niedziela, 17 listopada 2013

Pamiętnik Narkomanki

       Chociaż rzeczywistość jest brutalna i zdecydowanie inna niż wszyscy byśmy chcieli, jedno jest pewne –narkomania nie robi już na ludziach takiego wrażenia jak kiedyś. Narkotyki nas otaczają, ciągle słyszymy o coraz nowszych, silniejszych substancjach, ludzie umierają z przedawkowania, zatracają swoją osobowość, swoje człowieczeństwo, a my zachowujemy bierność i bezwzględność. Może powinniśmy się zatrzymać, zastanowić i pomyśleć, czy nasza nieczułość i oswojenie z tym tematem jest prawidłową reakcją.
            Sięgnęłam po „Pamiętnik narkomanki” z brakiem wygórowanych oczekiwań. Nie spodziewałam się, że w tej książce znajdę coś, co skrajnie mnie zszokuje. Wcześniej czytałam już między innymi „My, dzieci z dworca ZOO” więc być może słusznie stwierdziłam, że Barbara Rosiek nie da mi dzięki swojej książce czegoś podobnego, równie wstrząsającego, realnego, dotykającego skonkretyzowane punkty wrażliwości.
            Jednakże „Pamiętnik narkomanki” bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Być może stało się tak dlatego, iż patrzałam na tę powieść już bardziej dojrzale, z większym dystansem, dzięki czemu mogłam doświadczyć czegoś, co dla mnie było bardzo cenne.
            Oprócz opisu  walki z nałogiem, w „Pamiętniku narkomanki” znajdziemy bardzo interesującą rzecz chyba dla wszystkich, którzy interesują się resocjalizacją i historią narkomanii w Polsce. Tak, książka ta jest przedstawieniem typowo polskiego nastawienia do kwestii nałogu, może dzięki temu staje się niektórym z nas bliższa?
            Dla mnie szczególnie interesujące było śledzenie tego, jak rozwija się, a wkrótce potem także owocuje praca niesamowitego człowieka, wybitnego autorytetu –Marka Kotańskiego, założyciela Monaru. Myślę, że Barbara Rosiek nieświadomie umieściła w swojej książce, czy też jak kto woli pamiętniku, kawałek historii…
            Pomijając tę kwestię, która dla mnie stała się najbardziej istotna, „Pamiętnik narkomanki” to książka naprawdę specyficzna. Dla niektórych może wydawać się nuda, ponieważ czytelnik doświadcza krótkich, aczkolwiek niewiele wnoszących wpisów. Narkomania owszem, jest pokazana, są jej skutki, ale brak tego cierpienia, tej walki z samym sobą i obrzydzenia nałogiem w takim stopniu, jak chociażby w wyżej wymienionych przeze mnie „Dzieciach z dworca ZOO”.
            Nie doświadczamy „brudnego nałogu”, sensacji, której wszyscy gdzieś w głębi serca pragniemy, poznajemy natomiast dziewczynę, która tak jak każdy z nas ma swoje lęki i obawy, plany. Brakuje tylko marzeń, bo im bardziej główna bohaterka zatapia się w nałogu, tym bardziej nie widzi dla siebie alternatywnej ścieżki życia. A może po prostu przestajemy niektóre aspekty dostrzegać?
            Polecam tę książkę tym, którzy nie ganiają za tym by było jak najbardziej brutalnie, jak najbardziej zaskakująco, przejmująco, ale tym którzy w prostocie zdań i wypowiedzi potrafią ujrzeć prawdziwe wołanie o pomoc. Prawdziwą rozpacz z głębi tak bardzo już zniszczonej duszy. I oczywiście tym, którzy tak jak ja z chęcią wgłębiają się w historię Monaru i działalności Kotana. Myślę, że bez tej książki nie da się dobrze zrozumieć tego wspaniałego człowieka. Sięgajcie po „Pamiętnik narkomanki” świadomie i nie szukajcie kolejnej opowiastki, która pokaże Wam, że ćpanie jest złe. Myślę, że nie o to chodzi. Należy spojrzeć na osobę w nałogu i zobaczyć nie tylko więźnia swojego uzależnienia, ale także osobę, która ma swoje słabości i czasem  nie ma sił na walkę.

