czwartek, 30 stycznia 2014

Krabat (Krabat)

Autor: Otfried Preussler
Liczba stron: 237
Wydawnictwo: Bona
Cena rynkowa: 34,90 zł

            „Krabat” to mroczna opowieść, która właściwie jest naprawdę kompletna. Wszystko jest w niej dopracowane –bohaterowie są całkowicie realni wraz z całą swoją brutalnością lub bezradnością, zarówno  z wadami jak i zaletami. Historia i pomysł na fabułę? Niesamowity, tajemniczy, w pewnym sensie fascynujący, a o to chodzi w fantastyce.
            Osobiście nie czytam zbyt często książek o podobnej tematyce, a w szczególności niemieccy autorzy są dla mnie tajemnicą, ale skuszona pozytywnymi recenzjami znajomych, sięgnęłam po książkę „Krabat” i wcale tego nie żałuję. Uwielbiam dobrą literaturę, a niezaprzeczalnie powieść ta się do niej zalicza. Przede wszystkim oczarowały mnie nawiązana do kultury łużyckiej i ogólnie rzecz biorąc fakt, że jest ona obecna w tej pozycji.
            Ciekawym urozmaiceniem, a właściwie czynnikiem budującym akcję powieści jest sztuka czarnej magii, która stwarza odwieczny dylemat każdego z nas –po której stornie się opowiedzieć? Dobra czy zła? Światła czy mroku?
            Podróż Krabata zaczyna się dość nietypowo. Chłopcowi przez kilka nocy z rzędu śni się ten sam sen, z którego dość jasno wynika, że musi udać się do młyna na Koźlim Brodzie. Krabat postanawia zaufać swojemu instynktowi i opuszcza dotychczasowe życie. Pożegnanie nie jest dla niego trudne –jako osierocony chłopiec może kierować tory swojego losu w każdą stronę. Postanawia więc, że jego przyszłość na pewno będzie zależna od młyna…
            Miejscowi z obawą spoglądają w stronę młyna i szepczą między sobą, że miejsce jest przeklęte –to jednak nie zniechęca Krabata. Na miejscu okazuje się, że przekraczając próg tajemniczego miejsca, stał się on jednym z dwunastu uczniów tajemniczego i bezwzględnego Mistrza –mężczyznę, który groźnie łypie na swoich uczniów jednym okiem, a drugie kryje za przepaską. Z młyna nie ma drogi powrotu, nie ma ucieczki. Miejsce jest całkowicie jest zależne od Mistrza i jego czarów.
            Chłopcy stopniowo poznają tajniki prastarej magii i regularnie pracują w młynie. Można powiedzieć, że życie młodych czeladników jest cyrkularne niczym pory roku. Praca, sen, pożywienie, nauka czarów… Wszystko podporządkowane Mistrzowi, który na Koźlim Brodzie zbudował stałą i stabilną hierarchię. Ale czy to możliwe, by Mistrz też się kogoś lękał? Na Koźlim Brodzie dzieją się dziwne rzeczy, wszyscy żyją w dziwnym lęku, a Krabat wkrótce ma się przekonać na własnej skórze, że nic nie jest takie, jakie wydaje się na pierwszy rzut oka.  
            „Krabat” to powieść dla czytelnika w każdym wieku. Elementy baśniowe i wszechobecna atmosfera magii sprawiają, że czujemy się w środku wydarzeń. Kreujemy swój pogląd na konkretne sprawy, towarzyszymy czeladnikom i samodzielnie decydujemy czy zapałać do nich sympatią czy może nienawiścią. Książkę te określiłabym mianem pięknej i kompletnej, ale mimo wszystko czegoś mi w niej brakowało. Ale nie mam pojęcia czego –wszystko przecież było! I ciekawe zaskoczenie, akcja trzymająca w napięciu do ostatniej strony również były. Czy może chodzi o to, że wyrosłam z baśni? Też nie –bo przecież nie da się z nich wyrosnąć. Życie jest baśnią, czyż nie? Może po prostu chodzi o to, że nie zmienię swojego poglądu dotyczącego fantastyki…


