niedziela, 29 września 2013

Quidditch przez wieki & Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć –czyli Harry Potter i dodatki.

Autor: J.K. Rowling
Liczba stron: 64, 72
Wydawnictwo: Media Rodzina
Cena rynkowa: 10 zł każda

            Harry Potter wciąż gości w sercach milionów czytelników i nie zanosi się na to, aby w najbliższym czasie miało to się zmienić. J.K. Rowling wyszła naprzeciw potrzebom swoich fanów i postanowiła wydać coś na kształt książeczek uzupełniających. To już nie jest opowieść o chłopcu-wybrańcu, który dzięki temu, że jest czarodziejem dokonuje rzeczy niemożliwych. To prawdziwa gratka dla fanów Chłopca, Który Przeżył. Wejście do świata magii i czarodziejstwa przez frontowe drzwi i dogłębne zapoznanie się z tym, czego na co dzień doświadczał Harry Potter.
            Obie książki są odpowiednio wydaniami ksiązki z księgozbioru biblioteki Hogwartu i podręcznika szkolnego samego Harrego Pottera, tyle tylko, że ich cel to trafienie do Jugoli. Dlaczego? Ponieważ cała zebrana suma ze sprzedaży książek trafi na cele charytatywne, co wydaję mi się naprawdę pięknym gestem, szczególnie, że chętnych do kupienia tych dodatków zdecydowanie nie brakuje.
            „Quidditch prze wieki” opisuje historię tej popularnej w całym świecie czarodziejów gry. Od momentu, gdy ta dyscyplina dopiero powstawała i grało się w nią nad bagnami, aż do współczesności. Oprócz tego dokładnie opisane są wszystkie elementy gry –wraz z pozycjami na jakich grają gracze, a także czym posługują się w grze. Ciekawym elementem jest spis wszystkich popularnych drużyn z całego świata (w tym polskie Gobliny z Grodziska). Dla kogo jest to idealna książka? Przede wszystkim dla tych, którzy kochają tę niesamowita dyscyplinę, gdzie lata się na miotłach i łapie złotego znicza… który kiedyś miał inną formę niż współcześnie. Jaką? Aby się dowiedzieć sięgnijcie po „Quidditch przez wieki”!
            Druga książeczka to „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć”. Jest ona „ozdobiona” ciekawymi dopiskami Harrego Pottera i jego konwersacjami z jego najlepszym przyjacielem –Ronem.
            Ten dodatek już mniej mi się podobał, ponieważ właściwie jest to tylko ( a może aż?) spis zwierząt magicznych i uszeregowanie ich w poszczególnych kategoriach. Z książki tej możemy dowiedzieć się na przykład jakie są rodzaje smoków i dlaczego są one tak niebezpieczne. Albo dlaczego trytony i centaury są zwierzętami, chociaż to istoty całkiem inteligentne.
            Być może „Fantastyczne zwierzęta…” nie przekonały mnie aż tak bardzo, ponieważ bądź co bądź jest to podręcznik szkolny, a one zazwyczaj są raczej nudne :)
            Dobry cel wydania książek i radość jaką sprawiły najwierniejszym fanom Harrego Pottera to chyba najlepsza reklama tych dodatków.
            Jeśli chcecie jeszcze bardziej zagłębić się w świat magii, koniecznie po nie sięgnijcie.


Ocena: 6,5 

czwartek, 26 września 2013

Felieton nr 1, czyli „Jak żyć?”

            „Jak żyć…?”
            To pytanie nurtuje ludzi od zawsze i chyba już na zawsze pozostanie bez odpowiedzi. Ciągłe niepowodzenia, fakt, że wiecznie mamy pod górkę, zdecydowanie osłabiają naszą samoocenę. To, że mimo ogromnych starań i tak ponosimy porażki powinno nas umacniać, ale zazwyczaj jeszcze bardziej nas podminowuje. Właśnie wtedy sięgamy po pytanie jak i w ogóle po co żyć.
            Spójrzmy prawdziwe w oczy, życie bywa okrutne i całkowicie bezsensowne, ale i tak wciąż uważamy je za największy dar, jakikolwiek moglibyśmy dostać. Nikt nie chce rezygnować z tego daru. Trzymamy się go kurczowo pragnąc jak najbardziej oddalić się od śmierci, a może nawet więcej –nigdy jej nie posmakować.
           