Ocena: 7

Po co żyjesz na tym świecie, jeżeli nic ci z tego świata nie smakuje?

sobota, 9 listopada 2013

Andy Warhol

"Każdy będzie miał kiedyś swoje 15 minut"

            Niewielu ludzi nie zna twórczości tego artysty. Charakterystyczne prace Warhola są idealnym przykładem pop-artu w jego najczystszej formie. Jednakże dla tych, którzy mimo wszystko jeszcze nie natknęli się na twórczość artysty, postanowiłam napisać tę krótką notkę.
            Warhol był osobą nieprzeciętną, popadającą w skrajności. Z jednej strony potrafił być milczący i wręcz onieśmielony, z drugiej umiejętnie manipulował ludźmi i często pozostawiał po sobie niepochlebne zdanie dotyczące swojej maniery  wśród rozmówców. Często bywał złośliwy.
            Jednakże jego skrytość pozwoliła mu oglądać świat w ciekawy sposób. Taki, który wielu z nas pragnie w sobie wyćwiczyć. Warhol był obserwatorem. I to obserwatorem nie byle jakim. Potrafił uchwycić swoim okiem znaczące szczegóły, a do tego dodawał względnie obojętne postrzeganie rzeczy. Potrafił stworzyć sztukę ze wszystkiego, nie liczyło się dla niego czy rysuję jakże znaną już teraz puszkę zupy czy może wizerunek jak najbardziej poważny –Mao Zedonga.
            Prace Warhola są rozpoznawane w mgnieniu oka, głównie dzięki pewnemu rodzajowi prostoty kreski, linearności prac i kontrastu barw.    
            Warhol także starał się zaistnieć jako reżyser. Jednakże jego dokonania można nazwać za nieco dziwne, jak np. „Empire” czyli ośmiogodzinny film poświęcony Empire State Building…

            Jedno jest pewne. Andy Warhol to artysta, o którym można pisać długie eseje, a przedstawienie jego twórczości w pigułce jest praktycznie niemożliwe. Mam jednak nadzieję, że ci, którzy jeszcze nie natknęli się na Warhola w swoim życiu, także się nim zainteresują…











środa, 6 listopada 2013

Plotkara (Gossip Girl)

Autor: Cecily von Ziegesar
Liczba stron: 223
Wydawnictwo: Amber
Cena rynkowa: 19,80 zł

            Światła Manhattanu oświetlają twarze bogatych dzieciaków. Ich złota poświata sprawia, że wydaje się, że wszystko wokół lśni… I chociaż mieszkańcy najmodniejszej stolicy świata –Nowego Jorku –wiecznie narażeni są na ataki reporterów, to i tak mają swoje sekrety. Nie oszukujmy się –wszyscy kochamy sekrety, a jeszcze bardziej kochamy je demaskować.
            Seria „Plotkara” zdobyła ogromną popularność dzięki serialowi, który powstał na jej oparciu. Opisuje to, czego ludzie najbardziej w życiu pragną, do czego dążą –sławę, miłość, pieniądze, spełnienie i seks. Świat krąży wokół tych czynników, a ludzka, z natury grzeszna egzystencja pławi się w próżności.
            W świecie bogaczy dużą, chociaż anonimową karierę robi Plotkara. Tajemnicza osoba, która ma swoje źródła w całym Nowym Jorku i przekazuje najświeższe fakty o tym, co dzieje się wśród tak bardzo podziwianych nastolatków.
            Luksus wycieka z każdego kąta, a Upper East Side kusi swoim urokiem. Któż zdoła mu się oprzeć?
            Serena van der Woodsen wraca zostaje wydalona ze szkoły z internatem i wraca w swoje rodzinne strony –do lśniącego apartamentu swoich rodziców. Czeka ją rozczarowujący powrót do liceum… Jej znajomi nie są tacy jak dawniej. Coś się zmieniło, a najlepsza przyjaciółka Sereny –Blair, nie chce nawet na nią spojrzeć.
            Serena czuje się wyobcowana i równie mocno znudzona. Szuka mocnych wrażeń, chociaż należy przyznać, że często jej rozważania są nieco infantylne. Liczy się dla niej tylko i wyłącznie dobra zabawa. Teraźniejszość jest dla niej najważniejsza, ale los jest okrutny i sprawia, że dziewczyna coraz intensywniej musi zastanawiać się także nad przyszłością… Nad uniwersytetem, nad tym co naprawdę pragnie robić… Ale jak odnaleźć się w chaosie bez pomocy przyjaciół? I wtedy, gdy Plotkara ma cię na celowniku…
            „Plotkara” opisuje zależności między grupą nastolatków, którzy często niewiele mają ze sobą wspólnego. I chociaż język książki nie jest może zbyt wymagający dla czytelnika, należy zauważyć, że książka ta to naprawdę oryginalny, ciekawy pomysł. Co czy wcześniej ktoś w ten sposób wykorzystał plotkę?
            Chociaż książka jest napisana maksymalnie prostym językiem, a rozterki bohaterów są czasami wręcz groteskowe i bezpodstawne, „Plotkarę” czyta się bardzo szybko i płynnie. Według mnie jest to idealna pozycja na deszczowy, jesienny wieczór, by odciążyć umysł od zmartwień i ciążących myśli. Jest to książka, która naprawdę może zrelaksować. A jeśli się wciągniecie, zawsze możecie obejrzeć także serial…
            Jest wiele różnych opinii na temat „Plotkary”, ja jednak stwierdzę, że jest to jedna z najlepszych młodzieżowych serii dla dziewczyn, a jak wszyscy wiemy, nie są one często zbyt ambitne stylistycznie, językowo…
Co nie oznacza, że powinniśmy je sobie odpuścić.