Ocena: 8

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Baśnie Barda Beedle’a (The Tales of Beedle the Bard)

Autor: J.K. Rowling
Wydawnictwo: Media Rodzina
Liczba stron: 112
Cena rynkowa: 19,90 zł

„Baśnie Barda Beedle’a” to gratka dla każdego wiernego fana Harrego Pottera. J.K. Rowling sprawiła ogromną radość wszystkim, którzy pragną zagłębić się w lekturze tych samych baśni, na których wychowywany był Ron i które tak skrupulatnie analizowała Hermiona. A co zwykły, mugolski czytelnik może wynieść po przeczytaniu tej, jakby nie było, krótkiej lektury?
Baśnie prezentowane przez Rowling nie różnią się znacząco od tych, które znamy –szczególnie jeśli chodzi o ich funkcję dydaktyczną. W zbiorze znalazło się pięć opowiadań, a każde z nich niesie ze sobą skonkretyzowany morał, ubarwiony otoczką świata czarodziejów. Magiczne stworzenia, różdżki, akcesoria prawdziwego czarodzieja, czary, magia… Wszystko czego doświadczyliśmy czytając z pasją cykl o Harrym Potterze do nas powraca. Czytelnik może zagłębić się w świat magii i czarodziejstwa i studiować te proste opowieści, odkrywając ich ukryte znaczenie i wynosząc z lektury pewne doświadczenie. Doświadczenie, które objawia się przy czytaniu każdej książki, czyli poszerzanie swojej wiedzy i zwiększenie wrażliwości…
Podstawową różnicą między „Baśniami Barda Beedle’a”, a tymi, które znamy z dzieciństwa jest bardzo prosta. Możemy spokojnie stwierdzić, że czarodzieje nie boją się mówić o przemocy. Ukazane opowieści często zawierają niejako brutalne sceny, które nie koniecznie powinny być przedstawiane dzieciom… Ale czy na pewno? Nie można popadać ze skrajności w skrajność –w książce tej nigdy przemoc nie jest użyta bezpodstawnie, a co więcej nie ma takiego samego wymiaru jak w opowieściach, które znamy. Przecież czarodzieje ograniczają się do używania magii! Poza tym perspektywa tego, że zło na pewno zostanie ukarane wydaje się kusząca, czyż nie?
Najbardziej znaną baśnią wśród zbioru jest zdecydowanie „Opowieść o trzech braciach”, która została przytoczona w ostatnim tomie cyklu o Harrym Potterze „Insygnia Śmierci”. Opowiada o braciach, którzy po spotkaniu śmierci pragnęli ją przechytrzyć. Tylko jeden z nich wykazał się pokorą, co zdecydowanie wynikło na jego korzyść…
Inne baśnie w cyklu to między innymi „Fontanna Szczęśliwego Losu”, opowieść roztrząsająca w pewien sposób chęć czy też potrzebę bycia szczęśliwym, czy „Włochate serce czarodzieja”, które stanowi najlepsze przypomnienie o tym jaką rolę w życiu człowieka odgrywa miłość…
Zdawać by się mogło, że „Baśnie Barda Beedle’a” to znakomity chwyt wydawniczy, czy też marketingowy, który pozwoli autorce na jeszcze większe pomnożenie swojego niemałego majątku. Jednakże J.K. Rowling lubi zaskakiwać i deklaruje się, by pieniądze uzyskane ze sprzedaży dodatków do serii o Harrym Potterze, trafiły na cele charytatywne i zostanie przekazany organizacji  The Children’s High Level Group. Myślę, że jest to idealny przykład tego, że będąc znanym na cały świat autorem książek, można pozostać także człowiekiem…
Cel napisania książki jest bardzo zaszczytny, a sama lektura jest również przyjemna. Z całą pewnością książka będzie idealnym prezentem dla fanów Harrego Pottera. I chociaż ja umiarkowanie się do nich zaliczam przyznam, że idea, z którą wiąże się wydanie książki jak najbardziej mnie urzekła.

