czwartek, 22 sierpnia 2013

Krótka piłka (Drop Shot)

Autor: Harlan Coben
Liczba stron: 352
Wydawnictwo: Albatros
Cena rynkowa: 27, 99 zł

            Świat sportu często dostarcza nam mocnych wrażeń. Emocje są ogromne, nadzieje jeszcze większe, ale to od nas samych zależy jak wykorzystamy swoją szansę. Sport, który odgrywa główną rolę w kryminale –czy może być mocniejsze połączenie?
            Kryminały nad horrorami mają u mnie taką przewagę, że są realistyczne. Wszystko może się zdarzyć, a co jest gorsze, opisywane zdarzenia mogą się dziać naprawdę. Fantazja autora może odzwierciedlić rzeczywistość. Może dlatego tak wielu ludzi często sięga po ten typ książki. Podświadomie każdy z nas pragnie sensacji, czyż nie?
            Harlan Coben nie mógł wybrać lepszej dyscypliny do swojej powieści niż tenis. Sport, który przynosi sławę, pieniądze i prestiż, a jednocześnie jest tak popularny na świecie, że chyba każdy o nim słyszał…
            Valerie to była gwiazda tenisa, której kariera zatrzymała się w miejscu. Dziewczyna próbowała skontaktować się z Myronem Bolitarem. Mężczyzna ten pojawia się w wielu powieściach Cohena i głównym detektywem, czy raczej śledczym. Myślę, że można go porównać (dla lepszego zobrazowania) do Poirota wykreowanego przez Agatę Christie, jednakże o nieco mniejszej sławie...
            Valerie nie daje rady nawiązać kontaktu z Bolitarem, a kilka dni później zostaje śmiertelnie postrzelona. Nikt nie zna sprawcy, a sprawa jest bardzo niejasna. Myron decyduje się spróbować rozwikłać zagadkę morderstwa, a pomaga mu w tym jego przyjaciel –Win Lockwood.
            Podejrzanych jest kilku, jednakże największą uwagę policji i Bolitara przykuwa Duane Richwood, który jest nową wschodzącą gwiazdą tenisa. Umarł król, niech żyje król?
            Wkrótce na jaw wychodzą nowe fakty, a podejrzanych przybywa. Wśród nich jest także były narzeczony Valerie… Powody zabójstwa są nieznane, sprawca także. Jedyne czego można być pewnym to fakt, że w świecie tenisa zrobiło się naprawdę gorąco… i niebezpiecznie.
            We wcześniejszych recenzjach wspominałam, że Harlan Caben to mój osobisty mistrz kryminału. Jego książki czyta się z lekkością jednocześnie odczuwając tak charakterystyczne dla tego gatunku napięcie. Jeśli ktoś szuka książki, którą mógłby czytać z przejęciem, ale zarazem wraz z zainteresowaniem to „Krótka piłka” będzie strzałem w dziesiątkę. Dodatkowym atutem jest poczucie humoru przypisane odpowiednim bohaterom.
            Pisanie recenzji książek sensacyjnych zawsze sprawia mały kłopot, ponieważ należy przekazać zarys fabuły, a jednocześnie nie zdradzać tego, co napędza akcję i buduje fabułę. Na koniec w takim razie ograniczę się do dwóch słów: bardzo dobra.

Ocena: 8

Czy to cię dziwi? Ten facet jest politykiem. W porównaniu z nim pedofil to wzór cnót. 


sobota, 17 sierpnia 2013

Zbrodnia i kara (Priestuplienije i nakazanie)

Autor: Fiodor Dostojewski
Liczba stron: 592
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Cena rynkowa: 29,90 zł