Dlaczego wciąż pragniemy go więcej, mimo że nieustannie przynosi nam ból? I jak mamy sobie radzić z tymi kłodami, które życie nieustannie rzuca nam pod nogi…
            Raczej nie ma dobrej odpowiedzi, bo RACZEJ nie określimy życia. Oczywiście może być dostatnie, szczęśliwe, smutne… Tylko czy to nasz życie takie jest, czy może my tacy jesteśmy? Czy będąc wciąż optymistami nie kształtujemy swojego indywidualnego świata, a co z tym idzie także życia nadając mu różowe barwy?   
           
            Jak żyć… Są miliony osób, które postanowią udzielić odpowiedzi na to pytanie. Ale ja wciąż uparcie będę twierdzić, że nie ma odpowiedzi. Zapytana o receptę szczęścia (które umownie powiedzmy jest wyznacznikiem tego jak żyć) odpowiedziałam pewnie, że nie potrafię jej znaleźć, ponieważ szczęście to NIEUSTANNE DĄŻENIE do wymierzonych sobie celów. Człowiek, który się nie rozwija, stoi w miejscu nie może zaznać szczęścia. Dopiero wędrówka drogą swoich marzeń może pokazać jasność rozumowania, dążenia i poznawania. Może dać nam szczęście i odpowiedzieć, że należy żyć szczęśliwie.


            Z takiego rozumowania wynika  epikureizm. I chociaż inne ideologie filozoficzne mogą być skrajnie odmienne (hedoniści powiedzą: „jak żyć? Dbać o przyjemności”, a stoicy „przyjmować wszystko bez większego porywu”) to jedno jest pewne. Życie zdarza się raz, a więc by dobrze żyć, trzeba umieć przeżywać. Czerpać z życia jak najwięcej można. Tylko tak zrozumiemy życie i nauczymy się nim władać. Chociaż mało kto to potrafi tego dokonać… Nie jesteśmy przecież idealni. 

środa, 25 września 2013

Banksy

Banksy to postać, która budzi tyle kontrowersji, co zachwytu. Nikt właściwie nie wie kim jest tajemniczy artysta, ale jedno jest pewno –jest to niesamowity twórca uliczny, który (odważę się to powiedzieć) jest najlepszy pośród tych, którzy podejmują trudną sztukę graffiti. Ale graffiti nie byle jakiego, tylko wymagającego wielkiego kunsztu i takiego, które niesie przesłanie.
            Dla tych, którzy mieli tego pecha i nie zaznajomili się jeszcze z żadną pracą Banksiego. Jest to brytyjski artysta graffiti, który jednocześnie jest jednym z najsłynniejszych twórców tej dziedziny na świecie. Jego tożsamość wielokrotnie budziła spekulacje, ale wciąż nie możemy mieć pewności kim właściwie jest Banksy.
            Jego prace są odważne, często kontrowersyjne. Banksy często stosuje technikę szablonową w swoich pracach. Jego prace dotyczą najczęściej polityki i różnorodnych spraw militarnych, jednakże skłaniają się raczej w stronę pacyfistyczną. Często wykorzystuje także motyw zwierzęcy. Prace Banksiego często bywają humorystyczne, jednakże często zostają „obdarzone” dodatkowym sloganem, hasłem, które dotyczy konkretnej sytuacji, najczęściej przy poważnych tematach.
            Banksy to artysta niebanalny. Chociaż jego praca przez wielu wciąż zostaje nazywana wandalizmem, to szczerze mówiąc –czy coś tak pięknego i oryginalnego (a także doskonale dopasowującego się do bieżącej sytuacji np. politycznej) może być złe?
            Ciekawą pracą tego artysty jest stworzenie banknotów dziesięciofuntowych z wizerunkiem księżnej Diany (Banksy of England). Nie wiadomo także jak, ale Banksy znalazł sposób by w Muzeum Historii Naturalnej w Londynie umieścić wypchanego szczura ( Banksus Militus Ratus)…
            Polecam zapoznanie się z jego pracami, których próbkę znajdziecie poniżej. Dla bardziej zainteresowanych –kilka stron poświęconych artyście: http://www.banksy.pl/ ; http://www.banksy.co.uk/


