niedziela, 28 grudnia 2014

Zaz –Paris

Artysta: Zaz
Długość: 43:10
Data wydania: 10.11.2014
Gatunek: chanson, jazz, pop tradycyjny

            Zaz powraca i to po roku od wydania ostatniego albumu! Muszę przyznać, że ten krążek naprawdę mnie ucieszył. Ta francuska wokalistka łączy w swoich piosenkach wszystko, co najlepsze! W magiczny sposób przemyca do swojej muzyki klimat Francji, a dokładnie Paryża (stąd zresztą tytuł albumu) i przekazuje go swoim wokalem nastawionym na jazz, soul, chanson... Słuchając „Paris” przeniosłam się do nowego świata. Świata harmonijnych rytmów, małych kawiarenek i poczułam się... naprawdę szczęśliwa.

sobota, 27 grudnia 2014

Christiane F. Życie mimo wszystko (Christiane F., Mein zweites Leben)

Autor: Christiane V. Felscherinow, Sonja Vukovic
Liczba stron: 284
Wydawnictwo: ISKRY
Cena rynkowa 39,90 zł

            Christiane F. powróciła po trzydziestu pięciu latach i stanęła na przeciw wszystkim, którzy nieustannie od premiery „My, dzieci z dworca ZOO” powtarzali: Co dzieje się z najsłynniejszą narkomanką w Berlinie? A może i na świecie... Czy ona jeszcze żyje? Czy powróciła do nałogu? Pytania się mnożyły, gazety śledziły życie tej antybohaterki zamieniając je w piekło... Chociaż –jak mogły to zrobić skoro już wcześniej nim było? Christiane F. wraca i to w wielkim stylu, a ja zastanawiam się tylko –dlaczego? Czy była zmęczona nieustannymi pytaniami, czy może poczuła chęć jeszcze większego zysku? Na całe szczęście „Życie mimo wszystko” dostarczyło mi odpowiedzi na to dość znaczące pytanie.

czwartek, 25 grudnia 2014

Lekko Stronniczy –jeszcze więcej

Autor: Włodek Markowicz & Karol Paciorek
Wydawnictwo: Znak literanova
Liczba stron: 316
Cena rynkowa: 36,90 zł

            Chociaż od premiery tej książki minęło już trochę czasu, ona wciąż pozostaje gorącą pozycją i zdecydowanie nie zalega na sklepowych półkach. Muszę przyznać, że została wydawana w idealnym momencie –kiedy (czy tego chcemy czy nie) LS dobiega końca. Myślę więc, że nie ma lepszego czasu na zamieszczenie tej recenzji –niedługo bowiem zobaczymy ostatnie odcinki tego znanego i raczej lubianego programu nadawanego na YT. Włodek Markowicz i Karol Paciorek zdążyli już przyzwyczaić widzów do swojej energii i spontaniczności, ale w książce postarali się odsłonić –jak sam tytuł wskazuje –jeszcze więcej...

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Francuzki nie sypiają same (French women don’t sleep alone)

Autor: Jamie Cat Callan
Liczba stron: 224
Wydawnictwo: Albatros
Cena rynkowa: 28,60 zł

            Muszę przyznać ze skruchą, że tym razem skusiłam się ze względu na piękną okładkę. Odrzuciłam znane przysłowie: nie oceniaj książki po okładce, a skutki mojego wyboru zaraz  Wam przedstawię. Właściwie rzadko sięgam po wszelkiego rodzaju poradniki, a tym bardziej –poradniki dotyczące spraw sercowych, ale będąc otwartą na wszelką literaturę pomyślałam: raz kozie śmierć!

czwartek, 4 grudnia 2014

Bartolomè Esteban Murillo

          Bartolomè Esteban Murillo (1617-1682) to pochodzący z Hiszpanii malarz, który niestety jest raczej słabo rozpoznawalny w Polsce. Ja również zetknęłam się z jego twórczością przez przypadek. Pierwszym obrazem autorstwa Murillo, który zobaczyłam, był ten pod tytułem "Święta Róża z Viterbo" (ostatni z niżej zaprezentowanych). Muszę przyznać, że urzekła mnie w nim pewnego rodzaju niewinność podkreślona doskonałym doborem kolorystyki. Dzięki temu obrazowi wyruszyłam w podróż po twórczości tego hiszpańskiego malarza i zdecydowanie nie żałuję. Być może teraz i Wy przekonacie się o jego niesamowitym talencie.      

poniedziałek, 13 października 2014

Dzielnica obiecana

Autor: Paweł Majka
Liczba stron: 504
Wydawnictwo: Insignis
Cena rynkowa 39.99 zł

            W końcu i polscy fani doczekali się rodzimej części projektu, którego pomysłodawcą jest Dmitry Glukhovsky –„Uniwersum Metro 2033”. Chociaż premiera książki miała miejsce pod koniec sierpnia, wciąż jest o niej głośno. Sam Glukhovsky podkreślał wielokrotnie, że uważa, iż polskie „Metro” jest jedną z lepszym pozycji w całym „Uniwersum”, a jak jest naprawdę z perspektywy zwykłego czytelnika? Zobaczmy...

sobota, 13 września 2014

Witajcie w Rosji (Рассказы о Родине)

Autor: Dmitry Glukhovsky
Liczba stron: 330
Wydawnictwo: Insignis
Cena rynkowa: 34,99zł

            „Witajcie w Rosji” to książka, na której przeczytanie nie mogłam się doczekać. Na pierwszy rzut oka łączy w sobie wszystko, co kocham w literaturze: dobry styl, reportaż i oczywiście Rosję, której jak zawsze nie da się zrozumieć. I jak zawsze –można w nią tylko wierzyć. Na okładce przeczytałam coś jakże intrygującego –„Witajcie w Rosji” ma być książką szczerą i ukazującą prawdziwy obraz tego kolosalnego kraju. Po raz pierwszy rosyjski autor rozprawia się w sposób krytyczny i bezwzględny ze swoim krajem... A jak jest w rzeczywistości? Przekonajmy się...