            Rosyjska literatura ma i myślę, że wciąż będzie mieć, rzeszę wiernych fanów. Jest ona chyba najbardziej charakterystyczną literaturą z jaką się spotkałam. Na przestrzeni lat, a nawet wieków zmienia się w niej nie sposób pisania, a jedynie tematy. Wciąż fascynuje, budzi w nas zainteresowanie, oczarowuje, wciąga… Jednocześnie sprawia, że czytelnik musi skupić się na lekturze, bo język bywa trudny, a niektóre kwestie niezrozumiałe. Kolejną charakterystyczną rzeczą, która uderzyła mnie od mojej pierwszej rosyjskiej książki jest fakt, iż jeśli tylko akcja rozgrywa się w jakimś większym i bardziej znanym mieście, na pewno doświadczymy opisu zawierającego nazwy ulic, dzielnic, placów… „Zbrodnia i kara” jest lekturą typowo rosyjską, jest interesująca, zagadkowa i przejmująca.
            Rodion Raskolnikow to z pozoru zwykły obywatel, który żyje w nędzy, ledwo łączy koniec z końcem. Balansuje na krawędzi nie płacąc czynszu i czekając aż w końcu jego matce uda mu się przysłać jakiekolwiek pieniądze niezbędne do życia…         
            Jednakże w głowie młodego mężczyzny trwa nieustanna walka z samym sobą. Potrzeby fizyczne, ale także psychologiczne pchają go ku zbrodni, której nie chce popełniać, a zarazem bardzo jej pragnie. Walka ze sobą nigdy nie wychodzi nam na dobre. Rodion popełnia okrutną zbrodnię jaką jest morderstwo dwóch kobiet. Przypadek lub zwykłe szczęście sprawia, że nikt nie ma pojęcia o tym, kto jest mordercą. Jednakże Raskolnikow nie może czuć się bezpieczny. Przyciąga swoją uwagę dziwnym zachowaniem, a przede wszystkim zagadkową chorobą, która nęka jego ciało i umysł… Na szczęście może liczyć na towarzystwo swojego przyjaciela, a wkrótce także i rodziny. Tylko… czy na pewno na szczęście?
            Rodia Raskolnikow to postać, która żyje w swoim świecie. Samotność to rzecz, którą ceni sobie najbardziej, ale jak w niej żyć, kiedy od czasu do czasu zdarzają się chwile tak bolesne i męczące, że ból może ukoić tylko obecność drugiego człowieka.
            Czy Raskolnikow poradzi sobie z popełnionym wcześniej czynem? Czy zostanie schwytany? I jakie znaczenie mają osoby przeplatające się przez jego życie?
            „Zbrodnia i kara” to fascynująca powieść z pewną tendencją odwrotności. Najpierw czytelnik doświadcza zbrodni, a dopiero potem zaczyna się zarysowywać fabuła. I chociaż popełniony czyn pozostaje głównym wątkiem, wcale nie najważniejszym, Zbrodnia odmienia człowieka, a w książce możemy natknąć się na jakże prawdziwe stwierdzenie: ktoś kto ją popełnia musi być chory lub choroba przyjdzie do niego po wykonanym czynie.
            Właśnie choroba zmaga ciało Raskolnikowa. Tylko, że czytelnik może sam stwierdzić czy jest to choroba ciała czy ducha. Nie twierdzę, że Raskolnikow był chory psychicznie, wręcz przeciwnie –raczej chore było jego ego.
            Fiodor Dostojewski dostarczył nam naprawdę interesującego obrazu głównego bohatera. Wykreował go od początku do końca, określił jego poglądy, a jednocześnie w ogóle się ich nie trzymał. Stworzył dualistycznego Raskolnikowa, który w głowie ma przede wszystkim chaos.
            „Zbrodnia i kara” to mistrzowska powieść, która wciąga do początku do końca. Co więcej, zainteresowanie potęguje się z każdą kolejną stroną. I co ciekawe, autor stworzył bohatera-zbrodniarza, któremu życzymy jak najlepiej, do którego odczuwamy sympatię i przede wszystkim staramy się go zrozumieć. Czapki z głów.