Istnieją choć nie mają na to pozwolenia. Są znienawidzone i prześladowane.
Żyją w syfie, w cichej rozpaczy. A jednak mają siłę by zmusić całe cywilizacje by upadły przed nimi na kolana.
Jeżeli jesteś brudny, niewiele znaczysz i nikt Cię nie kocha, to szczur jest dla Ciebie idealnym wzorcem osobowym.













Banksy of England
Banksus Militus Ratus

poniedziałek, 23 września 2013

Ukryta (Hidden)

Autor: Kristin Cast, P.C. Cast
Liczba stron: 320
Wydawnictwo: Książnica
Cena rynkowa: 29,90 zł

            „Ukryta” to już dziesiąta część cyklu „Dom Nocy” (recenzje kilku pierwszych części także znajdziecie u mnie na blogu). Można powiedzieć, że seria autorstwa dwóch pań Cast –matki i córki, ciągnie się w nieskończoność, a wszystko zaczyna być neumo monotonne. Osobiście uważam, że pośród książek tego cyklu ma podobną budowę –nieco niemrawy początek i wstęp zarykujący fabułę, dość ciekawe rozwinięcie i zakończenie, które najbardziej obfituje z akcje, a także wprowadza pewien element niepewności, który na pewno ma na celu zmuszenie czytelnika do zakupienia kolejnej części powieści.
            Jedna rzecz w „Domu Nocy”, która od początku zwraca uwagę to narracja. W „Ukrytej” (jak i w kilku wcześniejszych częściach) następuje jej podział. Doświadczamy opisów dotyczących różnych postaci, a narracja jest w trzeciej osobie. Oprócz tego występuje także narracja pierwszoosobowa, gdzie narratorką zawsze jest Zoey –główna bohaterka cyklu. Właśnie ten drugi rodzaj wprowadza do powieści ogromną liczbę infantylnych zdań i nie oszukujmy się –kreuje większość bohaterów książki na idiotów. Być może jest to zabieg służący podkreśleniu faktu, iż ze złem walczą nastolatki, którzy nie mają zbyt dużego doświadczenia życiowego. Nie mam co do tego pewności, ale wyraźnie mi to przeszkadzało.    
            A teraz do rzeczy. W Domu Nocy dzieje się naprawdę źle, a co gorsze już nie długo cały świat może być w niebezpieczeństwie. Neferet wciąż brata się z ciemnością, a teraz jest zdolna zbroić dosłownie wszystko. Pozbyła się reszty empatii, a nawet dokonane morderstwo, aby uzyskać naczynie –Aurora, nie wzbudziło w niej strachu, bólu czy współczucia.  
            Jednak nie wszystko wygląda aż tak źle. Najwyższa Rada Wampirów w końcu przejrzała na oczy i usunęła ją ze swojego kręgu. Biały byk symbolizujący zło waha się z udzieleniem jej pomocy.
            Teraz wszystko w rękach Zoey i jej przyjaciół. Tylko ta wyjątkowa grupa adeptów może pokonać narastające niebezpieczeństwo. Na szczęście mogą liczyć na pomoc Tanatos i bogini Nyks, która wciąż przypomina im jak wielkie dary od niej otrzymali. Do grupy dołącza także nowa adeptka, która posiada dar prawdziwego widzenia… Ku wielkiemu zaskoczeniu po stronie dobra stają także Kalona i Aurox, chociaż nigdy nie ma pewności, że nie jest to kolejny plan złej wampirzycy, która stara się zburzyć szeregi dobra. Co gorsza, Erin odłączyła się od grupy i związała się z Dallasem, liderem złych, czerwonych adeptów, którzy ściśle współpracują z Neferet.
            Dziesiąta część cyklu nie obfituje szczególnie w wartką akcję. Oczywiście ważne wydarzenia mają miejsce, ale nie są one zbyt wyraźne. Cały cykl staje się jakby wymuszony… Czy jego kontynuacje nie są tylko sposobem na posilenie konta autorek, a nie tylko miłością do pisania i tej konkretnej opowieści? Oceńcie to sami. Ja uważam, że jeśli ktoś wytrwał tak długo, to już musi przeczytać „Ukrytą”.