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Nim zabierze nas rzeka (Innan floden tar oss)

Autor: Helena Thorfinn
Liczba stron: 528
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Cena rynkowa: 42 zł

            Szwedzi co prawda słyną ze znakomitych kryminałów, ale Helena Thorfinn w naprawdę dobry sposób uświadamia nam, że także w innych gatunkach literackich mogą być znakomici. Ta szwedzka autorka poruszyła bardzo interesujący, a zarazem raczej tłumiony przez mass media i literaturę, temat realnego obrazu funkcjonowania ludzi w krajach Trzeciego Świata, a nawet Czwartego (sic!), o którym w ogóle się nie słyszy, a większość nie ma o nim pojęcia.
            Najogólniej tematem „Nim zabierze nas rzeka” jest Bangladesz, a co za tym idzie również jego różnorodność, mieszkańcy, kontrasty... Autorka powieści jest działaczką na rzecz praw człowieka, a także analityczką społeczną w Szwedzkiej Agencji Rozwoju Międzynarodowego, więc czytelnik może być pewny, że przekazany w książce obraz, chociaż zawierający fikcyjne wydarzenia i bohaterów, jest niestety bardzo podobny do rzeczywistości.
            Co pierwsze rzuca się w oczy? Cudowne rozwiązanie, którym posłużyła się autorka, czyli podzielenie fabuły na dwie, w gruncie rzeczy integralne części. Ukazanie perspektywy bogatej (oczywiście jak na warunki bengalskie) ambasady szwedzkiej i perspektywy mieszkańców Bangladeszu, żyjących w zgodzie z religią i rytmem świata, nieraz tak bardzo okrutnego. Ważna jest również konfrontacja tych dwóch odmiennych światów.
            Książka ma dobrą budowę, nie przypomina nudnego reportażu, który męczy czytelnika suchymi faktami i statystykami. Jest opowieścią, która całościowo wypada bardzo dobrze. Trudne warunki, które oferuje Bangladesz zostały wplecione w fabułę, stanowią oś powieści. Dhaka –czyli stolica tego państwa, staje się pięknym i barwnym miejscem, które traci praktycznie cały swój urok przez zło i okrucieństwo świata, wyzysk tych najbiedniejszych. Świetnie pokazane są w powieści warunki pracy w tamtejszych fabrykach, żądza bogacenia się tych, którzy i tak mają dostatek, a także straty jakie niosą za sobą klęski żywiołowe. Przede wszystkim jednak w oczy rzuca się bezradność mieszkańców Bangladeszu.
            Bohaterami powieści są Sofia Paulin wraz z mężem, którzy przybywają do Bangladeszu ze Szwecji, aby Sofia mogła pracować w ambasadzie szwedzkiej w Dhace. Przyzwyczajeni do luksusu i życia w dostatku muszą poradzić sobie w tej nowej i trudnej sytuacji, odkryć jak żyć w tym pięknym, ale jednocześnie niesprawiedliwym kraju.
            Innymi, nie mniej ważnymi, postaciami są siostry Nazrin i Mina, które postanawiają uciec do Dhaki z rodzinnej miejscowości po tym, jak ich siostra zostaje zamordowana przez własnego męża, co zostaje zatuszowane i okrzyknięte nieszczęśliwym wypadkiem.
            Obie pary bohaterów łączy Dhaka. Stolica –dla jednych zacofane miejsce, dla drugich szczyt pragnień, szansa na lepsze życie. Piękna konfrontacja dwóch innych dróg życia, wcale nie tak od siebie różnych, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.
            Co jeszcze znajdziemy w „Nim zabierze nas rzeka”? Znakomity obraz dążenia miejscowej ludności do stania się bardziej europejskimi. Ludności, która pragnie dobrobytu, gotowej nawet na to, by zmienić swoje wyznanie i całe swoje dotychczasowe życie. Ludności, która nie chce zostać w tyle tylko dlatego, że przyszła na świat w Bangladeszu.


Ocena: 9


Kadija kochała ten kraj, mimo że tego od niej nie oczekiwał. Mimo że był tak oczywiście nieprzychylny ekonomicznie, socjalnie, religijnie, biologicznie, a teraz także pod względem klimatu, nigdzie indziej nie czuła się jak w domu.  

niedziela, 6 lipca 2014

Matrioszka Rosja i Jastrząb

Autor: Maciej Jastrzębski
Liczba stron: 280
Wydawnictwo: Wydawnictwo HELION
Cykl wydawniczy: Editio
Cena rynkowa: 34,90 zł

            To zdumiewające jak mało wciąż wiemy o Rosji. Zdumiewające lub wręcz przeciwnie –całkowicie naturalne. Z jednej strony jest to kraj, który słynie ze znakomitej (w moim odczucie chyba najlepszej na świecie) literatury, z baletu, artystów wszelkiego rodzaju. Z drugiej strony kraj obfity w surowce naturalne i wszelako pojęte bogactwa ziemi i natury –nie wyjeżdżając z Rosji można odmrozić sobie palce, zwiedzając jej północne obszary lub rozkoszować się prawie typowym śródziemnomorskim klimatem. Jest też rosyjska wódka (zaraz po polskiej) najlepsza na świecie. I jest to wszystko –jest też polityka i politycy, są wojny, zmiany lub ich brak. Ale głównie jest niewiedza, bo Rosji chyba naprawdę nie da się do końca zrozumieć.
            Maciej Jastrzębski porównał Rosję do matrioszki, mówiąc, że tak jak ta mała laleczka zwykle przystrojona w ludowy strój, tak Rosja składa się z kilku części składowych. I może nie wszystkie te części nam się spodobają, może nie wszystkie wzbudzają zachwyt, ale na pewno któraś nas przekona. Rosja to różnorodność.
            „Matrioszka Rosja i Jastrząb” to naprawdę świetny reportaż dla ludzi zainteresowanych Rosją, ale także dla tych, którzy swoją przygodę z tym krajem planują dopiero zacząć. Książka jest napisana prostym, przystępnym językiem, a co najważniejsze –przez osobę, która naprawdę wie, o czym pisze, która ma już niemałe doświadczenie w poznawaniu tej kultury.
            I chociaż ostatnio o Rosji zrobiło się naprawdę głośno, a same wspomnienie o tym pięknym kraju budzi niestety negatywne emocje, należy pamiętać, że Rosja to nie tylko polityka –to także jakże serdeczni Słowianie, którzy swoim charakterem prawie nie odstępują Polakom!
Ale zanim znowu zupełnie zboczę z tematu książki... Mogłabym się przyczepić jednej rzeczy, ale nie sądzę, że jest to coś bardzo karygodnego. Przede wszystkim „Matrioszka Rosja i Jastrząb” to pozycja troszkę ogólnikowa, ale jak opowiedzieć o wszystkim na takiej małej ilości stron? I czy o wszystkim w ogóle da się opowiedzieć? Bardzo natomiast podoba mi się to, że Jastrząb poruszył dużo istotnych kwestii. Z książki dowiemy się na przykład o konflikcie w Czeczenii, ale także zostanie nam przybliżone jacy są ci Czeczeni, jakie mają przekonania etc.
Dużo w tej książce kultury i nawiązań, a to bardzo dobrze. Możecie się z niej dowiedzieć nawet jaki jest ulubiony zespół Putina i co więcej, bardzo prawdopodobne, że i Wam spodoba się ta muzyka!
„Matrioszka Rosja i Jastrząb” porusza wszystkie najważniejsze kwestie, nie analizuje ich dogłębnie, ale w dość prosty i klarowny sposób stara się wytłumaczyć. Zaciekawia, niejako wymusza na czytelniku przeanalizowanie swojej wiedzy i przybliża Rosję nie koniecznie pokazując ją w całkowicie złym świetle. Nie musicie się jednak martwić –tak zupełnie kolorowo też nie jest. Rosja to korupcje, to przekręty, to obozy karne, ale w końcu na polskim rynku wydawniczym pojawiła się książka neutralna –jest tak jak jest, a nie tak jak autor chce żeby czytelnicy myśleli, że jest. Serdecznie polecam.