Ocena: 6


Nie możesz pozwolić, żeby takie dupki rządziły twoim życiem.

niedziela, 3 listopada 2013

Ludzie Boga (Des hommes et des dieux)

Rok produkcji: 2010
Gatunek: dramat
Czas trwania: 120 min

            „Ludzie Boga” to wzruszający dramat oparty na faktach opowiadający historię o grupie zakonników misjonarzy, którzy muszą odnaleźć się w zupełnie innej niż europejska rzeczywistości. Polecam ten film każdemu, kto jest otwarty na wszelkie emocje, dopuszcza do siebie wrażliwość. Jest to film naprawdę dla każdego, bez znaczenia na poglądy czy wyznanie, ponieważ pokazuje historię ludzie, którzy rodzą się wszędzie na świecie. Ludzi zdeterminowanych, wierzących w swoje poglądy, silnych, współczujących…
            Boję się, że nie wszyscy mogą docenić ogromne znaczenie tego filmu. Spotkałam się z opiniami, iż był on monotonny i nudny. Może to wynikać ze specyficznej budowy tego obrazu. Niektóre sceny są bardzo wydłużane, a także może wystąpić efekt, iż wydawać by się mogło, że nic one nie wnoszą. Dla mnie są one przede wszystkim pokazaniem codzienności. Uświadomieniem widza jak wygląda plan dnia misjonarzy. Codzienne modlitwy i pielęgnowanie ogrodu mogło być dla nich skrajnie monotonne, ale oni trwali w swoich obowiązkach, bo wiedzieli, że są potrzebni.
            Co ciekawe „Ludzie Boga” prezentuje nam dobrze rozrysowane portrety bohaterów. Chociaż żaden z nich nie sprawuje roli nadrzędnej i na nikim kamera nie skupia się szczególnie długo…
            W górach Maghrebu w Afryce znajduje się klasztor, w którym zamieszkuje ośmiu zakonników. Zdecydowaną większość ludności zamieszkujących w okolicy stanowią muzułmanie. Chrześcijańscy księża pełnią ogromną rolę dla ludzi, którzy szukają u nich pomocy. Żyją z nimi w doskonałej relacji, kochają ich i ufają. Księża natomiast świadczą im usługi lekarskie, ponieważ w nigdzie w okolicy nie można znaleźć lekarza.
            Pewnego dnia na terenie klasztoru zjawiają się muzułmanie z nakazem wywiezienia klasztornego lekarza do chorych z ich społeczeństwa. Nie jest to możliwe, jednakże mnisi nie odmawiają nigdy pomocy potrzebującym…
            Niedługo po pomocy zakonników natężają się ataki muzułmanów na chrześcijan. Nigdzie ni jest bezpiecznie. Zakonnicy muszą podjąć jedną z najważniejszych decyzji w ich życiu. Czy wyjechać do bezpiecznej Francji ratować swoje życie, czy trwać przy ludziach, którzy teraz jak nigdy wcześniej ich potrzebują? Przecież oczywistym jest, że klasztor będzie idealnym celem muzułmanów… Jaką decyzję podejmą księża?
            „Ludzie Boga” spodobał mi się dzięki jeszcze jednej rzeczy. Nie ma wyraźnego podziału na dobrych i złych. Jest za to wyraźne ukazanie tego, że dobro może być w każdym z nas tylko niektórzy nie są w stanie go w sobie zobaczyć… Polecam.