Ocena: 6,5


Naucz się polegać na sobie, żeby inni czuli, że mogą polegać na tobie.

sobota, 21 września 2013

Diana

Czas trwania: 113 min
Rok produkcji: 2013
Gatunek: dramat, biograficzny

            W filmie „Diana” pada jedno ważne zdanie, które w niesamowity sposób zostało w mojej pamięci. Podczas wywiadu udzielanego dla BBC, księżna Diana mówi, że nie chciałaby być królową Anglii, a jedynie „królową ludzkich serc”. Od razu, gdy usłyszałam te słowa siedząc w ciemnej sali kinowej w  wygodnym fotelu, pomyślałam, że mimo wszystko, udało jej się to w stu procentach. Nawet teraz –szesnaście lat po jej śmierci, wciąż jej obraz jest żywy w naszych sercach. Księżna Diana jest wspominana przez miliony osób codziennie. Całkiem młodzi ludzie, którzy po prostu nie mogą jej pamiętać, dokładnie wiedzą kim była. I płaczą nad jej losem. Wzruszają się. Współczują. Pamiętają. Bo Diana już zawsze będzie synonimem dobroci i piękna wewnętrznego. Na zawsze będzie obrończynią praw miłości. Na zawsze będzie królową ludzkich serc.
            „Diana” to film biograficzny, ale jak to zwykle bywa z ekranizacjami tego rodzaju, dla urozmaicenia fabuły, podsyca się nieco fakty. Jednakże dużą zaletą tego filmu jest to, że wszelkie zmiany historii nie rzucały się rażąco w oczy, a widz mógł spokojnie przezywać seans. Otóż to –przeżywać, a nie zwyczajnie oglądać.
            Diana pokazana jest jako osoba bardzo wrażliwa i nieustannie szukająca szczęścia i prawdziwej miłości. Taka, która udowadnia, że pieniądze nie zastąpią bliskości drugiego człowieka, a największy ból zawsze rodzi się z samotności.
            „Diana” na szczęście nie jest kolejnym filmem, którego zadaniem jest opisanie historii monarchii angielskiej, gdzie członkowie rodziny Windsorów spełniają główną rolę. To raczej opowieść o miłości Diany, która przyszła do niej dość niespodziewanie, już po oficjalnym ogłoszeniu separacji z księciem Karolem.
            Księżna poznaje pakistańskiego doktora Hasnata Khana. Między dwojgiem rodzi się ogromne uczucie. Ale czy miłość człowieka z ludu ma szansę przetrwać, kiedy obiektem jego uczuć jest prawdziwa księżniczka, której niestety towarzyszy eskorta paparazzi? Czy uczucie jest na tyle silne, że stanie się ważniejsze niż zachowanie prywatności?
            Wszyscy wiemy jak film się kończy. Ale zakończenie i tak wzrusza do łez, ponieważ ponownie musimy zmierzyć się z ulotnością życia i faktem, że nawet ci najlepsi z nas mogą ans opuścić. I zrobić to tak nagle, że nie zdołamy się przygotować, a tym bardziej naprawić swoich błędów.
            Być może postać Diany jako osoby bez winy jest naciągnięta przez media i sam sposób w jaki zginęła, ale nie możemy przecież zapomnieć, że przyczyniła się do wielu wspaniałomyślnych zdarzeń i niewątpliwie miała wielkie, otwarte serce.
            Główne role znakomicie zagrali Naomi Watts i Naveen Andrews.
Szczerze polecam nawet tym, którzy nie interesują się historią Diany.



