scott Fitzgerald). Teraz –po obejrzeniu filmu –stwierdzam, że uczynię do niezwłocznie, gdyż jak wiecie, chociaż doceniam i uwielbiam film i kino –książki mają nad nim ogromną przewagę. Mam więc ogromną nadzieję, że na tym blogu pojawi się także recenzja ( o niebo lepsza –chociaż to trudne – od tej) książki.
            A teraz przechodząc do najważniejszej części tego tekstu… Od czego by tu zacząć? Film mnie naprawdę oczarował, wstrząsnął mnie, pozwolił się zastanowić nad tym co i jak, a przede wszystkim pozostawił w stanie lekkiego oszołomienia. Był magiczny, a przepych lat dwudziestych podziałał na mnie w naprawdę znakomity sposób. Tutaj więc rodzi się pytanie –czy to za sprawą samego filmu, książkowej fabuły czy może magii lat 20. poczułam się tak bardzo usatysfakcjonowana?
            Lata 20. to jedno, fabuły nie znałam, a więc film musiał także być naprawdę dobry. Rozpoczynając od gwiazdorskiej obsady (Leonardo DiCaprio, Tobey Maguire, Carey Mulligan) przechodząc po ciekawą adaptację, dobrą reżyserię i w końcu kończąc na zaskakująco dobrej ścieżce dźwiękowej. Dodajmy do tego niewymuszony humor w odpowiednich momentach i sceny, które wbijały widza w fotel. Cóż… Wszystkie te czynniki tworzą razem niezapomniany efekt.
            Nick Carraway rozpoczyna życie w niesamowitym Nowym Jorku. Przeżywa fascynację tym miejscem i zapoznaje się z rytmem życia. Mieszka w West Egg, a jego sąsiadem jest tajemniczy Gatsby. Nikt nie wie kim on jest, nikt nie wie skąd bierze pieniądze… Jest bardzo tajemniczy, ale kochany przez tysiące ludzi. Na temat jego osoby krąży tysiące plotek między innymi, że ukończył Oxford albo… że kogoś zabił. Czy jednak którakolwiek z nich jest prawdziwa?
            Gatsby ma zwyczaj organizowania wystawnych przyjęć, które charakteryzują się przepychem. I chociaż gospodarz zazwyczaj się na nich nie pojawia, to największe elity Nowego Jorku zjeżdżają do jego rezydencji, aby uczestniczyć w tym wydarzeniu.
            Pewnego dnia Nick dostaje zaproszenie na jedno z takich przyjęć. Na miejscu dowiaduje się, że tylko on został obdarzony takim zaszczytem, reszta towarzystwa bowiem przychodzi na kocią łapę…
            Gatsby ujawnia się Nickowi. Mężczyźni szybko zaczynają się ze sobą przyjaźnić. Wkrótce wychodzi na jaw, że Gatsby usiłuje zbliżyć się do kuzynki Nicka –Disy, z którą łączyło go wielkie uczucie jeszcze pięć lat temu. Niestety Disy jest teraz mężatką. Traf jednak chce, że nie jest ona w ogóle szczęśliwa i dusi się w związku z mężczyzną, którego w ogóle nie kocha… Czy Nick umożliwi Gatsbiemu zbliżenie się do Disy? A jeśli tak, to co z tego wyniknie? Przekonajcie się sami. Dodam tylko, że film oparty na dziele takiego mistrza jak F. Scott Fitzgerald nie może być kiepski!


Ocena: 10 


środa, 15 maja 2013

Intensywność (Intensity)


Autor: Dean Koontz
Liczba stron: 400
Cena Rynkowa: ok. 16 zł
Wydawnictwo: Albatros