Ocena: 10


Cierpienie i ból są nieodłączne od rozległej świadomości i głębokiego serca. Myślę, że ludzie naprawdę wielcy zawsze muszą odczuwać na świecie wielki smutek...

czwartek, 15 sierpnia 2013

Dziady

            „Dziady” to jedna z lektur szkolnych, która u czytelników wzbudza skrajnie odmienne emocje. Jedni są zafascynowani tą sztuką, drudzy ze wstrętem wspominają jak byli zmuszeni ją czytać. Jednego jednak nie możemy zaprzeczyć. „Dziady” są i pozostaną utworem cennym, wręcz niesamowicie  potrzebnym w literaturze polskiej. Różnorodność poszczególnych części, patriotyzm, fantastyka, duchy… A to wszystko w nieco ponad dwustu stronicowej książce? U Mickiewicza jednak wszystko jest możliwe.
            Pierwszą rzeczą, która może zdziwić czytelnika jest rozstawienie poszczególnych części. Otwierając chociażby spis treści naszym oczom prezentuje się następująca kolejność: Upiór, Część II, Część IV, Widowisko część I, Część III, Ustęp. Chociaż jest to dla współczesnego czytelnika kompletnie pozbawione sensu, należy pamiętać, że Mickiewicz nie mógł spokojnie usiąść przed komputerem i pisać to, co przyniesie mu natchnie. Kolejne części nie powstawały chronologicznie stąd całe zamieszanie. 
            Uczęszczanie do szkoły w pewien sposób przymusza nas do przeczytania II i III części. Dzięki temu możemy zapoznać się z informacjami zupełnie skrajnymi, a jednak połączonymi pewnym wątkiem. Ludowe wierzenia, mistyczne wywoływanie duchów, północ… Zaraz na myśl przychodzą mi powieści lub filmy dla dzieci, które jako tako przygotowywały nas na spotkanie z duchami. Duchy bowiem są dla większości ludzi kreaturami dobrze znanymi poprzez różnorodne formy sztuki. Czy jednak są one dla nas tak realne jak w „Dziadach”? I czy mają taką samą postać?
            Z kolei całkowicie odmienna perspektywa czytania „Dziadów”, coś co stoi naprzeciw wierzeniem pogańskim –to patriotyzm i religijność…
            Osobiście przeczytałam całą książkę i myślę, że każdy, kto decyduje się po nią w ogóle sięgnąć, powinien zrobić to samo. Czytanie odrębnych części nie pozwoli nam zrozumieć w pełni sensu „Dziadów”. Każda nich, pozornie ze sobą tylko nieznacząco (jeśli w ogóle) powiązana, okazuje się mieć wątki dotyczące całego dramatu. Tylko po przeczytaniu całości możemy naprawdę poznać poszczególnych bohaterów…
            Kolejnym ważnym aspektem jest romantyzm, który bardzo widocznie pojawia się w dziełach Mickiewicza. Jest to jeden z moich ulubionych nurtów w sztuce, a Mickiewicz jest mistrzem w ujęciu sensu i głębi tego zjawiska.
            „Dziady” to dramat niewątpliwie trudny, który może swoją formą odstraszyć niejednego czytelnika, nawet bardzo doświadczonego. Jednakże kiedy przebrniemy przez formę i skupimy się na treści, wtedy dostrzeżemy jak ogromne znaczenie ma on dla polskiej i światowej literatury.




Ocena: 7,5


Czyliż niewinna miłość wiecznej godna męki?
Ten sam Bóg stworzył miłość, który stworzył wdzięki.
On dusze obie łańcuchem uroku
Powiązał ze sobą!
Wprzód, nim je wyjął ze światłości stoku,
Nim je stworzył i okrył cielesną żałobą,
Wprzódy je powiązał ze sobą!

niedziela, 11 sierpnia 2013

Zdzisław Beksiński

(24 lutego 1929 -21 lutego 2005)
Zdzisław Beksiński już od kilku lat jest jednym z moich ulubionych artystów. Jego prace dotykają moją wrażliwość, sprawiają, że zastanawiam się nad sztuką, doszukuję się historii. Przykrość sprawia mi fakt, iż artysta ten wciąż pozostaje nieznany dla wielu ludzi, którzy uparcie twierdzą, że cenią sztukę.
            Kiedy cenimy sztukę, mamy ogromne szczęście, ale kiedy ją przeżywamy, nie zostajemy wobec niej obojętni –to posiadamy wspaniały dar. Dar, który Beksiński potrafił znakomicie aktywować u swoich odbiorców.
            Artysta ciekawy, emocjonalny, wyrażający COŚ w swoich dziełach. A co ciekawe,owe coś każdy z nas mógł interpretować po swojemu. Artysta często poruszał tematy II wojny światowej, a także śmierci i szeroko rozumianych kataklizmów…
            Zdzisław Beksiński swoją karierę rozpoczynał tworząc fotografie, najczęściej czarno-białe. Następnie pojawiła się rzeźba, by w końcu świat ujrzał jego talent malarski. Każdy jego obraz zawiera pewne elementy fantastyki, ale ja osobiście dostrzegam w nich także elementy realnego świata, który często bywa dokładnie tak chaotyczny, jak obrazy Beksińskiego. Mówiąc chaotyczny, używam ogólników, bo często można się przekonać, że w jego dziełach dominuje harmonia i ład. Może chaos wynika więc z tematyki obrazów? Jest ona zdecydowanie mroczna, wręcz określana jako barokowa.
            Beksiński zasługuje na szacunek, chociażby ze względu na fakt, iż jako jedyny Europejczyk ma stałą ekspozycję w Osace.