Ocena: 7


Podatność na zranienie jest tak związana z życiem ludzkim jak oddychanie.  

niedziela, 26 stycznia 2014

BZRK (BZRK)

Autor: Michael Grant
Liczba stron: 350
Wydawnictwo: Amber
Cena rynkowa: 37,80 zł

            Jest mnóstwo rzeczy, o których człowiek nie ma zielonego pojęcia. Niektórzy z nas nie wiedzą jakie są zasady astrofizyki, inni główkują się nad tym, w jaki magiczny sposób robi się jajecznicę. Wszyscy się chyba zgodzimy, że świat, na którym żyjemy jest pełen tajemnic. Tajemnic, które czekają, by ktoś wreszcie je odkrył. Ale też takich, które już dawno zostały ujawnione, ale wiedza o nich pozostaje przekazywana w bardzo wąskim gronie…
            Michael Grant –autor hitowej serii książek GONE powraca na polski rynek wydawniczy z pierwszą częścią kolejnej. „BZRK” –czas zapomnieć o świecie, który znamy, który dostrzegamy. Grant po raz kolejny zaskakuje czytelnika stwarzając nowy, (wspaniały?) świat. Przedstawia nam zupełnie nowych bohaterów, którzy wcale nie są wyidealizowani, wręcz przeciwnie –doskonale przypominają czytelnikowi, jak bardzo człowiek jest słaby, jak niewiele od niego zależy, jak wiele wątpliwości wpływa na jego postępowanie, jak kieruje się strachem. Jak łatwo może być manipulowany.
            W „BZRK” świat nieuchronnie zmierza w stronę wojny. Każda wojna jest straszna, ale co powiedzieć o tej, której właściwie nie sposób dostrzec gołym okiem? No właśnie. Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, w jakim niebezpieczeństwie się znaleźli.
            Czytelnik obserwuje dwie strony konfliktu, który dzieje się w nano –mikroskopijnym świecie. Broń jest podobna –nanoboty, które ściśle powiązane są z osobą, która nimi kieruje. Można je porównać do małych pajączków, które kontrolowane są za pomocą umysłu swojego właściciela. A  arena wojny? My wszyscy. Nanoboty mogą wkroczyć na powierzchnie ludzkiego ciała. Sprawnie przemierzają ogromne przestrzenie –skórne pustynie, płynne powierzchnie gałki ocznej, omijają kratery źrenicy i wybierają najbardziej optymalną drogę w kierunku centrum dowodzenia –ludzkiego mózgu.
            Ale jaki jest tego cel? Nanoboty są o tyle potężną bronią, że mogą wytworzyć nawet nieodwracalne zmiany w świadomości atakowanego obiektu. Można powiedzieć, że zmieniają strukturę podświadomości…
            Wojna jest blisko. Przerażający bracia Armstrongowie stanowią zagrożenie dla całego świata, a świat pozostaje bierny, ponieważ nie zdaje sobie z tego sprawy. Pragną dotrzeć do przedstawicieli najbardziej liczących się na świecie państw i przejąć nad nimi kontrolę. Naprzeciw nim staje bardzo różnorodna mieszanka postaci walczących po stronie dobra.  Żaden  z nich nie może ryzykować odkryciem swej prawdziwej tożsamości, dlatego wszyscy używają pseudonimu ze świata literatury lub ogólnie pojętej kultury. Jednak „armia dobra” nie ma wystarczającej ilości nano-wojowników. Jedyną alternatywą jest zwerbowanie dwóch nastolatków –Noaha i Sadie, w których genach na pewno kryje się ogromny potencjał. Ale czy to wystarczy, by ruszyć naprzeciw Armstrongom? Jakie korzyści mogą wnieść, jakby nie było, jeszcze dzieci?
            „BZRK” to niewątpliwie oryginalny pomysł. Cieszę się, że książkę czyta się z podobną lekkością do GONE. Grant do perfekcji opanował jednak niełatwą sztukę pisania dla (i o) młodzieży w ten sposób, że ta wręcz pochłania kolejne strony. Czy „BZRK” jest lepsze niż GONE? Na to pytanie na pewno nie dam rady jednoznacznie odpowiedzieć –nowa historia, nowa seria, nowi bohaterowie, a więc nowa perspektywa, przygoda i rzecz jasna –wrażenia.
            Mam nadzieję, że niedługo na rynku wydawniczym będzie można dostrzec kolejny tom tej naprawdę ciekawie zapowiadającej się serii…