Ocena: 9


piątek, 20 września 2013

I wciąż ją kocham (Dear John)

Autor: Nicholas Sparks
Liczba stron: 352
Wydawnictwo: Albatros
Cena rynkowa: ok. 10 zł

            Opowieści o miłości zazwyczaj są preferowane przez kobiety. Warto zastanowić się nad tym zjawiskiem. Czy płeć żeńska to po prostu marzycielki, a mężczyźni to twardo stąpający po ziemi realiści? Czy tylko kobiety potrafią prawdziwie kochać? A może po prostu są na tyle naiwne, że wciąż oczekują na przybycie olśniewającego księcia na białym rumaku?
            „I wciąż ją kocham” to świetna powieść z dwóch powodów. Przede wszystkim opowiada o wielkiej miłości nie kobiety –a mężczyzny, co skutecznie obala moją małą tezę, która jednoznacznie odrzuciła większą sferę uczuciową u panów.
            Po drugie – i chyba ważniejsze, jest to (jak ja to zwykle nazywam) powieść odwrotna. Już od prologu praktycznie znamy zakończenie, a przynajmniej możemy się go domyślać. I chociaż to, co wydarzy się na końcu książki nie powinno nas zaskoczyć, książka jest interesująca aż do jej ostatnich stron.   
            John postanawia odmienić swoje życie i być kimś innym. Zaciąga się do wojska i już wkrótce stacjonuje w jednej z jednostek w Niemczech. Jest to charakterystyczny młody chłopak. Nieco zagubiony, zbuntowany. John czuje się jednak przede wszystkim wyobcowany. Nie ma dobrego kontaktu ze swoim ojcem, który od zawsze wychowywał go sam. Nie ma też osoby dla której chciałoby mu się żyć, mimo wszelkich starań.
            Wszystko się zmienia, kiedy przyjeżdża na przepustkę do rodzinnego miasta. Poznaje nieco tajemniczą, aczkolwiek bardzo sympatyczną dziewczynę –Savannah. Nowa znajoma Johna jest bardzo piękna, ale wydaje się być od niego zupełnie inna. Jest wolontariuszką, kocha pomagać innym, a także regularnie chodzi do kościoła.
            Jednakże mimo wszelakich różnic, między nimi rodzi się ogromne uczucie. Oboje zdają sobie sprawę z wyjątkowej więzi, która ich łączy. Niestety los nie jest dla nich łaskawy. Przepustka Johna się kończy i mężczyzna musi ponownie powrócić do życia żołnierza.
            Chociaż zakochani nieustannie wymieniają się listami ich rozłąka stanowi problem. Każde z nich żyje w strachu, że uczucie nie wystarczy, że przyjdzie dzień, by powiedzieć „żegnaj”… I faktycznie tak się dzieje.
            „I wciąż ją kocham” to piękna opowieść o nieszczęśliwej miłości. Mimo wszystko nie znajdziemy w niej złego bohatera. Wszystko wydaje się być zwykłym rytmem życia, który musi się toczyć. Bo przecież człowiek najmniejszy wpływ ma właśnie na swoje życie. Chociaż możemy zdecydować, gdzie będziemy załóżmy za miesiąc, to nigdy nie będziemy tego w stu procentach pewni. Niestety…
            Jakiś czas temu powstał głośny film oparty na fabule powieści, pod tym samym tytułem. W główne role wcielili się: Channing Tatum  i Amanda Seyfried.

Ocena: 8


Prawdziwa miłość oznacza, że zależy ci na szczęściu drugiego człowieka bardziej niż na własnym, bez względu na to, przed jak bolesnymi wyborami stajesz.