Ocena: 9

wtorek, 1 lipca 2014

Dowód. Prawdziwa historia neurochirurga, który przekroczył granicę śmierci i odkrył Niebo. ( Proof of Heaven: A Neurosurgeon's Journey into the Afterlife)

Autor: Eben Alexander
Liczba stron: 256
Wydawnictwo: Znak Literanova
Cena rynkowa: 29,90 zł

            Kartezjusz twierdził, że każdy człowiek ma w swojej podświadomości wpisane pewne pojęcia. Mówiąc prościej –wie, że coś istnieje, ponieważ może o tym pomyśleć, a może o tym pomyśleć, bo obraz tego co pomyślane, znajduje się w jego głowie. Tak właśnie jeden z pierwszych racjonalistów dowodził istnienia Boga. Nieustanne dążenie do potwierdzenia istnienia siły wyższej towarzyszy człowiekowi od zarania dziejów, a zdania oczywiście są skrajnie różne. Uczucie, że istnieje siła wyższa, przetrwało w podświadomości ludzi, ale czy na to, że jest ona w rzeczywistości jest faktycznie jakiś dowód?
            „Dowód” Ebena Alexandra miał przekonać wszystkich, że Bóg jest i opiekuje się nami –ludźmi. Według mnie Boga tam mało, a dowód –jeśli jakikolwiek jest –to naprawdę nieznaczny. Abstrahując od naszych poglądów, od tego czy wierzymy czy nie, czy praktykujemy czy nie, należy spojrzeć na tę książkę obiektywnie –bez uprzedzeń i bez z góry ustanowionego zdania. Powinno się jej poddać, a nie ją negować. Mimo wszystko według mnie, czegoś tutaj brakuje...
            Autor książki –Eben Alexander –był sceptycznie nastawionym na kwestię wiary neurochirurgiem. Jego zawód, wiążący się z badaniem ludzkiego mózgu, poznawaniem mechanizmów działania wyobraźni i kreowania poglądów, sprzyjał oddalaniu się od wiary w siłę wyższą. Życie toczyło się zwykłym rytmem, a Eben wiódł szczęśliwe, dość dostatnie życie wraz ze swoją rodziną. Pewnego dnia jednak wszystko się zmieniło. Neurochirurg zachorował na tajemniczą chorobę, która nie była wcześniej zapisanym przypadkiem. Pałeczki okrężnicy niczym potężna armia maszerowały między rdzeniem kręgowym, a mózgiem lekarza, Alexander zapadł w trwającą siedem dni śpiączkę. Szanse na jego przeżycie były znikome, wynosiły ok. 1%. A jednak udało mu się przeżyć i opisać to, czego doświadczył. Bez względu na nasze przekonania –wszyscy chyba zgodzimy się, że to był cud.
            Podczas śpiączki Alexander przeniósł się w zaświaty –a przynajmniej w ich przedsionek. Twierdzi, że dostąpił łaski spotkania z Bogiem. Znalazł się w krainie przepełnionej miłością, w miejscu, którego piękna i dobra nie mogą oddać żadne słowa znane człowiekowi. Miłości, dobru i pięknu nie było granic. Jego przewodnikiem była tajemnicza kobieta, która towarzyszyła mu unosząc się na skrzydłach motyla...
            Praca Ebena Alexandra jest bardzo rzetelna. Neurochirurg przeanalizował swój przypadek na kilkanaście możliwych sposobów i starał się uzasadnić swoje przeżycie stricte naukowymi metodami, a nawet starał się doszukać znanych ludziom reakcji ludzkiego mózgu na poszczególne bodźce. Mimo wszystkich tych zabiegów wniosek był jeden –nauka nie jest w stanie wyjaśnić tego, co przeżył lekarz, więc wygląda na to... że faktycznie przeniósł się on w zaświaty.
            Osobiście jak najbardziej uważam, że jest to możliwe. Że Eben Alexander mógł przenieść się w zaświaty, obcować z Bogiem. Jednakże oceniając jego pracę muszę stwierdzić (nie nieukrywanym żalem), że tą książką nie jest w stanie przekonać osoby, która nie wierzy do prawdziwości swoich przeżyć –a podobno taki był cel autora. Z kolei osób, które wierzą nie musi przekonywać, nie musi niczego udowadniać. Dla praktykujących będzie to po prostu kolejne potwierdzenie tego, co i tak już wiedzą.
            Co zaś się tyczy samej treści –muszę przyznać, że najbardziej przekonały mnie wątki dotyczące rodziny i przeszłości lekarza. Sfera profanum przekonuje mnie w stu procentach, sfera sacrum budzi pewne wątpliwości, nawet dla mnie, osoby deklarującej się jako wierząca. Mimo wszystko polecam „Dowód” –myślę, że ilu czytelników, tyle odrębnych zdań o tej –jakby nie było –wyjątkowej książce, która stanowi przykład pewnego rodzaju spowiedzi autora, tylko że do znaczącej liczby odbiorców.


Ocena: 7


Nikt z nas nie jest pozbawiony miłości. Każdego z nas bez wyjątku dobrze zna i otacza opieką Stwórca, który kocha nas bardziej niż potrafimy to sobie wyobrazić.

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Rok 1984 (Nineteen Eighty-Four)

Autor: George Orwell
Liczba stron: 355
Wydawnictwo: Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA
Cena rynkowa: 24,99 zł