Ocena: 7


- Walczymy o prawo do bycia tym, kim chcemy, do odczuwania tego co chcemy. Nawet jeśli to, czego chcemy, wydaje się innym szalone.

sobota, 25 stycznia 2014

Dni trawy (Dagen van Gras)

Autor: Philip Huff
Liczba stron: 176
Wydawnictwo: Dobra Literatura
Cena rynkowa: 34,50 zł

            „Dni trawy” to chyba moje pierwsze zetknięcie z literaturą holenderską. Jako, że uwielbiam rozszerzać swoje horyzonty, a także uległam urokowi okładki –zabrałam się za czytanie tej książki z ogromnym zapałem. I teoretycznie nie miałam powodu, żeby się zawieść –tematyka związana z narkomanią i pewnego rodzaju psychologią, to zwykle bardzo interesujący, przyciągający uwagę temat. Prócz tego fabuła została udekorowana wstawkami pod postacią cytatów z utworów muzycznych, głównie zespołu The Beatles, który również uwielbiam. Był to dla mnie doskonały pakiecik zamknięty w dość krótkiej powieści. A jakie rzeczywiście okazały się „Dni trawy”?
            Niestety książka Philipa Huffa mnie rozczarowała. Jednak zacznijmy od jej plusów… Przede wszystkim „Dni trawy” to dość dobry debiut literacki, który porusza dość ciekawe kwestie –uzależnienie od miękkich narkotyków, fascynację muzyką, której doświadcza nastoletni bohater książki –Ben. A także problem choroby psychicznej i trudnych relacji rodzinnych. Rzeczywiście chłodna narracja skrywa drugie dno. Pozwala poznać bohatera niejako kompletnego, ukształtowanego o realnych planach, marzeniach, celach i przede wszystkim –problemach. Dręczony problemami chłopak wpatrzony w swojego dziadka spędza dnie grając z nim w szachy i pomagając mu w domowych czynnościach. Jednocześnie musi poradzić sobie z matką pogrążoną głębokiej depresji, spowodowanej wydarzeniami, o których nie sposób zapomnieć… Pewnego rodzaju oparcie chłopiec może odnaleźć w osobie swojego ojca, jednakże dojrzewając, coraz bardzie zdaje sobie sprawę, na jak bardzo dziwnym świecie żyje.
            Pokonanie życiowych trudności staje się łatwiejsze kiedy do życia Bena wkracza zupełnie nowa postać –Tom. Chłopcy szybko się zaprzyjaźniają i pragną spędzać ze sobą jak najwięcej czasu. To właśnie Tom zapoznaje Bena ze światem narkotyków, staje się jego mentorem, przykładem i najwierniejszym przyjacielem, na którego zawsze może liczyć. Jednak postać Toma jest chyba najbardziej zagadkową postacią w całej książce…
            Nie umiem dokładnie sprecyzować, dlaczego „Dni trawy” do mnie nie przemówiły. Wydaje mi się jednak, że przyczyna jest bardzo prosta. Mając wcześniej kontakt z wieloma książkami o podobnej tematyce, doszłam do wniosku, że „Dni trawy” są po prosty zbyt ogólne. Nie użyję słowa banalne, bo byłaby to nieprawda. Temat jest jak najbardziej nieprzeciętny i porusza ważne kwestie, jednak sposób w jaki narrator go przekazuje jest dla mnie nieodpowiedni. W książce występuje dużo niedopowiedzeń i ogólników. Zapewne oczekiwałam po prostu większej dbałości o detale i pielęgnację fabuły. Być może pisanie ogólnikami było zamierzonym działaniem autora, pragnącego, aby czytelnik kreował po swojemu historię, ale według mnie nie był to korzystny zabieg…
            Przez sposób narracji książka stała się dla mnie po prostu miałka i nijaka. Poruszane tematy zostały urywane, pojawiło się trochę niejasności, nawiązań, które w rzeczywistości nie prowadziły do jakiegoś skonkretyzowanego celu.
            „Dni trawy” to książka na pewno niesamowicie pouczająca, interesująca i ważna w kategorii narkomanii, jednakże myślę, że narkomania to tak trudny temat, że będąc osobą bez uzależnienia na koncie lub nie mająca żadnego kontaktu z osobami uzależnionymi (gdzie niedzielne przypalanie trawy zdecydowanie się nie liczy), nie da się po prostu napisać dotkliwej książki o tej tematyce. Nie jestem specjalistką tej dziedziny i nigdy nie zażywałam narkotyków, ale po prostu brakuje mi w tej książce wrażliwości i może pewnego rodzaju brutalności. Ale może „Dni trawy” wcale nie są książka o narkotykach, ale wręcz przeciwnie –o życiu. O samotności, która się z nim wiąże, o walce i porażkach? Może narkotyki to tylko pretekst? Tylko kolejny element, który sprowadza do destrukcji?
Ocena: 6


