niedziela, 14 lipca 2013

Pan Tadeusz

Autor: Adam Mickiewicz
Liczba stron: 280
Wydawnictwo: IBIS
Cena rynkowa: 14, 90 zł

            Zazwyczaj trudno jest oceniać lektury szkolne, a jeśli już to się robi, to zazwyczaj określamy je słowami nudne i męczące. Nastawiałam się na to, ze moje odczucia mogą być podobne po przeczytaniu „Pana Tadeusza” –jakby nie było, jednego z ważniejszych utworów literatury polskiej. Mickiewicz i Sienkiewicz, którzy najbardziej wryli się w świadomość literatury narodowej swoją twórczością raczej do mnie  trafiali, ale jednak lektura top lektura.
            „Pan Tadeusz” –czy jest to patriotyzm w najczystszej postaci? A może wręcz przeciwnie –ciągłe opisy przyrody i dużo kłótni na bardziej lub mniej ważne tematy? Rozmawiałam na temat tej książki z wieloma osobami i ich opinie były diametralnie różne. Jedni chwalili sobie dzieło pisane wierszem, inni kategorycznie mówili „nigdy więcej!” Ale ja (jak to zwykle ze mną bywa) czułam ogromną potrzebę przekonania się o tym, jaki naprawdę jest „Pan Tadeusz” na własnej skórze…
            Książka jest epopeją, która dotyczy szlachty urzędującej na Litwie. Opowiada o zdarzeniach, które miały miejsce w roku 1811 i 1812. Głównym bohaterem wbrew pozorom i przede wszystkim tytułowi jest ksiądz Robak, znany także pod innym imieniem, którego oczywiście wyjawić nie mogę, gdyż zakłócałoby to przyjemność czytania. Oczywiście Tadeusz także jest bardzo istotnym bohaterem, a jeśli chodzi o niego, to fabuła skupia się na jego skomplikowanych uczuciach do kobiet…
            „Pana Tadeusza” tworzą przede wszystkim bohaterowie i ich obyczaje. To, co robią, o czym myślą i w jaki sposób wpływa na akcję i fabułę utworu. Wszystko ma swoje następstwa. Życie wiejskie kontrastuje z zapotrzebowaniami części ludności do luksusu (możemy to zauważyć chociażby przez postać Telimeny), a także sentyment rywalizuje ze zmianami politycznymi…
            Więc gdzie w tym wszystkim patriotyzm? Przede wszystkim w oddaniu do ojczyzny i niecierpliwym oczekiwaniu na przybycie Napoleona, który w końcu wyzwoli ludność spod rządów Moskali –nie możemy przecież zapomnieć, ze wówczas Polski jako tako nie było…
            Teraz rodzi się pytanie –„Pan Tadeusz” –dzieło ważne, ale czy przyjemne? Mnie urzekła ta książka, pochłaniałam jej stronice chcąc dowiedzieć się co się stało z bohaterami, poczułam z nimi więź, chciałam odczuć to, co oni czuli. Praktycznie widziałam obrazy Litwy i oddychałam tamtejszym powietrzem… Ale być może jestem jakże rzadką w tych czasach niepoprawną patriotką?
            Mam świadomość, że mówiąc o tym, jaka to ta książka jest cudowna, od razu znajdzie się ogromna liczba ludzi, którzy staną naprzeciw mojej opinii. Ale według mnie „Pana Tadeusza” po prostu trzeba umieć czytać. Dlaczego? Ponieważ dopiero, kiedy zrozumiemy język Mickiewicza i cząstkę patrioty w nas samych docenimy opisy historii, wielkich uczt, polowań, intryg miłosnych i życia samego w sobie.
            Polecam zapoznanie się z tą lekturą dwukrotnie. Najpierw, kiedy jesteśmy praktycznie zmuszeni ją przeczytać i wtedy, kiedy jest to nasz dojrzały wybór.