            Dean Koontz to bardzo charakterystyczny autor, który nie każdemu może przypaść do gustu. Czytając jego powieści musimy być stuprocentowo skupieni na fabule. „Intensywność” dodatkowo jest obdarzona dodatkową cechą. Początek tej książki zupełnie mi nie przypadł do gustu, poprzez pewnego rodzaju monotonię i rozwleczenie akcji. Być może było to tylko moje wrażenie, jednakże bardzo podziałało ono na efekt całościowy.
            Na szczęście dalsza część książki prezentowała się zupełnie inaczej. Fabuła zaczynała mnie wciągać, akcja nabierała tempa, a pomysły były naprawdę dobre –a to w kryminałach w końcu kwestie priorytetowe.
            Chyna Shepherd to niesamowicie silna osoba, która wciąż próbuje sobie poradzić ze wspomnieniami, które dręczą ją od dzieciństwa. Trudno nawiązuje znajomości i pozostaje nieufna. Jednocześnie doskonale wie, czego chce i co musi zrobić, aby to uzyskać. Jedyną osobą, której zaufała do końca jest jej przyjaciółka.
            Pewnego dnia Chyna jedzie do rodzinnego domu swojej przyjaciółki. To właśnie tam dochodzi do brutalnego mordu na wszystkich członkach zaprzyjaźnionej rodziny. Tylko Chyna przeżyła, a teraz jest żądna zemsty. Kierowana instynktem, który każe jej pomścić bliskich staje się pasażerem na gapę w samochodzie mordercy.
            Dociera do wnętrza jego kryjówki. Na miejscu dowiaduje się, że w pozornie pustym domu więziona jest dziewczyna o imieniu Ariel. Czy uda się ją uratować? Sytuacja komplikuje się wtedy, gdy okazuje się, że morderca doskonale zdaje sobie sprawę z nieproszonego gościa…
            Kryminały to trudne książki dla ich autorów, ponieważ opierają się na wartkiej akcji. Jeśli tego brakuje –można być pewnym, że książka okaże się niewypałem. Na szczęście w „Intensywności” akcja rozwija się z każdą następna linijką, a gdy dochodzimy do końca powieści następuje zakończenie, które jest naprawdę dobre.
            Nie uznałabym tej ksiązki za najlepszy kryminał jaki kiedykolwiek czytałam. Tak samo Dean Koontz nie zrobił na mnie aż takiego wrażenia, jakiego oczekiwałam. Jednakże coś w jego prozie mnie przekonało i sprawiło, że książkę uznam za jedną z ciekawszych. Pozornie drętwa fabuła okazała się ciekawą zagadką. Chociaż nie wiem czy akurat słowo „zagadka” będzie tu najodpowiedniejsze. Bardziej oceniłabym to jako intrygę. Do całości dodajmy tło stanu Kalifornia i otrzymamy całkiem dobry wynik. Polecam (chociaż nie tym najbardziej wybrednym).

Ocena: 6,5
Nie można schronić się w bezdennej przepaści - można się w nią jedynie rzucić.



sobota, 11 maja 2013

Efekt Motyla (The Butterfly Effect)


Rok produkcji: 2004
Gatunek: thriller, fantastycznonaukowy
Czas trwania: 113 min

Ponoć taki drobiazg jak trzepot skrzydeł motyla, może spowodować tajfun na drugiej półkuli.

            „Efekt Motyla”  to film, który długo zapada w pamięci. Jest pod pewnym względem zbliżony tematycznie do wcześniej opisywanego przez ze mnie „Donnie Darko” . Oba Filmy poruszają problem, który wiąże się z zawiłością ludzkiego umysłu, pokazują dziwne ścieżki, którymi niektórzy z nas próbują podążać, a przede wszystkim oswajają nas z wybranymi pojęciami i problemami natury psychologicznej czy też nawet psychiatrycznej. Nie wiem jak wy, ale ja uwielbiam takie filmy. Oddają one w bardzo przejmujący sposób pewną rzeczywistość, która często jest przez nas niezrozumiana. Nasza pewnego rodzaju pogarda wobec osób potrzebujących opieki psychiatrycznej zazwyczaj niestety bierze się z niewiedzy, być może tego rodzaju filmy są dla nas odpowiednim sposobem, aby przekonać się z czym naprawdę mamy styczność…
            „Efekt Motyla” ma jeszcze jedną ważną zaletę (którą dostrzegamy także w wypadku wyżej wymienionego „Donnie Darko”). Akcja nie rozgrywa się w jakimś okropnym, ponurym miejscu, a fabuła po prostu pokazuje naszego bohatera jak zwykłego człowieka, który wiedzie życie jak każdy inny…
            Evan Treborn cierpi na zaniki pamięci. W jego życiu zdarzają się sytuacje, których w ogóle nie pamięta. Są to najczęściej pojedyncze zdarzenia. Niestety podczas nich często zdarzają się bardzo przełomowe zdarzenia w życiu chłopca. Może nawet nie tyle przełomowe, co po prostu istotne. Przyczyny zachowania chłopca nie są znane ani jego matce ani lekarzom, chociaż ojciec chłopca miał podobne objawy…
            Gdy Evan jest już dorosły i zostaje jednym z najlepszych studentów na uniwersytecie, znajduje swoje stare dzienniki, w których miał zapisywać każdy swój dzień, aby ćwiczyć pamięć. Odzyskuje pewne wspomnienie i każe mu ono wrócić do jego rodzinnego miasta. Tam spotyka miłość sprzed lat –Amy Smart. Niestety kończy się ono feralnie dla dziewczyny, która popełnia samobójstwo…
            Zrozpaczonego Evana dręczą różnorodne myśli. W końcu zaczytuje się w swoich pamiętnikach na nowo i tworzy nową wizję przeszłości. Okazuje się, że mężczyzna może zmieniać swoją przeszłość… Jednakże ma ona ogromny wpływ także na teraźniejszość. Evan postanawia zaryzykować i próbuje naprawić swoje winy… Czy jednak mu się to uda?
            „Efekt motyla” to bardzo dobry, wręcz już klasyczny film. Trzeba przyznać, że jest ambitny, dlatego może nie trafić do każdego rodzaju odbiorcy, jednakże paniom pozostaje zawsze nacieszyć się widokiem Ashtona Kutchera, który dopiero zaczyna swoją wielką przygodę z kinem.
            Muszę przyznać, że ekranizacja doskonale poruszyła problematykę konkretnego zjawiska psychologicznego (efekt motyla) i przy okazji pokazała fakt, że czasami nasze chęci (nawet te najlepsze) mogą okazać się zgubne. Cóż mogę jeszcze powiedzieć? Czasem to, co wydaje się być dla nas najgorsze, okazuje się być najlepsze. Dodatkowy plus jest taki, że nasi bliscy dzięki temu także mogą być szczęśliwi…