I gówno Boga obchodzi, czy się modlisz czy nie, czy w niego wierzysz czy nie. Bo również wtedy, gdy mu zaprzeczasz, utwierdzasz jego istnienie. Bogu chodzi tylko o to, że jesteś tutaj. Że my tutaj jesteśmy. Człowieku, jesteśmy potrzebą Boga. Jego koniecznością. Próżnością Boga. That's all.

piątek, 24 stycznia 2014

Wyzwanie wzrostu

Niedawno przeglądając czytelnicze blogi, natknęłam się na ciekawe „wyzwanie”. Zabawa polega na tym, aby przeczytać ilość książek, których objętość łączna będzie równa (w centymetrach) wzrostowi czytelnika. Nie mam pojęcia kiedy uda mi się zrealizować ten zamiar, ale biorąc pod uwagę piętrzący się stos książek na mojej półce, czeka mnie ciekawy, czytelniczy czas. Trzymajcie więc za mnie kciuki i dołączajcie do wyzwania! Moim celem jest dokładnie 168 centymetrów, więc może to trochę potrwać :)


Wyzwanie zauważyłam na blogu: http://sztukaswiatlemdladusz.blogspot.com/




niedziela, 19 stycznia 2014

Dziecko Noego (L'Enfant de Noé)

Autor: Éric-Emmanuel Schmitt
Liczba stron: 130
Wydawnictwo: Znak
Cena rynkowa: 29 zł