środa, 18 września 2013

Marina Abramović

            Feministki głoszą, że kobieta powinna być niezależna, wolna i pozbawiona wpływów mężczyzn w dokonywaniu wyborów. Ja nie jestem feministkom, ale te trzy czynniki opisują jedną z moich ulubionych artystek –Marinę Abramović, tak dokładnie, że tylko one do tego się nadają.
            Performance w najczystszej postaci. Abramović to postać tak charakterystyczna, kontrowersyjna, ale zarazem genialna, że pisać i czytać o niej, naprawdę warto. Zainspirowana swoimi przeżyciami, które dostarczyło jej dorastanie na Bałkanach stworzyła jedne z najlepszych widowisk na świecie.
            Jednym z najbardziej znanych widowisk, które doświadczyła nam artystka jest „Bałkański barok”. Abramović zgromadził w galerii stos krowich koci poczym zaczęła je obierać z pozostałości mięsa i krwi jednocześnie puszczając bałkańskie pieśni żałobne. Sztuka czy zwykły absurd? A może jedno i drugie?
            Innym znanym projektem jest pozostawienie swojego życia przypadkowi. Co to znaczy? Prze krótką chwile każdy mógł zrobić z artystką wszystko, co tylko chciał. A jak wiemy ludzi bywają naprawdę nieobliczalni…
            Myślę, że nie warto zamieszczać tu długich wypracowań opisujących twórczość artystki, ponieważ do, co najlepsze w jej poznawaniu, to fakt, że może sami ją odkryć, doszukać się czegoś, co kompletnie nas zadziwi. Także życzę miłych poszukiwań autentyczności –bo to jest to, co najważniejsze u Abramović.

Podczas występu oczyszczam się, staję się silniejsza, umacniam się w przekonaniu, że umysłem mogę przezwyciężyć moje ograniczenia. To nasz umysł i siła woli kontrolują odczuwanie bólu i inne reakcje ciała. To niesamowicie wyzwalające doświadczenie.








sobota, 14 września 2013

Cierpienia młodego Wertera (Die Leiden des jungen Werthers)

            Uwielbiam książki, które w dużej części opierają się na uczuciowości, emocjach i przeżyciach, które na zawsze mogą odmienić światopogląd… I właśnie biorąc pod uwagę mój ogromny sentyment do powieści tego typu, z ogromnym żalem przyznaję, że „Cierpienia młodego Wertera” kompletnie mnie rozczarowały. Ta krótka powieść epistolarna wydawała mi się niezwykle interesującym pomysłem…niestety do czasu kiedy zaczęłam ją czytać.
            Nie wiem do końca co przyczyniło się do negatywnej oceny. Być może fakt, że rozbudowane uczucia nie były interesujące, a nużące…
            Werter –główny bohater książki zakochuje się w prześlicznej Locie. Niestety ma świadomość, że jego miłość nigdy nie będzie spełniona. Fakty są faktami –Lota jest zaręczona i nic nie może tego zmienić. Ale gdzieś głęboko w środku, główny bohater wciąż żyje nadzieją, że przyjdzie dzień, kiedy ukochana odwzajemni uczucia i wyzna miłość. Co więcej, Werter stanowczo wierzy, że w kobiecie już budzą się uczucia. Fascynacji Lotą nie przyćmił nawet fakt, iż jej narzeczony jest szlachetnym i przesympatycznym człowiekiem…
            Sytuacja Wertera jest trudna. Mężczyzna targany sprzecznymi impulsami przeżywa męczarnie, a dualizm wewnętrzny cały rośnie…
            Powieści epistolarne zawsze były jednymi z moich ulubionych. Jeśli dodamy do tego drugi czynnik, który uwielbiam w książkach powinniśmy dostać fantastyczne dzieło, które na stałe odciśnie piętno w mojej pamięci. Prawda jest jednak taka, że pragnę jak najszybciej zapomnieć o tej lekturze. Może przyczyniło się do tego to, że jest to powieść bardzo monotonna, a obszerne opisy przyrody po prostu męczą czytelnika.
            Nie chcę negować twórczości Goethego, ponieważ jestem zachwycona takimi jego dziełami jak „Król olch” czy Faust. Niestety większość autorów ma w swoim dorobku utwór, który nie do końca mu wyszedł. Jest to oczywiście czysto subiektywna ocena, ale podejrzewam, że znajdzie się wielu ludzi, którzy się ze mną zgodzą.
           