            Witajcie w świecie, w którym definicja wolności jest zupełnie inna niż ta, którą wszyscy znamy. Witajcie w świecie kontroli, ograniczeń i jednej słusznej drogi –drogi wiodącej zgodnie z ideologią partii. W świecie, gdzie czujne oko Wielkiego Brata pada na każdego i gdzie nie ma bezpiecznego miejsca. Witajcie w świecie kłamstw, które stają się prawdą, pozorów równości, które w podświadomości mieszkańców i tak zostały obalone. W świecie, gdzie ludzie posługują się nowym językiem, gdzie słów brakuje w tak dużym stopniu, jak produktów spożywczych.
Witajcie w Oceanii.
            „Rok 1984”  -książka, której autorem jest George Orwell (znany również za swój utwór „Folwark zwierzęcy”) to genialna antyutopia, która ukazuje świat pogrążony w komunizmie, pozbawiony prawa indywidualności. Sam pomysł napisania antyutopii wydaje się być fascynujący.
Od lat twórcy starali się zawrzeć doskonałość świata w utworach literackich. Zaczynając od Tomasza Morusa –twórcy pierwszej utopii, czyli dzieła zatytułowanego [po prostu „Utopia” - miejsce, które nie ma prawa istnieć. W jego ślady szybko poszli następni –Campanella, Bacon... Ale Orwell wpadł na to, aby tę koncepcję starannie odwrócić. Zamiast tworzyć to, co jest idealne, ale nie ma prawa bytu, stworzył to, czego wszyscy się obawiają. Wojna, głód, niesprawiedliwość, nierówność... „Rok 1984” daje nam cały pakiet.
Jednocześnie książka Orwella staje się przestrogą, której wydźwięk nie traci na wartości nawet w XXI wieku. Być może autor ujął w dziele swoje przemyślenia o tym, jak w przyszłości będzie wyglądał świat, kiedy komunizm zapanuje nad każdą istotą ludzką, być może tego się obawiał. Historia pokazała nam, że przyszłość niesie za sobą coś zgoła innego... ale czy na pewno? Czy wciąż nie jesteśmy kontrolowani przez tych, którzy stoją nad nami? Czy partia nie decyduje o naszym losie? Metody się zmieniły –skutki niekoniecznie.
Głównym bohaterem „Roku 1984” jest Winston Smith. Nie jest on typowym obywatelem Oceanii. Skrycie, ale głęboko wierzy w omylność partii i dostrzega otaczającą go obłudę. Stara się ukrywać swoje przekonania i wie, że nie może się niczym zdradzić. Wie również, że będzie to bardzo trudne. Życie mieszkańców śledzą bowiem rozmieszczone praktycznie wszędzie teleekrany. Winston mimo wszystko postanawia podjąć ryzyko i prowadzi dziennik, w którym umieszcza swoje najgłębsze przemyślenia. Mężczyzna czuje się jednak osaczony –dodatkowo zaczyna go śledzić pewna młoda kobieta, czyżby była z Ministerstwa Myśli? Wysłana po to, aby dorwać zdrajcę...
Smith nie może być niczego pewien. Tak, jak każdy mieszkaniec. Wierzy natomiast, że jedyna nadzieja, aby uratować i wyzwolić ludzi spod rygorystycznych władz leży w prolach –najniższej warstwie społecznej, która stanowi większość mieszkańców, ale która nie ma żadnych praw...    
„Rok 1984” to zdecydowanie książka trudna, skomplikowana, ale również skłaniająca do refleksji, a może nawet pomagająca docenić  to, co się ma. Na stałe wpisana w kanon klasyków literatury stanowi naprawdę ciekawy i chwilami zdumiewający obraz jakieś odległej (czy na pewno odległej?) rzeczywistości. „Rok 1984” zaskakuje do ostatniej strony. Do ostatniego zdania.

Ocena: 9,5


Istnieje prawda i istnieje fałsz, lecz dopóki ktoś upiera się przy prawdzie, nawet wbrew całemu światu, pozostaje normalny.

niedziela, 29 czerwca 2014

Édouard Manet

Manet jest w Polsce malarzem mało znanym, a szkoda, bo to właśnie ten XIX-wieczny, francuski malarz jest jednym z prekursorów uwielbianego przeze mnie impresjonizmu, a także przedstawicielem akademizmu. Mam więc nadzieję, że chociaż trochę przybliżę Wam tę postać i może niektórych z Was dopiero z nią zapoznam.
Edouard Manet łączył innowacyjne metody z klasycyzmem, jako jeden z pierwszych zaczął odchodzić od realizmu i zwrócił się w stronę impresji, dzięki czemu zyskał miano „Ojca sztuki nowoczesnej”. W dorobku malarza znajduje się ponad czterysta obrazów olejnych, a także pastele i grafiki.
Manet urodził się w 1832 roku. Był synem prawnika i arystokratki spokrewnionej ze szwedzką rodziną królewską. W 1838 roku rozpoczął edukację, ale nigdy nie przykładał się do nauki. Odkrywcą jego talentu był zdecydowanie jego wuj –Edmund Eduard Fournier. To właśnie on zabierał młodego artystę do Luwru. Chociaż ojciec malarza pragnął dla niego kariery prawniczej, słabe wyniki w nauce uniemożliwiły Manetowi dostanie się na wybrane studia i w sumie dobrze, bo dzięki temu świat odkrył jego talent.
W 1850 roku rozpoczął terminowanie w pracowni Thomasa Couture’a, ale przepustką do –powiedzmy –sławy było zamieszczenie jego prac w Salonie Paryskim. Artysta zmarł w Paryżu w 1883 roku z powodu powikłań w wyniku syfilisu. W pogrzebie uczestniczył m.in. Emil Zola –prekursor naturalizmu w literaturze francuskiej i światowej.

Manet inspirował się w dużym stopniu Tycjanem. Najsłynniejsze obrazy Maneta to „Śniadanie na trawie” i „Olimpia”. Swoją sławę zyskały głównie dzięki kontrowersjom, z jakimi się wiązały. Pierwszy z nich prowokował ukazaniem nagiej kobiety wśród modnie ubranych mężczyzn –w obrazie można dostrzec inspiracje Tycjanem („Koncert wiejski”) i Rafaelem („Sąd Parysa” –głównie inspiracja dotycząca kompozycji). „Olimpia” z kolei ukazuje nagą, młodą kobietę, która jest prostytutką. U jej nóg leży kot, symbolizujący zmysłowość, kobiecość i seksualność. Zsuwające się ze stóp modelki pantofle, są swoistą metaforą jej nieczystości, co wzbudzało tak ogromne kontrowersje. Również ten obraz był inspirowany twórczością Tycjana („Wenus z Urbino”).  

"Śniadanie na trawie"

"Olimpia"

"Bar w  Folies-Bergère"

"Balkon"


"Kobieta przed lustrem"

"Nana"

"Portret Emila Zoli"



wtorek, 24 czerwca 2014

Wołanie kukułki (The cuckoo’s calling)

Autor: Robert Galbraith
Liczba stron: 452
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Cena rynkowa: 39,90 zł