 Éric-Emmanuel Schmidt ma wyjątkową umiejętność przekazywania historii i wymuszania na czytelniku tego, aby zastanowił się nad swoim życiem. Porusza tak bolesne tematy, że pragnie się krzyczeć ze złości, że tyle niewdzięczności i cierpienia może istnieć na świecie. Autor „Dziecka Noego” znany najbardziej z krótkiej opowieści „Oskar i Pani Róża”, nie boi się mówić o poważnych rzeczach, nie cofa się przed nimi, ale ukazuje całe zło. Co jest w tym więc takiego wyjątkowego? Robi to w sposób fenomenalny! Nie używa patetycznych słów, które sprawiają, że powieść przybiera sztywne ramy i suchy wydźwięk. Pisze w sposób prosty, naturalny, świat kreuje okiem dziecka. Udowadnia, że aby odczytać lub dostrzec wielki sens, nie potrzeba wielkich słów.  
„Dziecko Noego” to opowieść o wojnie, ale nie dokładnie o niej. Paradoksalnie nie sama wojna jest najważniejsza, a ludzie i emocje. Stan wojny jest faktem, który stworzył druzgocącą rzeczywistość. Sprawił, że miliony osób musiało na co dzień radzić sobie ze stratą bliskich osób i nauczyć się żyć z bólem, który przecież jak nic innego uniemożliwia normalne funkcjonowanie.
Joseph urodził się w żydowskiej rodzinie i nie da się temu zaprzeczyć. Chociaż jego rodzice zawsze o niego dbali i starali się zapewnić mu względne bezpieczeństwo, chłopiec nie może cieszyć się ich towarzystwem i bliskością. Bezwzględna wojna i hitlerowcy sprawiają, że rodzice Josepha są zmuszeni oddać go w opiekę dostojnej hrabiny. Represje płynące ze wszystkich stron mają ogromny wpływ na dalszy los chłopca.
Joseph trafia pod opiekę katolickiego księdza Ponsa i zamieszkuje w Żółtej Willi. Z czasem zyskuje nowych przyjaciół i nawiązuje charakterystyczną i nie do zastąpienia nić porozumienia z księdzem, który pilnuje, by dziecko nigdy nie zatraciło swojej prawdziwej tożsamości. W ojcu Ponsie mały Joseph znalazł nie tylko opiekunka i wybawiciela przed niedolą, ale przede wszystkim przyjaciela i przewodnika po skomplikowanym i wciąż niezrozumianym świecie.
Ale ksiądz Pons jak każdy człowiek skrywa swoje tajemnice. A celem Josepha jest ich odkrycie i nadzieja, że chociaż katolicki ksiądz okaże się godnym zaufania. Joseph konfrontuje się z religią katolicką, odnajduje sens Boga i przekonuje się, że prawdziwe poświęcenie może istnieć. Jednakże myśl o rodzicach nie daje mu spokoju, a wiara w to, że gdzieś ktoś czeka na spotkanie właśnie z nim staje się priorytetowa…
„Dziecko Noego” to krótka, treściwa książka o poświeceniu i poznawaniu swojej tożsamości. Niebanalna w swoim wydźwięku, szczera i wzruszająca. Czasem wywołująca ogromny uśmiech na twarzy. „Dziecko Noego” pozwala spojrzeć na świat z perspektywy dziecka, wraz z jego całą naiwnością, ale także ze zrozumieniem tego, co każdy dorosły może przeoczyć.
To również opowieść o zmianach –tych, które dotyczą wszystkiego wokół nas, ale także tych, które ograniczają się do jednej istoty. Zmianach, które kształtują młodą osobę w pełni tożsamego człowieka, który także czuje zranienie i żal. Który oczekuje na rodziców, ale nie wie czy na pewno chce ich jeszcze spotkać. Książka o niepewności, która w czasie wojny musiała być olbrzymia, ale tak naprawdę, która dotyka każdego człowieka z osobna.

Ocena: 10

Miłość to trudna rzecz, nie można jej wywołać ani kontrolować, ani też zmusić, aby trwała.

sobota, 18 stycznia 2014

Ćpun (Junk)

Autor: Melvin Burgess
Liczba stron: 289
Wydawnictwo: Albatros
Cena rynkowa: ok. 20,50 zł

