czwartek, 31 października 2013

Carrie (movie)

Rok produkcji: 2013
Gatunek: horror, dramat
Czas trwania: 92 min 

            „Carrie” od zawsze kojarzy mi się przede wszystkim z (jakby nie było) znakomitym debiutem Stephena Kinga. Dzięki tej powieści pisarz zyskał światowy rozgłos i mógł całkowicie poświęcić się pracy pisarza.
            Zadanie artysty jest trudne. Musi oddać piękna lub zgrozę jakie wynikają ze świata. Rozbawić, wzruszyć, zaskoczyć, zaintrygować. Pokazać świat takim, by wydał nam się znajomy, ale jednocześnie przekazać cząstkę nowości. Pobudzić zmysły do pracy. Zawsze powtarzałam, że malarze mają o wiele łatwiejsze zadanie niż pisarze. Wystarczy im bowiem talent. Pisarz musi poskładać litery w słowa i opisać to, co jest nie do wypowiedzenia. Co jest nie do opisania.
            Trudno więc opisać to, co pragnął przekazać King. Chociaż umiejętności pisarza sprawiły, że powstała interesująca książka zapowiadająca jego ogromną sławę, to film okazał się co najwyżej znośny. Rozumiem, że trudno uchwycić emocje zawarte w książce i przełożyć je na ekranizację, ale myślę, że jeśli czegoś nie zrobi się umiejętnie, należy odpuścić…
            Przede wszystkim „Carrie” chociaż została sklasyfikowana jako horror, nie jest nim w stuprocentowym znaczeniu tego słowa. To bardziej opowiastka grozy, gdzie wszystko nabiera wręcz groteskowego charakteru, a całość to przede wszystkim interesujący pomysł, a nie wartka akcja.
            „Carrie” na stałe wryła się w kulturę masową. Świadczyć może o tym chyba już kultowa scena ze świńską krwią w roli głównej.
            Jednak przejdźmy bezpośrednio do filmu. Ogromnym plusem filmu było ścisłe trzymanie się z fabułą książki. Dobrze pokazany był fanatyzm religijny matki dziewczynki, a co ciekawe w moim odczuciu były to najlepsze ujęcia w całej ekranizacji. W pamięć wrył mi się także proces odkrywania mocy telekinetycznych przez Carrie. Oprócz tego muszę przyznać, że naprawdę świetnie dobrano aktorów. Najbardziej widać to w przypadku samej Carrie, a także przez postać Sue.
            Coś, co mnie zdecydowanie raziło, to fakt, iż wszystko było pokazane z perspektywy współczesnej. Telefony komórkowe, kamery, aparaty w powszechnym użyciu. Mi jednak wciąż „Carrie” kojarzy się z końcówką wieku XX, gdzie nie wszystkie urządzenia elektryczne były w tak powszechnym użyciu. Chociaż obserwując współczesne kino należy sobie zadać pytanie, czy gdyby wyciąć elektronikę z filmu, to czy film ten by się sprzedał? Czy więc „Carrie” jest kiepskim filmem, czy to standard współczesnego kina? Widz chce zdecydowanie więcej.
            Szczerze nie polecam tego filmu osobom, które szukają w „Carrie” dobrego horroru i ciągłego siedzenia w napięciu. Nic z tych rzczy. Właściwie lepiej najpierw przeczytać książkę i wyrobić indywidualne zdanie. Według mnie, w innym wypadku nie ma nawet po co iść do kina na ten film, bo będzie to strata czasu.

            Pozostaje ostateczne pytanie: czy to klęska reżysera, czy jednak King wcale nie jest takim literackim geniuszem i nie tworzy fascynującej fabuły? Z tym pytaniem Was pozostawiam.

Ocena: 5