            „Wołanie kukułki” to wielki powrót J.K. Rowling, tym razem ukrytej pod pseudonimem Roberta Galbraitha. Jednocześnie jest to druga powieść po („Trafnym wyborze”) tej autorki, która jest kierowana do dorosłych czytelników. W porównaniu z poprzednią książką, której fabuła całkowicie odbiega od tej i w gruncie rzeczy nie ma z nią nic wspólnego, „Wołanie kukułki” jest bardziej przemyślane, wyważone. Ambicja nad stworzeniem dobrego tekstu nie przeważa nad faktycznym rezultatem.
            „Wołanie kukułki” nazwałabym typowym, dobrym kryminałem. Nie wybitnym, ale dobrym. Takim, który czyta się przyjemnie, który wzbudza zainteresowanie, może pobudza wyobraźnię. Książka ta łączy w sobie dobrze skonstruowane portrety bohaterów z dość niewymuszoną fabułą, co całościowo stanowi świetne połączenie.
            Cormoran Strike wydaje mi się postacią najbardziej wyrazistą. Prosta, ale zarazem oszałamiająca inteligencja i logiczne działania w pracy, kontrastują z nieporadnym życiem społecznym, z nieumiejętnością znalezienia miejsca na ziemi. Strike po służbie wojskowej w Afganistanie wraca bez kończyny, jego burzliwy związek prawdopodobnie definitywnie się już zakończył, nie utrzymuje bliższych relacji z rodziną (nie licząc siostry), a jako detektyw nie może narzekać na natłok pracy. Właściwie to tonie w długach, a pracy nie ma w ogóle…
            Ale wygląda na to, że to chaotyczne, ale w gruncie rzeczy proste i nieszczęśliwe życie, wkrótce się zmieni. Przede wszystkim w biurze Strike’a zjawia się nowa sekretarka, wysłana z Biura Tymczasowych Rozwiązań –Robin. Kobieta, której wiedzie się naprawdę dobrze stanowi doskonałe przeciwieństwo zamkniętego na świat detektywa. Ich współpraca może być zdumiewająco dobra lub… w ogóle się nie kleić…
            Pewnego dnia w biurze Cormorana Strike’a zjawia się John Bristow z ciekawym zleceniem. Mężczyzna oczekuje bowiem niemożliwego –proponuje Cormoranowi, aby przyjrzał się śmierci jego siostry –sławnej modelki Luli Landry. Śmierć kobiety wzbudza w mediach niemałe emocje, a poczynania policji są śledzone przez cały świat. Decyzja jest jednak jednoznaczna –Landry popełniła samobójstwo i nie ma żadnych oznak, że mogłoby być inaczej. Bristow jednak uparcie wierzy, że jego siostra nie odebrała sobie życia, a jej śmierć nie była przypadkowa. I chociaż na początku sceptyczny Strike w końcu godzi się przyjąć zlecenie, głównie przez to, że jest kuszony podwójną stawką, im dłużej bada on sprawę, tym bardziej upewnia się, że rzeczywiście sprawa nie jest do końca oczywista… Pojawia się wiele niejasności, podejrzani są wszyscy, a jednocześnie nikt. Strike brnie przez życie sław i stara się rozwiązać zagadkę wraz z pomocą niestrudzonej Robin. Ale… Jaki będzie rezultat?
            „Wołanie kukułki” to dobry kryminał, którego fabułą przyciąga, aczkolwiek według mnie w niektórych momentach budowana jest zbyt długo. Ciekawe natomiast są opisy Londynu, w którym rozgrywa się akcja książki. Czytelnik faktycznie może poczuć się obserwatorem zdarzeń, a jednocześnie znaleźć się w środku wielkiego miasta, który kusi swoją różnorodnością –luksusem i małymi uliczkami z ukrytymi wszędzie kameralnymi barami… J.K. Rowling vel Robert Galbraith stworzyła udaną książkę i jeszcze raz udowodniła, że porusza się płynnie między gatunkami literackimi.


Ocena: 8


Są jakieś granice bólu, który można wytrzymać.

piątek, 20 czerwca 2014

Mitologia Słowian

Autor: Aleksander Gieysztor
Liczba stron: 270
Wydawnictwo: Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe

            Chociaż fakt ten jest dosyć przykry –niezaprzeczalnie jest również prawdziwy –mitologia jednoznacznie kojarzy się większości z nas z mitologią grecką tudzież rzymską i dziełami takich wybitnych twórców jak Parandowski lub Kubiak. Mity greckie są stale wpisane do kultury, do mediów szerokiego przekazu, są ogólnodostępne, przerabiane w polskich szkołach… I wszystko to jest wspaniałe, naprawdę, bo przecież mitologia –wierzenia ludzi z dawnych epok, jest naprawdę ciekawa! Żałuję tylko, że tak mało z nas sięga dalej. Nie zatapiamy się w wierzeniach innych nacji, nie szukamy korzeni własnej kultury, pozbywamy się folkloru i ludowości, która w wydaniu słowiańskim jest przecież tak bardzo magiczna…
            „Mitologia Słowian” to utwór, który podejmuje naprawdę trudnego tematu. Wierzenia ludności słowiańskiej bowiem wciąż pozostają bardzo mało znane, mało zbadane. A co najgorsze –ludzkość na zawsze utraciła szansę bliższego poznania kultury przedchrześcijańskiej, która kształtowała się właściwie na terenach dzisiejszej Europy Środkowej i Wschodniej, a którą to właśnie chrześcijaństwo w gruncie rzeczy wyplewiło.
            Moim pierwszym spotkaniem ze spuścizną kultury słowiańskiej była właśnie ta pozycja. „Mitologia Słowian” to jedna z pozycji, które znalazły się w cyklu „Mitologie świata”. Myślę, że książka ta, autorstwa Aleksandra Gieysztora jest naprawdę cennym utworem, który owocuje w przydatne informacje. Zastanawiam się jednak, czy na pewno jest to dobra pozycja na wkroczenie do świata Słowian. Język, którym posługuje się autor jest trudny, momentami zawiły, co może stanowić pewnego rodzaju przeszkodę. Z drugiej strony „Mitologia Słowian” daje nam proste informacje, które nie są ani przesadzone ani nie są wyniki zbyt śmiałej interpretacji.
            Co zaś się tyczy samej treści książki… Przede wszystkim „Mitologia Słowian” oferuje nam dobre wprowadzenie w kulturę i całą tzw. otoczkę, która się z nią wiąże. Mam na myśli opisanie miejsc kultu, fotografie znalezisk itp., co stanowi dość ciekawe uzupełnienie treści właściwej. Osobiście przeszkadzały mi odrobinę ciągłe rozważania na temat etymologii poszczególnych nazw, ale z drugiej strony, gdyby były nieco mniej rozbudowane, stanowiłyby świetny punkt zrozumienia skąd poszczególne nazwy (na przykład bogów) się wywodzą i jakie to ma odzwierciedlenie w innych religiach, innych regionach. I właśnie te porównania między wierzeniami są w tej pracy strzałem w dziesiątkę.
            Jeśli natomiast chodzi o sam poczet bóstw to niestety trzeba przyznać, że wiedza na ten temat nawet dzisiejszych badaczy jest względnie nieduża. Na szczęście Gieysztor przybliża nam najważniejsze postacie, bóstwa czy duchy. Wyjaśnia nam również, że to nie drzewa były święte i że nasza rodzima kultura obfituje w niesamowite historie, gdzie kołtuny na głowie są czymś zdecydowanie dobrym, a bóstwo może objawić się w każdej chwili. W „Mitologii Słowian” znajdziemy również przepięknie mity kosmogoniczne. Podobało mi się także przedstawienie mniejszych bóstw takich jak kuszące mężczyzn wiły, czy niosące niepokój latawce.
            Mam nadzieję, że chociaż trochę przekonałam Was do wstąpienia w świat pradawnych bogów, obelisków i mitycznych stworzeń (wiły, latawce) i że już niedługo coraz więcej ludzi obudzi w sobie zainteresowanie mitologią nieco odmienną niż grecka.