            „Ćpun” to książka bardzo specyficzna, zdecydowanie inna niż wszystkie. I tak trzeba do niej podejść –inaczej. Kiedy czytam na okładce opis powieści: „Bohaterowie, para czternastolatków, Gemma i jej chłopak Smółka, borykają się z samotnością i niezrozumieniem. W poszukiwaniu szansy na urzeczywistnienie swojej miłości, zniechęceni nudą małomiasteczkowego życia, buntują się, porzucają rodzinne domy i przenoszą się do dużego miasta. (…)Stopniowo z dwójki nastawionych idealistycznie do życia nastolatków stają się ćpunami, którzy nie zdają sobie sprawy ze swego uzależnienia.” mam ochotę krzyczeć „Nie! To wszystko nie tak!”. I faktycznie –te zdania nijak odzwierciedlają historię zawartą w „Ćpunie”. Oczywiście narkotyki są problemem dwójki głównych bohaterów, a samotność to ich największe zmartwienie, ale o nudzie nie ma mowy!
            Smółka podejmuje najważniejszą decyzję w jego życiu. Postanawia opuścić małe miasteczko, w którym dorasta i zacząć żyć na nowo. Jego przeszłość, a także teraźniejszość prześniona jest brutalnością i brakiem poczucia bezpieczeństwa. Chłopak na co dzień musi mierzyć się z ojcem, który nadużywa swojej rodzicielskiej władzy, bijąc syna i swoją żonę. Matka Smółki także nie jest zbiorem cnót –często sięga po alkohol i nigdy nie staje w obronie dziecka.
            Gemma z kolei czuje się ograniczona przez swoich rodziców –szczególnie apodyktycznego ojca, którego troska często przeradza się w obsesję. Kolejno nakładane kary na młodą dziewczynę i ograniczanie jej swobody prowokują coraz większy bunt.
            Smółka darzy Gemmę uczuciem od dłuższego czasu, ale ona nie potrafi jednoznacznie określić swoich odczuć wobec chłopca. Jest pewna tylko tego, że go nie kocha, ale bardzo potrzebuje.
            Chłopak postanawia udać się do Bristolu i skonfrontować z zupełnie nową rzeczywistością. Mieszkanie w dużym mieście daje nowe możliwości i przede wszystkim może być azylem. Decyzja ta nie jest jednak tak łatwa, na jaką wygląda. Smółka w przeciwieństwie do Gemmy jest bardzo wrażliwy. Zastanawia się zawsze dwa razy zanim podejmie jakąkolwiek decyzję, stresuje swoimi losami w sposób racjonalny. Kocha i pragnie być kochanym i jak każdy człowiek najbardziej na świecie obawia się samotności. Jest również uzdolniony plastycznie i nie przestaje snuć marzeń.
            Gdy wyjeżdża rozpocząć nowe życie, Gemma zostaje w domu. Smółka trafia w środowisko dzikich lokatorów i anarchistów. Wiedzie nieco gwałtowne, ale stabilne życie i nie przestaje myśleć o Gemmie, która w końcu decyduje się do niego dołączyć.
            Jedna wieczorna impreza zmienia ich życie w stu procentach. Pod wpływem nowych znajomych Gemmy, zmieniają miejsce zamieszkania, a wolność uderza im do głów. Smółka nie chcąc stracić Gemmy stara się jej przypodobać i kreować się na osobę niezwykle odważną. W pewnym sensie to właśnie Gemma nakłania go, by pierwszy raz spróbowali narkotyków… Wkrótce zabawa przekształca się w nałóg, z którego trudno się wydostać. A oboje doskonale wiedzą, że wkroczyli na drogę bez powrotu…
            „Ćpun” to dość wiarygodny obraz narkomanii, ale myślę, że nie o narkotyki chodzi w tej książce. To, co najbardziej mnie przekonało to obraz ich uczuć, walka z samotnością i ogromna potrzeba akceptacji.
            Każdy rozdział jest opowiadany z perspektywy innego bohatera, co oczywiście pozwala na urozmaicenie akcji, ale przede wszystkim pozwala czytelnikowi poznać daną osobę taką, jaką jest naprawdę. Niejako wejść do jej głowy. Wzbudzić sympatię jak w moim przypadku biedny, wrażliwy Smółka lub pozostać obojętnym jak nieco snobistyczna i egoistyczna Gemma, która chyba przeszła największą przemianę…
„Ćpun” potwierdza to, że są książki, które trudno właściwie opisać i ocenić… Polecam.