Ocena: 10


Bo serce nie jest sługa, nie zna, co to pany, I nie da się przemocą okuwać w kajdany.

wtorek, 9 lipca 2013

Alicja w Krainie Czarów (Alice's Adventures in Wonderland)

Autor: Lewis Carroll
Liczba stron: 136
Wydawnictwo: Siedmioróg
Cena rynkowa: 17,99 zł

            „Alicja w Krainie Czarów” to książka tak dziwna, jak świat, do którego trafiła główna bohaterka. „Alicja…” to z pozoru opowieść tylko i wyłącznie dla dzieci, ale jeśli wrócimy do niej jako dojrzali czytelnicy odkryjemy, że nawet dorośli mogą uzyskać satysfakcję po jej przeczytaniu. Zgadzam się w stu procentach z tymi, którzy mówią, że to powieść labirynt. Wgłębiając się w lekturę możemy dojść do dwóch wniosków. Pierwszy –że jest to ciekawa i w pewien sposób fascynująca historia. Drugi –że ta sama historia jest zupełnie bezsensowna, co ciekawe –oby dwa są tak samo prawdziwe.
            Alicja to charakter specyficzny. Chyba każdy z nas zna historię tej dziewczynki, która goniąc za białym królikiem znalazła się w magicznym, szalonym i przede wszystkim tajemniczym świecie. Jednakże wszelkie ekranizacje czy nawiązania dziwnie omijają pewną cechę Alicji jako bohaterki. W książce prezentuje się jako nieco arogancka dziewczynka, która często ma wyrobione swoje własne zdanie i nie potrafi przyjąć do wiadomości tego, że może się mylić. Swoje problemy z pamięcią tłumaczy zmianami jakie w niej zaszły podczas drogi do Krainy Czarów. Wciąż spotyka coraz bardziej fascynujące i dziwnie stworzenia, ale nie umie pogodzić się z ich zdaniem i uwierzyć w ich przygody. I to jest właśnie największy paradoks „Alicji w Krainie Czarów” –w miejscu, gdzie na każdym kroku towarzyszy nam magia, główna bohaterka mentalnie (bo przecież nie fizycznie) nie umie się jej poddać.
            Alicja trafia do magicznej krainy goniąc za białym królikiem, jednakże samo dotarcie do jej wnętrza nie byłoby możliwe, gdyby nie ciasteczko i napój zmieniające rozmiar dziewczynki. Potem, kolokwialnie mówiąc, zaczyna się jazda. Morze własnych łez, psychodeliczne gąsienice, śmiejące się koty, Bezdenni (czy jak wolicie Szaleni) Kapelusznicy popijający podwieczorkową herbatkę w towarzystwie królików, talia kart, a także arogancka i apodyktyczna królowa Kier, która cierpi na kompleks –Ścinania-Wszystkim-Głów.
            Trudno się odnaleźć w tej magicznej rzeczywistości, ponieważ sama książka jest trudna. Jako dziecko mogliśmy nie zwracać uwagi na trudne słowa, których nie rozumiemy czy wszelkie sprzeczności świata, bo przecież otaczały nas one każdego dnia. Codziennie odkrywaliśmy coś nowego, byliśmy zdobywcami nowych lądów i przenosiliśmy się w świat marzeń, snów i fantazji…Więc co się w nas zmieniło skoro nie potrafimy już tak samo spojrzeć na naszą towarzyszkę z przeszłości?
            Teraz potrafimy wyłapać wszelkie „trudne” słowa i niezrozumiałe wcześniej zdania i co straszniejsze, rozumiemy je. Od nas samych zależy czy będziemy potrafili zobaczyć i poczuć magię, odkrywać nowe, dziwne stworzenia i coraz bardziej wgłębiać się w „Alicję…”, czy może wręcz przeciwnie, rzucimy książkę w kąt czy nieużywany regał i nie będziemy błądzić po stronach starając się zrozumieć, co autor chciał przekazać.
            Otóż właśnie. Autor. „Alicja w Krainie Czarów” to książka, która jest mistrzowsko napisana, porównałabym ją nawet do „Małego Księcia”. Główni bohaterowie odkrywają coraz nowsze, dziwniejsze rzeczy, a autor naprawdę przyjemną narracją, przekonywującą czytelnika do dalszego czytania, przemyca drobne smaczki zakamuflowane pod postacią cytatów i mądrości życiowych tak, abyśmy mogli odszukać jakiś morał. Skutek jest taki, że będąc dorosłym także możemy sięgnąć po „Alicję…”, ale tym razem oprócz zabłąkanej dziewczynki ujrzymy także między innymi to, że trzeba być otwartym, czasem ustępować, nigdy nie kierować się zawziętością i uporem, ufać ludziom, a także to, że zawsze możemy obudzić się pewnego dnia wiedząc, że wszelkie dziwactwo odeszło z naszego życia.