Ocena: 5/10
     

Mam tak wiele, a uczucie do niej pochłania wszystko; mam tak wiele, a bez niej wszystko staje się niczym.

piątek, 13 września 2013

Lalka

            Większość z nas kocha ckliwe opowieści o miłości. Jednakże problem „Lalki” polega na tym, że ta powieść nie jest specjalnie tkliwa. Nadrabia jednak objętością, bo pełne wydanie książki zazwyczaj ma ponad pięćset stron. Czy faktem, że jest długa przekonuje do siebie czytelnika? Według mnie nie, chociaż muszę przyznać, że osobiście książka ta przypadłą mi do gustu.
            Głównym bohaterem opowieści jest Stanisław Wokulski. Mężczyzna jest w sile wieku i trudni się handlem. Poznajemy go w momencie, kiedy powrócił z wojny pomnażając znacząco swój majątek. Nie można jednakże stwierdzić, że Wokulski był materialistą. Jak to zwykle w życiu bywa, miał swoje cele i pragnienia, wokół których opierał cały proces bogacenia się. Celem tym było wybicie się ze sfery kupca i wkroczenie do arystokracji, co znacząco umożliwiłoby mu przybliżenie się do niejakiej Izabeli Łęckiej –nieprzeciętnie pięknej kobiety, jednakże w takim samym stopniu pozbawionej uczuć. Cała jej uczuciowość miała w sobie dużo obłudy i zakłamania, a także pewnego rodzaju wymuszenia i teatralności.
            Zanim jednak przybliżę w większym stopniu ten wątek, muszę wspomnieć o jeszcze jednej ważnej postaci, jaką niewątpliwie jest subiekt Rzecki. Jest on najlepszym ( a może jedynym) przyjacielem Wokulskiego. Wspiera go w jego działaniach i właściwie nie dopuszcza do siebie myśli, że jego przyjaciel może popełniać jakikolwiek błąd. To właśnie on najdłużej nie potrafił przyjąć do siebie wiadomości o tym, że Wokulski w końcu znalazł obiekt westchnień… Obiekt, który może go całkowicie zgubić.
            Wokulski poświęcił dla Łęckiej praktycznie wszystko. W pewnym stopniu nie interesował się nawet tym, co powiedzą o nim ludzie, co paradoksalnie kłóciło się z jego aspiracjami, aby w końcu znaleźć się w prestiżowej grupie arystokracji. Czy jednak elita narodu (przynajmniej we własnym mniemaniu) i sama Łęcka są warte takiego poświęcenia? I czy Wokulski w końcu zrealizuje swoje aspiracje?         
            „Lalkę” można odbierać na tysiące sposobów. Dla jednych to będzie kolejna nudna lektura. Dla innych niezbyt interesująca powieść o dążeniu do miłości, która ciągnie się w nieskończoność. Jest jeszcze trzecia grupa, do której należę ja. Wciąż są albowiem tacy, którym „Lalka” naprawdę się podobała. Może jest to moja ulubiona powieść i zdecydowanie nie zamierzam jej wielbić, ale przyznaję, że zmagania Wokulskiego z Łęcka szczerze do mnie trafiły. Ciągłe pragnienie miłości i jej szukanie to w końcu nieodłączny element życia każdego z nas… Ach biada wiecznym i współczesnym romantykom!

Ocena: 7

...Najgorszą samotnością nie jest tak, która otacza człowieka, ale ta pustka w nim samym

wtorek, 3 września 2013

3 pisarzy, którzy odmienili literaturę.

Albert Camus

            Zdecydowanie jeden z moich ulubionych pisarzy. Jego styl pisarski sprawia, że pochłaniam jego teksty z rekordową szybkością. Moja fascynacja jego stylem zaczęła się od przeczytania „Dżumy”, która zapewne jest najsłynniejszym dziełem autora.
            Ale jeśli mówimy o Camusie, musimy wspomnieć o egzystencjalizmie, którego był czołowym przedstawicielem. Można powiedzieć, że to właśnie on zapoczątkował ten nurt w literaturze( w obecnie znanej formie), który przyjął się nadspodziewanie dobrze i odcisnął stałe piętno na utworach wielu autorów.
            W utworach Alberta Camusa możemy natknąć się na sprawy związane z szeroko pojętym humanizmem, infinityzmem, ale także, a może przede wszystkim, z samotnością i wszelkim tragizmem, który niestety jest stałym elementem w życiu człowieka. Człowieczeństwo to najważniejszy element twórczości Camusa. Człowieczeństwo i jego zanikanie w poszczególnych bohaterach, a także ogromna rola jaką ono pełni. A co może nas powstrzymać od ucieczki w złą i ciemną stronę życia? Tylko uczciwość.