Ocena: 10

Jason Treborn: Nie da się zmienić ludzi, nie niszcząc im życia.
Evan: Ale można je ulepszyć.
Jason: Nie baw się w Boga, synu.

         

środa, 8 maja 2013

Poskromienie Złośnicy (Taming of the Shrew)


Autor: William Szekspir
Liczba stron: 172
Cena rynkowa: 27,00 zł
Wydawnictwo: Znak

            „Poskromienie Złośnicy” to komedia czysto szekspirowska, przez co rozumiem oczywiście styl pisarski. W różnorodnych dziełach Szekspira możemy dostrzec różnorodne wulgaryzmy, zachowania nietypowe, a nawet chamstwo w najczystszej postaci. Według mnie autor ten jest o wiele bardziej interesujący niż jego sztywny, przecedzony wizerunek prezentowany na lekcjach w szkole. W wypadku tej komedii nie możemy mówić o nadspodziewanie wielkiej śmiałości wypowiedzi, ponieważ Szekspir zawsze jest odważny i śmiały w swoich dramatach. „Poskromienie Złośnicy” wydaje mi się więc po prostu sposobem na wyżycie twórcze, co swoją drogą przyniosło bardzo dobre rezultaty. Geniusz Szekspira polega bowiem na tym, że nawet z pozornej banalności i słów, które czytelnikowi mogą wydać się nieodpowiednie, tworzy dzieło sztuki.
            Mieszczanin z Padwy –Baptysta znany jest przede wszystkim ze swoich dwóch córek –starszej Katarzyny i młodszej Bianki. Bianka cieszy się ogromnym powodzeniem, a każdy mężczyzna błaga jej ojca, by ten pozwolił na jej zamążpójście. Kobieta bowiem jest przykładem wszelkich cnót –jest inteligentna, piękna i co najważniejsze, skromna. Jednakże Baptysta nie ma zamiaru wydawać swojej córki na tak wczesne zamążpójście. Dzieje się tak dlatego, iż Katarzyna wciąż nie może znaleźć adoratora, a zwyczaj nakazuje, że starsza córka musi wyjść za mąż jako pierwsza. Jednakże to właśnie z Katarzyną jest największy problem. O ile jej siostra uchodzi za kobietę wręcz idealną, tak ona sama jest unikana przez mężczyzn szerokim łukiem. Dzieje się tak głównie dlatego, że Katarzyna słynie z niewyparzonego języka i niezbyt dobrych manier. Każdego potrafi obrazić i w ogóle nie czuje wstydu. To stawia w kłopotliwej sytuacji nie tylko Baptystę, ale także Biankę…
            Lucentio –pewien młody dziedzic wpada więc na genialny pomysł. Zamierza podszywać się za nauczyciela greki i łaciny, aby móc zbliżyć się do Bianki. Ku jego nieszczęściu taki sam plan uknuł jego największy rywal –Hortensjo. W tym samym czasie o względy Bianki ma także ubiegać Tranio –sługa Lucentia, aby zyskać przychylność ojca kobiety.
            Jedynym problemem wciąż pozostaje Katarzyna. Niespodziewanie jednak z Werony przybywa Petruchio, który przybywa z zamiarem poślubienia tytułowej złośnicy. Chociaż różne osobistości z jego otoczenia stanowczo mu to odradzają, on nie ma najmniejszego zamiaru zmienić swojej decyzji. Przyczyną tak stanowczego zachowania jest fakt, iż Petruchio pragnie po prostu stać się posiadaczem ogromnej fortuny, którą zyska dzięki poślubieniu Katarzyny, a sama jej osoba nie jest dla niego ważna. Tylko czy zdoła on poskromić złośnicę i wymóc na niej ślub?
            „Poskromienie Złośnicy” to dzieło, które doskonale obrazuje to, jak wielką umiejętność posiadał Szekspir, który z poważnych tragedii umiał przejść do wręcz szowinistycznych komedii. Jak dla mnie to mistrzostwo. Polecam tą książkę na dobre zapoznanie się z Szekspirem, aby później móc sięgnąć po nieco ambitniejsze utwory. Z dramatem bowiem jest tak, że trzeba się do niego po prostu przyzwyczaić.