            Był to człowiek przesiąknięty artyzmem, o czym może świadczyć fakt, iż spalił większość swoich fotografii. Powód? „Za bardzo go obnażają”. Większość jego prac nie posiada tytułu, a to sprawia, że są jeszcze bardziej oryginalne. Nawet śmierć twórcy była przesiąknięta dramatyzmem. Został on bowiem zamordowany przez osobę, która miała z nim stały kontakt… 















niedziela, 4 sierpnia 2013

Gorączka Sobotniej Nocy (Saturday Night Fever)

Gatunek: muzyczny, dramat
Rok produkcji: 1977
Czas trwania: 119 min

            Mówicie co chcecie, ale jest coś urzekającego w tym wiecznie żywym, ciągle nieco tandetnym, ale jakże porywającym DISCO. Lata ’70 ubiegłego wieku to czas, kiedy na parkiecie dominowały kocie ruchy i gibkie ruchy bioder, a co ciekawe, nawet teraz –po czterdziestu latach, wciąż przeżywamy fascynację tym nurtem. Czy jest ktoś wśród nas, kto chociaż raz nie zatańczyłby na ugiętych kolanach wystawiając przed siebie palec i kierując go charakterystycznie w bok?
            Osobiście prawie zawsze przy disco przychodził mi na myśl John Travolta wraz ze swoim specyficznym stylem chodzenia –jak się okazało –mój nurt myślowy był całkowicie trafiony. Bowiem to właśnie on wciela się w postać głównego bohatera jednego z najbardziej znanych filmów poświęconych tej tematyce.
            Tony Manero to młodzieniec, który na pierwszy rzut oka jest bardzo pewny siebie. Zawsze dobrze i modnie ubrany, wiedzący czego chce i niezależny. Jednakże z każdą kolejną minutą filmu uświadamiamy sobie jak bardzo zakompleksiony jest nasz główny bohater. Jedyne komplementy jakiekolwiek usłyszał wychodzą z ust jego pracodawcy, właściciela sklepu z farbami. Chociaż jego życie rodzinne jest na pozór ułożone –szczęśliwe małżeństwo jego rodziców i brat, który jest księdzem –nagle wszystko traci swoje ustalone miary.
            Tony odnajduje spokój i spełnienie tylko w jednym miejscu. W klubie tanecznym, gdzie jest wprost legendą. Każdy chwali jego umiejętności taneczne, co pozytywnie wpływa na jego ego, a trzeba przyznać, że pochwały te są całkowicie zasłużone. Tony wydaje się być urodzonym, by tańczyć, co mogłoby być dla niego przepustką na wielki Manhattan –cel i marzenie każdego artysty.
            Wkrótce pojawia się niesamowita okazja dla młodego mężczyzny. Konkurs taneczny organizowany w klubie, w którym Tony przebywa praktycznie co tydzień. Chłopak ma wszystko, czego mu potrzeba z wyjątkiem… partnerki. Początkowo znajduje praktycznie uzależnioną od niego Annette. Niedługo potem jednak poznaje intrygującą Stephanie, która nie do końca chce do siebie dopuścić jakiekolwiek mężczyznę. Jednakże jako, że jest naprawdę dobrą tancerką, Tony stara się zrobić wszystko, aby towarzyszyła mu podczas konkursu… Wkrótce oboje poznają się lepiej, odkrywają swoje wady i zalety, a między nimi wytwarza się specyficzna więź, której nie można do niczego porównać…
            Czego spodziewać się po „Gorączce sobotniej nocy”? Przede wszystkim dużej ilości tańca w wersji disco, który może i także Was ruszy s kanapy, fotela czy krzesła i spowoduje atak fascynacji tym stylem tanecznym… Oprócz tego muzyka Bee Gees.
            Film jest taki, jak większość musicali, które powstają. Niezbyt ambitny, jednakże zawierający motyw, który ma wywoływać naszą więź z głównym bohaterem i sympatię. Luźny, ale jednocześnie w pewnym sensie ambitny, bo czy nie za to kochamy musicale?