Ocena: 8



W tym właśnie sęk, że Czas nie znosi, aby go zabijano. Gdybyś była z nim w dobrych stosunkach zrobiłby dla Ciebie z twoim zegarem wszystko, co byś tylko chciała.

poniedziałek, 8 lipca 2013

Pamiętnik Księżniczki (The Princess Diaries)

Autor: Meg Cabot
Liczba stron: 208
Wydawnictwo: AMBER
Cena rynkowa: 19, 80 zł

            Tydzień wakacji już za nami. Pomyślałam, że skoro ja sama muszę mierzyć się z literaturą wymagającą wytężenia szarych komórek („Lalka” czy „Zbrodnia i kara”) to Wam zaproponuję coś o wiele lżejszego. Co prawda osobiście czytałam „Pamiętnik Księżniczki” już kilka dobrych lat temu, ale parę razy do niego wracałam. Nawet dla dojrzałych czytelników ta młodzieżowa książka (rozpoczynająca dość długą serię) wyda się ciekawa. Ot kolejna powieść na jeden wieczór, która może sprawić, że się rozluźnimy, zrelaksujemy i czasem uśmiechniemy…
            Popularność „Pamiętnika Księżniczki” spotęgował film o tym samym tytule, którym jednak jestem mocno rozczarowana. No bo czego można oczekiwać, jeśli nawet nie zgadza się miasto, w którym mieszka główna bohaterka, a twórcy ekranizacji postanowili uśmiercić jej ojca, chociaż w książce ma się całkiem dobrze?
            Mia Thermopolis, a właściwie Amelia Mignonette Grimaldi Thermopolis Renaldo, jest zwykłą nastolatką. Mieszka na poddaszu w Nowym Jorku ze swoją matką i spasionym, rudym kocurem o uroczym imieniu Gruby Loui. Oczywiście jak każda nastolatka ma mnóstwo problemów. Jej rodzice są po rozwodzie, ojciec mieszka w jego rodzinnej Genowii (małym księstwie niedaleko Monako), a do tego dochodzą problemy związane z chłopakami… Na szczęście dziewczyna zawsze może liczyć na swoją przyjaciółkę Lilly…
            Wkrótce okazuje się, że jej życie jest jeszcze bardziej skomplikowane. Mia dowiaduje się, że jej tata jest następcą tronu Genowii, a przez nowotwór jądra nie może mieć potomka. To oznacza, że przyszłą królową będzie właśnie Mia. Dziewczyna kategorycznie postanawia, że nie opuści Nowego Jorku. W końcu rodzina królewska na to przystaje… Ale Mia będzie musiała chodzić kilka razy w tygodniu na lekcje, które wykształcą ją na prawdziwą księżniczkę. Lekcje, które będzie prowadziła jej znienawidzona babka…
            Mia ze wszystkich sił stara się  utrzymać w sekrecie swoją pozycję. Nie jest jednak to łatwe, kiedy jej babka zawiadamia wszelkie media, gdzie przebywa księżniczka…
            Dotychczas Mia była nastolatką, która uwielbiała jeść na mieście, wychodzić z przyjaciółmi i oglądać Gwiezdne Wojny w domu Lilly i jej rodziny (w tym przystojnego brata). Czy kiedy wieść o jej tytule się rozejdzie Mia się zmieni? Czy jej dawni przyjaciele wciąż będą ją akceptować?
            „Pamiętnik Księżniczki” to naprawdę luźna opowieść o nastolatce, która właściwie przeznaczona jest dla młodzieży. Tak jak wcześniej mówiłam, każdy może po nią sięgnąć, ale wtedy musi przygotować się na niezbyt skomplikowany język, nieco infantylne wypowiedzi i wyolbrzymianie problemów. Ale co do tego ostatniego –chyba każda nastolatka tak robi.
            Kiedy pierwszy raz przeczytałam książkę z tej serii spodobały mi się różnorodne listy, które wykonuje Mia i rankingi tworzone wspólnie z przyjaciółkami. W końcu książka ma formę pamiętnika głównej bohaterki, także te wstawki nadają jeszcze bardziej intymny charakter. Co prawda teraz ten obraz byłby mocno zniekształcony, ale jeśli ktoś lubi wracać do książek młodzieżowych to polecam : )
 