Ocena: 7,5


sobota, 2 listopada 2013

Lśnienie (The Shining)

Autor: Stephen King
Liczba stron: 520
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Cena rynkowa: 36 zł

            „Lśnienie” to chyba najbardziej popularna książka Kinga obok takich powieści jak „Carrie”; „Miasteczko Salem” czy „Zielona Mila”. Można mówić co się chce, ale jedno jest pewne, żeby móc wypowiadać się o twórczości Kinga, należy przeczytać tą pozycję.
            Przyznam szczerze, że z wielkimi oczekiwaniami przystąpiłam do czytania „Lśnienia”. I może właśnie te oczekiwania mnie zgubiły. Książka podobała mi się bardzo, zarówno kreacja bohaterów –która (co dla Kinga charakterystyczne) była po prostu świetna, jak i interesujący i intrygujący pomysł na fabułę. Autor jak zwykle wykazał się ogromną pomysłowością. Stworzył obraz czegoś zupełnie nowego dla ówczesnych czasów, a na odzew nie trzeba było długo czekać –ekranizacje i uznanie „Lśnienia” za jeden z najlepszych horrorów świata.
            Dla mnie to jednak nie jest horror sam w sobie. „Lśnienie” należy raczej do książek, które nie mają nas wystraszyć, a jedynie (aż?) trzyma w napięciu. Sprawia, że skupiamy się na powieści i śledzimy fabułę wciąż nie wiedząc co wydarzy się za chwilę.
            Z mojego osobistego, czysto subiektywnego punktu widzenia, niestety muszę stwierdzić, że w „Lśnieniu” brakowało mi czegoś specyficznego. Pewnej iskry, która sprawiłaby, że całkowicie i z całą pewnością powiedziałabym, że jest to horror wszechczasów. Nie chcę tego negować, ale nie mogę przytaknąć…
            Zanim przejdę do fabuły, muszę zauważyć jeszcze jedną, bardzo istotną rzecz. Chodzi mi o motyw, który często jest powtarzany i fakt, jakie ogromne ma znaczenie. Jest to oczywiście nawiązanie do twórczości Edgara Allana Poe, a dokładniej mówiąc do jego utworu „Maska Czerwonego Moru” znana także jako „Maska śmierci szkarłatnej”. Warto zauważyć, iż pojawiający się nieustannie cytat z tego dzieła jest kluczowy. Oprócz tego, zaryzykuję stwierdzeniem, iż cały bal maskowy oparty jest na tym dziele Poe. W końcu i w oryginale pojawia się bal maskowy… Polecam wiec zapoznanie się także z inspiracją Kinga.
            Zanim jednak okaże się, że rozpisuję się co najmniej jakbym pisała pracę licencjacką, przejdę do fabuły.
            Jack Torrance –niespełniony pisarz i nauczyciel, a do tego alkoholik –otrzymuje propozycję nie do odrzucenia. On i jego rodzina –żona Wendy i pięcioletni syn Danny żyją biednie od czasu, kiedy mężczyzna został zwolniony z pracy w szkole. Główną przyczyną tego zwolnienia były niespodziewane wybuchy gniewu, co wkrótce odbiło się na dobru jednego z uczniów.
            Propozycja obejmuje objęcie posady dozorcy w starym hotelu Panorama, który położony w górach, przez całą zimę jest odcięty od świata. Jack podejmuje ryzyko i zamieszkuje w nim ze swoją rodziną. Tylko ich trójka i wielki, stary, pusty hotel.
            Niedługo po spadnięciu śniegu okazuje się, że Panorama właściwie żyje własnym życiem i wpływa na zachowanie domowników. A co więcej, chce dorwać małego Dannego, który jest dzieckiem wyjątkowym. Posiada on niezwykłe zdolności, swoistą wewnętrzną jasność, która pozwala mu czytać w myślach innych ludzi czy przepowiadać przyszłość.
            Panorama zamieszkiwana jest przez kilka stałych domowników –duchy osób, które straciły życie w hotelu. Droga do chłopca jest prosta. Wystarczy dobrać się do jego ojca. Czy Jack to przetrzyma? Rozpoczyna się prawdziwa psychomachia…   

Ocena: 8


Umieranie jest częścią życia. Człowiek musi ciągle się na to nastawiać, jeśli chce osiągnąć pełnię osobowości. A choćby nawet trudno było zrozumieć fakt własnej śmierci, przynajmniej można się z nim pogodzić.