Ocena: 7

czwartek, 19 czerwca 2014

Przedwakacyjny stosik

            Jeszcze tylko tydzień i już mamy wakacje! Z tej okazji pomyślałam, że dobrze byłoby zaprezentować Wam kilka pozycji, które w ostatnim czasie udało mi się przeczytać i również tych które czekają w mojej długiej liście czytelniczej. Żeby umieścić każdą książkę z tej listy mój stosik musiałby mieć kolosalną wysokość, więc liczę na to, że wybaczycie mi fakt, że jest on nieco ogołocony. :)


  1. Johannes Stahl „Street art” –wyd. h.f.ullmann, liczba stron: 288.
  2. Lauren Oliver „Delirium” –wyd. Otwarte, liczba stron: 360.
  3. Helena Thorfinn „Nim zabierze nas rzeka” –wyd. Prószyński i S-ka, liczba stron: 528.
  4. George Orwell „Rok 1984” –wyd. Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA, liczba stron: 355.
  5. Lew Tołstoj „Anna Karenina” –wyd. Państwowy Instytut Wydawniczy, liczba stron: 906.
  6. Anthony Kiedis & Larry Sloman „Blizna” –wyd. Sonia Draga, liczba stron: 466.
  7. Emil Zola “Nana” –wyd. Państwowy Instytut Wydawniczy, liczba stron: 351.
  8. L. J. Smith „Dusze Cieni” –Pamiętniki Wampirów –Księga 3 –wyd. Amber, liczba stron: 504.



sobota, 7 czerwca 2014

Dziedzictwo przodków –Tod mit uns (Наследие предков / Nasledije priedkow)

Autor: Suren Cormudian
Liczba stron: 480
Wydawnictwo: Insignis
Cena rynkowa: 34.99 zł

            „Dziedzictwo przodków” to  kolejna część z serii Uniwersum Metro 2033, która została wydana w Polsce. Uniwersum Metro 2033 to międzynarodowy pomysł, którego twórcą jest Dmitry Glukhovsky, zrzeszający różnorodnych pisarzy, mających swój własny pomysł na okrutną rzeczywistość po zagładzie świata, ukazaną w „Metrze 2033” i „Metrze 2034”.
            Autor przenosi czytelnika na tereny Kaliningradu i konfrontuje z tamtejszą rzeczywistością, która w porównaniu z tym, co mogliśmy doświadczyć w innych częściach serii –wydaje się być całkiem znośna –oczywiście do czasu.
            Tereny Kaliningradu szczęśliwie ominęły bezpośredniego ataku bronią jądrową, a promieniowanie nie stanowi największego zagrożenia. Nawet przerażające mutanty w gruncie rzeczy wcale nie są aż tak przerażające. Olbrzymie kraby wyłaniające się z morza, które z łatwością poddają się broni Marynarki Wojennej stacjonującej na wybrzeżu Kaliningradu, faktycznie wydają się dość prymitywną formą mutacji, jeśli skonfrontujemy je z innymi niebezpieczeństwami, które zostały już wcześniej zaprezentowane w Uniwersum. Ale żeby nie było aż tak nudno –wybrzeże jest spowite dziwną, żółtą mgłą, której wdychanie może okazać się śmiertelne.
            Mieszkańcy Kaliningradu są zmuszeni toczyć nieustanny bój o życie –tak, jak wszyscy mieszkańcy Ziemi, którym udało się przeżyć. Jedynie wspólnota Piątego Fortu może liczyć na względne bezpieczeństwo. Problem stanowi jednak nieumiejętne jej zarządzanie. Oprócz tego Piąty Fort czeka z udzieleniem pomocy członkom dawnej marynarki wojennej, stacjonującym w Krasnotorowce, którzy już niedługo będą musieli zmierzyć się ze znacznie większym zmartwieniem niż promieniowanie, które musza znosić codziennie.
            Na wybrzeżu pewnego dnia pojawia się flaga ze swastyką. Niedługo potem nie ma już żadnych wątpliwości –w dawnym Kaliningradzie pojawili się naziści. Jednak czy ich zamiary są chociaż w połowie zbliżone do zamiarów nazistów sprzed lat? I czym jest tajemnicze dziedzictwo przodków?
            Pod terenami Kaliningradu mieszczą się nieskończone tunele pozostawione przez Trzecią Rzeszę w trakcie drugiej wojny światowej. To właśnie tam skupiają się mieszkańcy, ale nie mają nawet pojęcia co kryje się w mroku i co ten mrok może im przynieść. Groźba wybuchu kolejnej wojny wisi w powietrzu. Przyszłość jest niepewna, a zagrożenie ogromne…
            „Dziedzictwo przodków” odchodzi tematem i może nawet koncepcją od serii Uniwersum jaką znamy, ale według mnie zmiana ta jest naprawdę dobra. Dla fanów historycznych ciekawostek będzie to ciekawa lektura. W książce tej na pewno nie brakuje również dobrze zbudowanych bohaterów, wartkiej akcji i płynnego przechodzenia między płaszczyznami. Wydaje mi się jednak, że między zakończeniem, a budowaniem akcji istnieje wyraźna dysproporcja, a budowanie samej akcji jest odrobinę za długie. Ale to już takie nic nie wnoszące zrzędzenie, ponieważ „Dziedzictwo przodków” naprawdę jest jedną z najlepszych książek tej serii, która wyszła w Polsce, chociaż powstrzymam się przed powiedzeniem „najlepszą”.