Ocena: 6,5


Na Manhattanie mieszkają cztery miliony ludzi, prawda? Co znaczy, że około dwóch milionów z nich to faceci. I spośród dwóch milionów facetów, ona [mama] musi umawiać się akurat z panem Gianinim. Nie może spotykać się z jakimś gościem, którego bym nie znała. Nie może chodzić z facetem poznanym w delikatesach czy gdziekolwiek indziej. O nie, skąd. Musi umawiać się z moim nauczycielem algebry.

niedziela, 7 lipca 2013

Trafny Wybór (The Casual Vacancy)

Autor: Joanne Kathleen Rowling
Liczba stron: 512
Wydawnictwo: Znak
Cena rynkowa: 39,99 zł

            Powiem szczerze –bałam się sięgnąć po tę książkę jednocześnie mając na to ogromną ochotę. „Trafny wybór” zrobił olbrzymi szum medialny, a ja wciąż zwlekałam z przeczytaniem. Dlaczego się bałam? Chyba przez denerwującą myśl, która wciąż pojawiała się w mojej głowie –myśl, że ta książka będzie wielkim rozczarowaniem. Czy Rowling byłaby w stanie powtórzyć sukces niezapomnianego bohatera z dzieciństwa –Harrego Pottera? Spodziewałam się, że autorka rozsławi swoją najnowszą powieść swoimi wcześniejszymi osiągnięciami –co zresztą jest bardzo naturalne. Uczucie dystansu do książki potęgował fakt, że przeczytałam wcześniej niepochlebną recenzję na jej temat. Ale cóż –w końcu po nią sięgnęłam i stało się.
            „Trafny wybór” to książka napisana bardzo inteligentnie. Wszystko jest dokładnie przemyślane, wątki się przeplatają i płynnie łączą. Autorka zaciera różnice tworząc fabułę, która nie drażni czytelnika. Co prawda pierwsze trzydzieści stron było dla mnie nie tyle wyzwaniem, co po prostu mniej interesującą częścią powieści. Mogło to być wywołane moim nastawieniem, ponieważ później wszystko zaczęło coraz bardziej mi się podobać, nabierać tępa, przekonywać do siebie i przede wszystkim oswajać z bohaterami. W końcu wyrobiłam sobie zdanie na temat poszczególnych postaci, potrafiłam utożsamić się z pewnymi bohaterami i zirytować na drugich…
            Jednakże o czym jest powieść? Wszystko zaczyna się kiedy Barry Fairbrother niespodziewanie umiera. Dzieje się to nagle i nikt nie jest na to przygotowany. Już w momencie o jego śmierci miasteczko Pagford zostaje podzielone na dwa obozy. Każdy z nich wyłania swoich kandydatów na fotel jednego z radnych miasta. Stawka jest duża –szczególnie, że wybór przyszłego radnego może mieć ogromny wpływ na biedne osiedle Fields i jego mieszkańców –w większości pacjentów ośrodka odwykowego…
            Pagford to miasteczko, które za wszelką cenę chce utrzymać swoją niezależność i nie daje się wciągnąć rosnącemu miastu Yarvil. Właśnie na podstawie Pagford bardzo dobrze jest pokazana małomiasteczkowość. Każdy każdego zna, plotki są na porządku dziennym, bo przecież największą rozrywką jest omawianie ludzi za plecami…
            „Trafny wybór” to książka, na którą trzeba spojrzeć w odpowiedni sposób, żeby ją zrozumieć. Nie ma w niej głównego bohatera, na którym skupia się akcja, a elementem łączącym wydaje się być Barry Fairbrother, nawet mimo tego, że już nie żyje. Pokazane są problemu różnych ludzi, którzy znacząco się od siebie różnią. Dzielą ich poglądy, praca, religia, nawet kolor skóry… Każdy z nich ma pewien problem z własnym ja i zazwyczaj musi sobie poradzić z wszelkimi problemami sam.
            Przyznam, że naprawdę spodobała mi się ta powieść, a żeby jeszcze bardziej Was zachęcić dodam, że zakończenie naprawdę mnie poruszyło (może nie zaskoczyło, bo czegoś podobnego się spodziewałam).
            „Trafny wybór” to pierwsza powieść dla dorosłych Rowling. Co ciekawe –tylko dla dorosłych, chociaż pierwsi wierni fani Harrego Pottera już są dorośli albo właśnie wkraczają w dorosłość także mogą śledzić poczynania autorki, która go (jakby nie było) stworzyła. Jedno trzeba przyznać –„Trafny wybór” to odważna powieść obfitująca w przekleństwa i opisy, których nie znajdziecie w żadnej książce dla dzieci. Jednak nie bije wulgaryzmem, co jest dodatkowym plusem.