Ocena: 8

Tony Manero: Mógłbym z tobą zatańczyć, ale nie jesteś dziewczyną moich marzeń.

Annette: Szukasz takiej? Idź spać, niech ci się przyśni jakaś larwa!


sobota, 3 sierpnia 2013

Martyna Wojciechowska –„Zapiski (pod)różne”

            Moja fascynacja lekturami podróżniczymi trwa w najlepsze. W końcu jest lato, temperatura w końcu nam dopisuje, a tego książki są lekkie i przyjemne. I chociaż ich objętość nie jest bardzo duża –pocieszam się faktem, że cena także nie jest wysoka.
            Chociaż nigdy za bardzo nie przepadałam za Martyną Wojciechowską, to lektura jej książek jest naprawdę przyjemna. Zacznijmy, że jest to kobieta, która sama z siebie wzbudza pewnego rodzaju fascynację i podziw. Myślę, że wielu z nas bez wahania zamieniło by się z nią miejscami…
            Ale czym właściwie są „Zapiski (pod)róże”? Jest to zbiór różnorodnych zapisków, które prowadziła autorka podczas swoich wypraw… cóż, na krańce świata. Książeczka znalazła się jako dodatek do jednego z numerów National Geographic, więc dostęp do niej był o wiele ułatwiony. Najlepszym aspektem tej krótkiej lektury jest ilość różnorodnych kwestii, które zostają przez nią omówione. Nie doświadczamy nudnej i monotonnej rozprawki na jakiś konkretny temat, ale ciągle wędrujemy po całym świecie i dowiadujemy się nowych rzeczy, nieraz bardzo zaskakujących.
            Chociaż w mojej świadomości zostaje fakt, iż prawdopodobnie nigdy nie odwiedzę większości opisanych tam miejsc, to cieszę się z szansy poznania zupełnie obcej dla mnie kultury i zwyczajów.
            Książki podróżnicze mogą okazać się dla nas bardzo cenne. Dzięki nim wyciągamy wartości, które wcześniej wydawały nam się zupełnie nienaturalnie, a tym samym były typowe dla danego obszaru.
            Często sięgamy po różnorodne powieści Sci-Fi chcąc oderwać się od rzeczywistości, poznać coś nowego, nierealnego, rzadko myślimy o tym, że możemy doświadczyć dokładnie tego samego bez fantastyki i zwyczajnego zmyślania. Nigdy nie przepadałam za literaturą fantastyczną, ale uwielbiałam przenosić się do świata, gdzie wszystko jest nieprzewidywalne, dziwne…Wierzcie mi lub nie, ale literatura podróżnicza znacznie potęguje taki efekt. Dlaczego? Ponieważ mimo nierealności wciąż mamy świadomość, że to wszystko dzieje się naprawdę, a szukając czwartego wymiaru wcale nie musimy wynaleźć wehikułu czasu, a zwyczajnie zaopatrzyć się w bilety lotnicze… Książka Martyny Wojciechowskiej skutecznie o tym przypomina.
            Idealna lektura na lato do pochłonięcia w jeden dzień. Jeśli przeczytamy jeden rozdział, natychmiast weźmiemy się za następny! Polecam : )

P.S. Będąc w Japonii uważajcie na kapciuszki…

Ocena: 7


Nigdy nie odmawiaj zaproszenia. Nigdy nie opieraj się nieznanemu. Po prostu otwórz się na świat i napawaj przeżyciami. A jeśli się sparzysz? Cóż, trudno... Pewnie nie na darmo...