Ocena: 8

Czas jest jak morskie fale. Wrzucisz do morza odłamek szkła z ostrymi krawędziami i po jakimś czasie stanie się pięknym, gładkim i matowym kamykiem. Nie zostanie nawet ślad po ostrzu, o które można się było pokaleczyć.

piątek, 23 maja 2014

Ojciec Chrzestny (The Godfather)

Autor: Mario Puzo
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 480
Cena rynkowa: 14.99 zł

            „Ojciec Chrzestny” to jedna z książek, które od razu prawie każdemu kojarzą się z klasyką. Wbrew pozorom, naprawdę trudno oceniać powieści, które już wcześniej zostały okrzyknięte kultowymi przez kogoś innego. Czy nasza ocena nie traci indywidualizmu? Czy nie staje się uzależniona od powszechnego stwierdzenia, że jeśli uznali ją za dobrą to rzeczywiście musi taka być… Uwielbiam jednak chwile, kiedy okazuje się, że wcale nie trzeba naciągać prawdy i robić czegoś pod publikę, bo książka okazuje się naprawdę wspaniała.
            „Ojciec Chrzestny” to wysmakowana pozycja dla inteligentnego czytelnika, który może doświadczyć wszystkich uczuć po kolei –wzruszenia, przestrachu, rozbawienia –podanych w jeden z najlepszych literackich sposobów. Inteligentna gra toczona z czytelnikiem, dobrze skonstruowane dialogi i porywający motyw… Czegóż chcieć więcej?
            Drogi czytelniku mam więc dla Ciebie propozycję nie do odrzucenia. Sięgnij po tę pozycję i od pierwszych stronnic zanurz się w życie mafii i włoskiej –sycylijskiej –tradycji, gdzie każdy smak, zapach i ruch ma znaczenie. Gdzie nie ma łatwych decyzji, a wybory, które stawia los mogą okazać się zgubne.
            Tytułowym Ojcem Chrzestnym jest Don Vito Corleone –niesamowicie inteligentny mężczyzna, który stoi na czele swojej mafijnej Rodziny. Człowiek, któremu się nie odmawia, bo odmowa może oznaczać tylko i wyłącznie śmierć. Człowiek, którego jedno spojrzenie potrafi wyrazić więcej niż długie i zbędne zdania. Człowiek, który budzi szacunek, a jednocześnie manipuluje ludźmi w ten sposób, że nie zdają sobie z tego sprawy, a wkrótce zostają jego dłużnikami…
            Pewnego dnia Corleone odmawia wejścia do spółki zajmującej się przemytem i handlem narkotykami. Wszystko wskazuje na to, że nowojorskie Rodziny zmierzają w stronę wojny. Konflikt potęguje odważny czyn przeciwników Corleone jakim jest zamach na jego życie. Interesy i godność Rodziny pozostaje w rękach synów mężczyzny. Który z nich okaże się godnym zastępcom dona? I czy zastępca będzie naprawdę potrzebny?
            „Ojciec Chrzestny” to jedna z książek, które na stałe weszły do kanonu klasyków literatury XX wieku. Na jej podstawie nakręcono głośny film pod tym samym tytułem z Marlonem Brando w roli głównej, który został obsypany Oscarami.
            Jest to także pozycja, którą naprawdę warto przeczytać, ponieważ daje nam styczność z niesamowitym światem, którego w gruncie rzeczy większość z nas nie zna, a jednocześnie uczy nas czym jest prawdziwy honor i walka o swoje zdanie.

Ocena: 10


Wielcy ludzie nie rodzą się wielkimi, tylko się nimi stają.

piątek, 2 maja 2014

Kwiat pustyni (Desert flower: the extraordinary journey)

Autor: Waris Dirie, Cathleen Miller
Liczba stron: 250
Wydawnictwo: Świat Książki
Cena rynkowa: 29.90 zł

            Po przeczytaniu „Kwiatu pustyni”  przez dłuższą chwilę zastanawiałam się co sprawia, że już od tylu la, książka ta przyciąga coraz to nowych czytelników i wciąż –dla kolejnych pokoleń –jest tak samo poruszająca, tak samo wstrząsająca. I kiedy tak dumałam, stwierdziłam, że przecież odpowiedź jest banalnie prosta. Czytelnicy łakną prawdy, a jeśli historie są oparte na faktach, a do tego kończą się happy endem jakby były jedną z bajek, to myślę, że mogą oni być w pełni ukontentowani. Nic tak nie trafia do odbiorcy jak cierpienie i historie, które w swojej brutalności, w swojej nieprawdopodobności ukazują rzeczywiste, brutalne oblicze świata.
            „Kwiat pustyni” nie jest książką napisaną genialnym językiem literackim i nie jest również idealna pod względem stylistycznym, ale oba te czynniki paradoksalnie nie wpływają na odbiór książki. Czytając „Kwiat pustyni” czytelnik pragnie zapoznawać się z treścią, a nie z formą…
            Książka jest właściwie biografią pochodzącej z Somalii Waris Dirie, która w latach 80 i 90 XX wieku była znana jako jedna z najlepszych modelek świata. Na przełomie XX i XXI wieku pełniła również rolę ambasadorki ONZ.
            „Kwiat pustyni” to rzetelny zapis tego, przez co Waris Dirie musiała przejść, aby znaleźć się na szczycie –a oprócz tego potwierdzenie, że na pewno nie było to łatwe. Dirie urodziła się bowiem w somalijskiej rodzinie nomadów –koczowniczego plemienia przemierzającego pustynie Somalii. Chociaż ona i jej rodzina nie miała zbyt wiele, żyjąc w zgodzie z naturą i przestrzegając jej rytmów, wiedli ciężkie, ale szczęśliwe, rodzinne życie. Nie byli uzależnieni od pędzącego rytmu życia –doceniali każdy dzień nie myśląc o przeszłości i przyszłości. Liczyło się tu i teraz.
            Dramatycznym przeżyciem było dla Dirie obrzezanie w wieku 5 lat, czyli zabieg, któremu poddawane są praktycznie wszystkie mieszkanki Somalii i ogromna liczba kobiet w całej Afryce, a także na całym globie.
            Waris Dirie w swojej książce opowiada całą historię swojego życia, a niewątpliwie ważnym momentem była ucieczka od rodziny –co nie było łatwe także ze względów emocjonalnych –w momencie, gdy w wieku 13 lat jej ojciec chciał wydać ją za mąż za mężczyznę starszego od niej przeszło o pięćdziesiąt lat… Waris postanowiła więc uciec i żyć na własną rękę, nie mając praktyczniej żadnej wiedzy o otaczającym ją świecie.
            Zbieg wydarzeń i kilka szczęśliwych przypadków sprawiło, że Waris Dirie znalazła się w Londynie, gdzie rozpoczęła swoją –jakby nie było –wielką modelarską karierę, która paradoksalnie sprawiła, że ludzie usłyszeli o problemie obrzezania na świecie. Było to możliwe dzięki rozgłosowi, jaki skupił się na Dirie…
            „Kwiat pustyni” przyciąga swoją brutalnością. Sprawia, że czytelnik zastanawia się nad tym co ma i jak wielką wagę przywiązuje do rzeczy mało ważnych. Bezpośrednio trafia we wrażliwość człowieka i robi to prostym, niewymuszonym językiem. Przypomina, dlaczego ludzie wciąż boją się świata – właściwie ludzi, którzy nim „panują” i ich chorego nieraz fanatyzmu, który dopuszcza cierpienie milionów w ramach tradycji i przyzwyczajeń rytualnych…

Ocena: 9


Jeżeli zaczniesz się przejmować porażkami, rozpadniesz się na kawałki.

czwartek, 24 kwietnia 2014

Swego nie znacie… #1 Iza Lach

            Na początku kilka słów wstępu o nowej serii, która zagościła na moim blogu. „Swego nie znacie…” to oczywiście nawiązanie do „Swego nie znacie, cudze chwalicie”. Moim zamierzeniem jest przedstawić Wam polskich artystów wszelakich –muzyków, grafików, malarzy… Chcę wam przez to zademonstrować, że Polacy też mogą się pochwalić niezłym dorobkiem –dzisiaj będzie o dorobku muzycznym.