Ocena: 7,5


 To dziwne, że mózg potrafi widzieć rzeczy, których serce nie potrafi zaakceptować.

środa, 3 lipca 2013

Biologia. Samo życie

Autor: Dan Green, Simon Basher
Liczba stron: 128
Wydawnictwo: Book House
Cena rynkowa: 19, 90 zł

            Ostatnio miałam styczność z niesamowitą książką dla dzieci, która jednocześnie może podciągnąć braki w wiedzy nawet u osób dorosłych! „Biologia. Samo życie” to jedna z książek poświęconych edukacji –także tych najmłodszych wśród nas (ukazały się także m. in. książeczki poświęcone fizyce, a także chemii). Nie będę oceniać tej pozycji, ponieważ nie mogę tego zrobić z perspektywy prawidłowego odbiorcy –niestety nie jestem już w stanie zafascynować się poszczególnymi informacjami, które z niej płyną, ponieważ wszystko to już przerabiałam w szkole na lekcjach biologii…
            Niemniej jednak muszę stwierdzić, że ta książka wydała mi się niesamowicie urocza. Możemy znaleźć w niej omówienie najważniejszych elementów, z których składa się biologia –od małej komórki aż po olbrzymie ssaki. Oczywiście takie kwestie jak praca serca czy płuc nie mogła być pominięta. W środku znajduje się także plakat i słowniczek wyjaśniający wybrane pojęcia. Najważniejsze są jednak obrazki, które przybliżają młodemu człowiekowi konkretne pojęcia, pokazują elementy ludzkiego ciała jako jednych z najlepszych przyjaciół.
            Jak już sam tytuł książeczki wskazuje, autorzy poświęcili dużą wagę do tego, aby przekonać odbiorcę, że biologia może być ciekawa –przecież to ‘samo życie’. Teraz jedna z nauk ścisłych może być nam bliższa, bardziej dotycząca nas samych.
            Dlaczego jednak „Biologia. Samo życie” nadaje się także dla dorosłego czytelnika? Otóż według mnie jest to jedna z książek, które stoją na naszych regałach i łapią kurz, ale za każdym razem, gdy weźmiemy je do ręki na naszych twarzach pojawia się uśmiech. Trzeba pamiętać, że mimo wszystko dotyczy ona tematów dość poważnych i traktuje je w bardzo przyjemny, neutralny sposób. Jeśli mamy braki w biologii śmiało możemy po nią sięgnąć.
            Osobiście nigdy nie odkryłabym tej książki, gdyby nie mój brat, który studiuje właśnie biologię. Dostał ją od swoich przyjaciół, kiedy okazało się, że dostał się na swoje wymarzone studia rok temu. To po części mnie zainspirowało, żeby stworzyć osobny post dla tej uroczej książeczki. Jest ona świetnym prezentem! Można ją śmiało podarować dziecku, zapewnić mu odrobinę naprawdę przyjemnej edukacji. Z drugiej strony jeśli znacie kogoś, kto fascynuje się biologią albo jest mu ona potrzebna (wszystko związane z medycyną także się liczy!) jest to (według mnie) idealny prezent, który nie jest nudny i przewidywalny. Możemy zabłysnąć w towarzystwie inwencją twórczą, kreatywnością i przede wszystkim –poczuciem humoru! A dodatkowym plusem jest to, że tego autorstwa są także książeczki dotyczące innych dziedzin, także naprawdę jest w czym wybierać!
Cóż nam pozostaje oprócz radości z tego, że ktoś tworzy tak wielofunkcyjne książki? :)