Ocena: 8

Kto umie lepiej poskromić złośnicę,
niech zawiadomi całą okolicę.

niedziela, 5 maja 2013

Alicja w Krainie Czarów (Alice in Wonderland)


Rok produkcji: 2010
Gatunek: fantasy, przygodowy
Czas trwania: 108 min

            Odkąd zobaczyłam „Edwarda Nożycorękiego” kompletnie zakochałam się w twórczości Tima Butrona, której jedną z największych ozdób jest popularny aktor Johnny Deep. Każda ekranizacja Burtona obfituje w nieprzeciętny pomysł i zostaje uwieczniona różnorodnymi metodami, gdzie najczęściej największą rolę odgrywa charakteryzacja.
            „Alicja w kranie czarów” to książka, którą śmiało możemy zaliczyć do powieści klasycznych, takich, które w pewien skonkretyzowany sposób wpłynęły na ogólny rozwój literatury i sztuki w ogóle. Wielu artystów szukało sposobu na nową interpretację tego majstersztyku wśród pomysłów. Co tu dużo mówić – i tym razem Tim Burton okazał się niezawodny w tej dziedzinie.
            Alicja jako mała dziewczynka udała się za Białym Królikiem i trafiła do niesamowitej krainy, gdzie poznała intrygujących przyjaciół –między innymi Szalonego Kapelusznika. Dziś dziewczyna ma już dziewiętnaście lat i nie pamięta niczego z tamtej przygody. Kraina Czarów pojawia się czasem w jej snach, ale wspomnienia o niej są bardzo mgliste i pojawiają się tylko w nocy, gdy Alicja zamknie już oczy.
            Sytuacja jednak się zmienia. Dziewczyna uciekając przed niechcianym zamążpójściem trafia na dziwną dziurę w ziemi, która okazuje się być norą. Alicja nachyla się nad nią poczym wpada do niej. To wystarczy, żeby ponownie znaleźć się w Krainie Czarów. Wspomnienia odżywają, wszystko staje się klarowne i przejrzyste. Jednakże czas jest nieubłagalny także dla tego magicznego miejsca. Kraina Czarów bowiem bardzo się zmieniła.
            Czerwona Królowa umocniła swoją dyktaturę i twardą ręką sprawuje rządy w kranie nie dając dojść do głosu Białej Królowej. Nigdzie nie jest bezpiecznie, a wrogość pulsuje w każdym miejscu. Na szczęście Alicja może liczyć na swoich dawnych znajomych – w tym Szalonego Kapelusznika, który nie oszukujmy się, jest naprawdę szalony. Ale czymże byłaby „Alicja w Krainie Czarów” bez klasycznego i w pewnym stopniu symbolicznego Białego Królika? Otóż jest i królik, który na szczęście pozostał niezmienny, wciąż w pośpiechu krążąc z zegarkiem w łapce bojąc się, że się spóźni…
            W tej adaptacji filmowej pragnę wyróżnić zdjęcia, scenariusz, reżyserię, charakteryzację, kostiumy oraz ścieżkę dźwiękową, ponieważ właśnie te czynniki najbardziej przykuły moją uwagę i wzbudziły pewnego rodzaju zachwyt. Doskonałe nawiązanie do klasyki literatury połączone z modernizacją i indywidualną interpretacją. To musiało wyjść! A dodatkowym tego dowodem mogą być dwie Nagrody Oscar (za kostiumy i scenografię), a także prestiżowe nagrody BAFTA i Złote Globy.
            Dla innych twórców filmowych „Alicja w Kranie Czarów” może być znakiem, że warto inwestować w klasykę, ponieważ jest to pewny sukces. Świadczyć może o tym ogromny dochód ze sprzedanych biletów, co zapewniło ekranizacji szóstą pozycję na liście najbardziej dochodowych filmów w historii kina.



Ocena: 9,5

Bo ja uważam, że czas powinien wszystko zapomnieć i wybaczyć albo wybaczyć i zapomnieć. Kolejność nieobowiązkowa, a nawet śmiem twierdzić – dowolna.

Kiedyś byłaś bardziej. Jesteś o wiele mniej bardziej.