            Iza Lach to artystka, o której właściwie większość słyszała, ale nie do końca, niedokładnie, nieuważnie…Na szczęście jej sława sukcesywnie rośnie, co ogromnie mnie cieszy, ponieważ już od kilku dobrych lat jest to jedna z moich ulubionych wokalistek –i ulubiona wokalistka polska!
            Iza Lach zadebiutowała dość wcześnie, gdyż… jako pięciolatka w jakże sławnym kiedyś programie „Od przedszkola do Opola”. W 2008 roku wydała swoją pierwsza płytę, dzięki wytwórni EMI Music Poland. Płyta zatytułowana „Już  czas” zyskała sławę dzięki singlowi „Nie”, ale chwilowa popularność odbiła się na odbiorcach bez echa. Ot zwykła dziewczyna z Łodzi (swoją drogą Łódź w polskiej muzyce kojarzy mi się jak najbardziej pozytywnie)z niezłych (bardzo dobrym!) głosem wydaje płytę. Nic nowego, prawda?
            Może po prostu było za wcześnie na wielką karierę? W końcu Iza Lach to rocznik ’89. Może brakowało doświadczenia? Większą popularność przyniosła jej świetna płyta „Krzyk” z 2011 roku (recenzje możecie przeczytać na moim blogu –jeden z pierwszych postów). Odbiorcy dostali wspaniałą mieszankę mądrych tekstów (których autorką jest… również Iza Lach) i dobrą, rytmiczną muzyką. Teksty trafiają do słuchacza swoją prostotą, a utwory zachwycają melodycznością.

            Wszystko dobrze, ale to rok 2012 przyniósł łodziance pozytywną niespodziankę. Nasza rodaczka wygrała konkurs organizowany przez samego…Snoop Dogga (Liona) na remix jego piosenki. Rezultat? Dwa albumy, których produkcją zajął się znany wokalista. Oprócz tego możemy usłyszeć ich wspaniałe duety, czasem utrzymane w rytmach reggae. Pozytyw współpracy jest jeszcze jeden –zagraniczna sława naszej piosenkarki. Nic tylko chwalić! Bo chociaż wielu się stara, mało komu się udaje. A nie wiecie nawet jaką przyjemność sprawia czytanie komentarzy pod piosenkami Snoop Dogga :”Who’s Iza?”.  Słuchajcie, obczajajcie, podziwiajcie! Umieszczam kilka owoców jej pracy i linka Facebooka Izy Lach.

Facebook -> Iza Lach






wtorek, 22 kwietnia 2014

Chemia śmierci (The Chemistry of Death)

Autor: Simon Beckett
Liczba stron:320
Wydawnictwo: Amber
Cena rynkowa: 14.90 zł

            „Chemia śmierci” to kryminał, który wciągnął mnie już od pierwszych stron. Muszę przyznać, że to książka, w której naprawdę świetnie został wykreowany świat przedstawiony ze wszystkimi jego elementami. Wartka akcja, bohaterowie, fabuła, miejsce… Wszystko to jest kluczem do napisania dobrego kryminału –ale niestety w niektórych książkach tego rodzaju brakuje co najmniej jednego elementu. W „Chemii śmierci” jest inaczej. Tam wszystko jest dopracowane. A kiedy czytelnikowi wydaje się, że zna już rozwiązanie zagadki, że zdążył rozgryźć autora… przekonuje się jak bardzo się mylił.
            Akcja powieści rozgrywa się w małej mieścinie leżącej w środku… niczego. To miasteczko położone w Wielkiej Brytanii jest zupełnie odizolowane od świata. Bezpieczne, ciche… Doskonały azyl dla kogoś, kto pragnie uciec od przeszłości, od zmartwień, od wielkomiejskiego szumu. Właśnie perspektywa spokoju skłoniła Davida Huntera do przyjazdu do Manham –bo tak nazywa się miasteczko. Mężczyzna obejmuje stanowisko lekarza, a właściwie pomocnika lekarza głównego. Nikt z mieszkańców miasteczka nie zdaje sobie sprawy, że Hunter w przeszłości zajmował się antropologią sądową, co więcej –nikt nie spodziewa się, że niedługo w Manham antropolog sądowy będzie niezwykle potrzebny…
            Życie w Manham jest dla Davida dość dużym wyzwaniem. Mieszkańcy miasteczka i samo Manham egzystują w dziwnej symbiozie. Nic nie może prawidłowo funkcjonować bez drugiego czynnika. Małomiasteczkowość na pewno stwarza pewnego rodzaju azyl, ale mieszkańcy Manham preferują życie w zwartej grupie. Nie dopuszczają do siebie nowoprzybyłych, a jeśli już to robią to bardzo nieufnie. David jako lekarz musi więc wzbudzić w mieszkańcach zaufanie, co nie jest łatwym zadaniem.
            Pewnego dnia dwóch chłopców znajduje zwłoki w dużym stopniu rozkładu. Roztrzęsieni chłopcy powiadamiają odpowiednie służby. Zwykły patolog nic nie może zdziałać, nie da się określić kim była ofiara. Tutaj wkracza doktor David Hunter. Miejscowa policja zdołała dotrzeć do jego przeszłości i odkryć jego profesję… Pozostaje jeden problem: Czy David Hunter zgodzi się znowu działać jako antropolog? I czy nie będzie to dla niego zbyt bolesne…
            Manham skrywa tajemnice, o istnieniu których nie śniło się żadnemu z mieszkańców. Jednakże tak zwarty organizm jak to miasteczko trudno będzie osłabić. Szczególnie jeśli jego mieszkańcy nie dopuszczają do siebie ogromu tragedii lub ślepo wierzą, że nic się przecież nie stało…
            Dawno nie czytałam kryminałów, chociaż kiedyś to uwielbiałam. Muszę przyznać, że „Chemia Śmierci” przypomniała mi w dobry sposób za co uwielbiam książki tego rodzaju. Polecam wszystkim fanom kryminału. Dobrego kryminału.

Ocena: 9


Nie ma drugich szans, są tylko inne. Jakąkolwiek podejmiesz decyzję, życie zawsze będzie inne niż wtedy, gdybyś podjął inną.