            A jeśli ja Was nie przekonałam to może trafią do Was opinie „The Guardian” lub „New Scientist” , które umieszczone są z tyłu na okładce–wszystkie pozytywne! Między innymi możemy przeczytać –„Pochłaniająca lektura” czy „Cudownie uproszczone informacje”. 


wtorek, 2 lipca 2013

Dzień z artystą 3. -Frida Kahlo

Frida Kahlo zawsze będzie dla mnie synonimem silnej kobiety. I to pod każdym względem. Myślę, że dla większości z Was jest to bardzo dobrze znana artystka, a przynajmniej kojarzona z wyglądu (charakterystyczna twarz wyróżniająca się zrośniętymi brwiami). We Fridzie Kahlo wszystko jest wyjątkowe –nawet data jej urodzenia. Chociaż w akcie urodzenia widnieje data 6 lipca 1907 rok, ona wciąż upierała się, że przyszłą na świat 3 lata później –prawdopodobnie był to wyraz podkreślenia swojego meksykańskiego pochodzenia (w roku 1910 miała miejsce Rewolucja Meksykańska i tym samym narodzenie nowego Meksyku).
Już dzieciństwo Kahlo nie było zbyt wesołe. W wieku 3 lat zachorowała na polio czego rezultatem była deformacja dolnych kończyn. W wieku nastoletnim była jedną z poszkodowanych w wypadku zderzenia autobusu z tramwajem i doznała wielu złamań ciała, w tym miednicy, co na zawsze przekreśliło jej marzenie, którym było posiadanie potomka.
W czasie rehabilitacji zainteresowała się malarstwem. I był to strzał w dziesiątkę. Frida Kahlo najlepiej znana ze swoich autoportretów (stworzyła ich aż 55) jest najbardziej znaną meksykańską artystką. Oprócz tego pierwszą Meksykanką, której praca znalazła się w Luwrze. Jej twórczość zaczęła być nawet utożsamiana z działalnością feministek!
Prace Kahlo pełne są wyrazistych barw i pewnego rodzaju folku. Wśród jaskrawych kolorów przebijają się jednak wyraźne uczucia –cierpienie i ból. Z każdej pracy emanuje doświadczenie życiowe, a często także po prostu wspomnienia.

Frida Kahlo:

Piłam, bo chciałam utopić swoje smutki, ale teraz te cholerstwa nauczyły się pływać.