Polecam: Przede wszystkim osobom, które lubią trochę psychologii w literaturze, mnóstwo metafor i możliwości własnych interpretacji, a przede wszystkim tym, którzy charakteryzują się ogromną wrażliwością.

Wybrane dzieła: „Dżuma”; „Obcy”; „Mit Syzyfa”; „Stan oblężenia”; „Upadek”   

Ernest Hemingway

            Ernest Hemingway to człowiek pełen różnorodnych pasji (kto z nas nie słyszał o jego zamiłowaniu do myślistwa) i pewnego rodzaju sprzeczności. Z jego zainteresowań możemy śmiało wysnuć wniosek, że to człowiek, który wybitnie kochał życie i świat. Jednakże temu stwierdzeniu zaprzecza fakt, iż autor był alkoholikiem, a swój żywot zakończył śmiercią samobójczą… I chociaż jest to pisarz, na temat którego można się rozpisywać całymi stronami, to jednak należy skupić się na jego twórczości.
            Twórczość ta nie jest jednak aż takim wielkim odejściem od wątków biograficznych, ponieważ praktycznie w każdej powieści Hemingwaya odnajdziemy fragmenty opisujące  jego prawdziwe życie. Jego utwory są przepełnione wszelkiego rodzaju opisami przyrody, polowań czy szeroko pojętego myślistwa. Nie zabraknie także wątków miłosnych. Jednakże charakterystyczną cechą Hemingwaya jest pewnego rodzaju kult życia. Podkreślenie jego wartości, docenienie tego, co się ma. Łącząc to z biografią wielkiego autora otrzymujemy jeden z najciekawszych paradoksów w literaturze.

Polecam: Tym, którzy szukają w książkach możliwości myślenia, a nie tylko luźnej fabuły, która zainteresuje, ale nie zapadnie w pamięć, a także osobom, które lubią powieści podróżnicze i –powiedzmy –styl podobny do Sienkiewicza.  

Wybrane dzieła: „Komu bije dzwon”; „Stary człowiek i morze”; „Mieć i nie mieć”; „To co prawdziwe o świcie”

Fiodor Dostojewski

            Stwierdziłam, że na tej krótkiej liście nie może zabraknąć przedstawiciela literatury rosyjskiej. Fiodor Dostojewski wydał mi się pisarzem, który naprawdę zasługuje na miano tego, który odmienił literaturę. Znany na całym świecie i ceniony przez miliony ludzi. Podziwiany w Rosji, czytany  najodleglejszych od niej krajach…
            To właśnie on nazywany jest mistrzem literatury psychologicznej i muszę przyznać, że całkiem słusznie. Mimo, że (co oczywiste) nie podoba mi się jego antypolskie nastawienie, oddaje mu należyty szacunek dzięki jego twórczości. Był to artysta doskonały. Gównie dlatego, że potrafił stworzyć interesującą powieść, gdzie największe znaczenie miały uczucia bohatera i jego przeżycia. Sprawił, że nawet wobec mordercy możemy poczuć sympatię, a to jednak niełatwe zadanie.
            Literatura rosyjska to jedna z najlepszych na świecie. Dostojewski jest dla mnie mistrzem tej kategorii. Czy muszę dodawać coś jeszcze?

Polecam: Studentom psychologii ;) A także każdemu kto uwielbia portrety psychologiczne w powieściach i rozbudowane obrazy sytuacyjne.


Wybrane dzieła: „Zbrodnia i kara”; „Bracia Karamazow”; „Gracz”; „Idiota”