Maluję, bo jestem sama. Siebie znam najlepiej.











poniedziałek, 1 lipca 2013

Opowieści miłosne, groteski i makabreski –Edgar Allan Poe

Autor: Edgar Allan Poe
Liczba stron: 320
Wydawnictwo: Vesper
Cena rynkowa: 23,90 zł

            Edgar Allan Poe –amerykański pisarz niestety nie jest zbyt dobrze znany polskim czytelnikom. Jego dorobek literacki jest raczej trudno dostępny (aczkolwiek zaczyna się to zmieniać), a często może nam się zdarzyć, że spotkamy osobę, która nigdy o nim nie słyszała… Jednocześnie Poe jest jednym z najlepiej znanych amerykańskich twórców XIX w…
            Problem z twórczością autora jest taki, że jest ona trudna. I możemy uwzględnić praktycznie każdy aspekt. Począwszy od języka (to akurat naturalne, bo przecież od jego narodzin minęło przeszło dwieście lat), przechodząc przez tematykę, a kończąc na skomplikowanych obrazach bohaterów. Czytając Poe nie można iść na łatwiznę. Trzeba się skupić, skoncentrować na czytaniu i śledzić fabułę. Czasem jest to nie łatwe, ale jeśli trafimy na perełki wśród jego opowiadań –wprost nie możemy oderwać się od czytania.
            Udało mi się wyszukać „Opowieści miłosne, groteski i makabreski” po pewnym czasie poszukiwań w Empiku. Jest to zbiór opowiadań amerykańskiego autora, o dość określonej tematyce. Jednakże każde opowiadanie różni się od poprzedniego, nie ma żadnej monotonii tematycznej. Jedyne, co się powtarza to styl pisarski, który po dłuższym czytaniu może zacząć męczyć. Można zauważyć pewnego rodzaju wyolbrzymienie, jakby autor kierował się zasadą decorum… Jednakże niewątpliwym plusem jest fakt, że formy poszczególnych opowiadań są zmieniane, urozmaicane. I tak odnajdziemy zarówno ciągły tekst jak i opowiadania w formie rozmowy dwóch osób.
            Było to moje pierwsze spotkanie z twórczością Poe i wyznam szczerze, że jeśli oceniam ten zbiór opowiadań –muszę określić go mianem –dziwny. Wszystko było dziwne, a już najbardziej treść. Nie chcę budzić fałszywego obrazu twórczości autora, ponieważ naprawdę spodobały mi się pomysły, wielka oryginalność i niesamowita fantazja połączona z wyobraźnią. Jednakże niektóre fragmenty powodowały, że czułam lekkie zniesmaczenie –nie samym stylem, co tym, co dzieje się w utworze. Jest to raczej zaleta, gdyż mogę śmiało powiedzieć, że autor obudził we mnie skonkretyzowane emocje…
            Edgar Allan Poe od dzisiaj jest moim mistrzem w budowaniu postaci. Nawet jeśli opisuje on wygląd zewnętrzny nie jest to dla nas istotne, ponieważ mamy świadomość, ze niedługo pojawi się także charakterystyka wewnętrzna (mniej lub bardziej widoczna, mniej lub bardziej ukryta).
            Jako, że opisuję książkę wydaną przez wydawnictwo Vesper, muszę dodać, że znalazł się w niej jeszcze jeden oryginalny element. Mowa o niesamowitych ilustracjach, których autorem jest Harry Clarke. Osobiście przypominają mi ikony, które stworzył Francisco Goya. Zachowane w nieco (lub czasem nawet bardzo) mrocznym nastroju, bardzo linearne i przyciągające uwagę odbiorcy.
            Teraz czeka mnie tylko wgłębianie się w twórczość Poego. Myślę, że trzeba go naprawdę odkryć, aby prawdziwie docenić –co polecam także Wam.

Ocena: 6,5


(...) lecz tę, którąś w życiu znienawidził w śmierci ukochasz.