P.S. Okładka anglojęzycznej wersji książki jest wspaniała! I naprawdę adekwatna do fabuły.


Ocena: 7


Ja zrobiłam wszystko. Wszystko. Pomyśl o tym - wszystko. Wszystkie rzeczy, na które byś się nie odważył, wszystkie rzeczy, których byłeś ciekaw, a potem o tym zapomniałeś, bo wiesz, że nigdy byś nie spróbował. Zrobiłam je. Zrobiłam je wczoraj, kiedy ty ciągle tkwiłeś w swoim łóżku. A co z tobą? Kiedy nastąpi twój ruch?

niedziela, 12 stycznia 2014

Photography

„Fotografować to znaczy wstrzymać oddech, uruchamiając wszystkie nasze zdolności w obliczu ulotnej rzeczywistości.”  Henri Cartier-Bresson

            Zastanawialiście się kiedyś nad istotą fotografii? Jej niesamowitością, wyjątkowością, może niejako także magią. Wystarczy jedna chwila, aby uwiecznić na zawsze coś, co wydaje nam się warte owego uwiecznienia. Człowiek pragnie ocalać, a fotografia mu to umożliwia. Zatrzymuje czas, pozwala skonfrontować się z przeszłością. Nieraz o niej drastycznie przypomina. Podobno zdjęcia są odzwierciedleniem ludzkiej natury, a przez oczy człowieka możemy dostrzec jego duszę. Ja jednak nieustannie zadaję sobie pytanie, czy aby na pewno tak właśnie jest? Ile razy zdarzało mi się pozować do zdjęć, a to powodowało pewnego rodzaju stres. Dreszczyk emocji, adrenalinę, cokolwiek. Zamierałam w oczekiwaniu na błysk lampy, przybierając nieraz wymuszoną, nie odzwierciedlającą rzeczywistości pozę. Uśmiechałam się mimo, że nie czułam radości. Zostałam uchwycona przechodząc za czyimiś plecami. Ktoś przechwycił mnie na wyłączność. Część mnie została przekazana komuś innemu.
            Kiedyś przeczytałam coś niesamowitego. Było to zdanie, iż fotografia po części nas uśmierca. Zastanowiłam się nad tym i muszę po części się zgodzić z autorem zdania. Fotografia po części nas uśmierca, ale jeśli o niej mówimy musi wystąpić dualizm. Paradoksalnie przecież zdjęcia przedłużają nasze życie –pamięć o nas.
            Żyjąc w XXI wieku należy wyszukiwać dobrych zdjęć. Które są dobre? Każde przecież były robione w jakimś konkretnym celu. Ale globalizacja, Internet, rozwój techniki –to wszystko sprawiło, że zalewa nas fala często niepotrzebnych zdjęć. Zdjęć jedzenia, ubrań, książek… Jest to chęć ocalenia czy zwyczajna nuda?
            Przeglądając zdjęcia staram się dostrzec w nich duszę lub cząstkę artystyczną. Szukam tego, co jest piękne i treściwe. Postanowiłam więc podzielić się z Wami fotografiami, które wywarły na mnie mocne wrażenie:

Steve McCurry/National Geographic 1984

fot. Don McCullin

Burzenie muru berlińskiego

Jeden z przejawów segregacji rasowej

Członek Ku Klux Klanu na sali operacyjnej jednego ze szpitali Alabamy

fot. Lucas Jackson, 2012 Fashion Week w Nowym Jorku

fot. Yevgeny Anan'evich Chalde

Fot. James L. Stanfield -Zbigniew Religa


 
fot. Robert Mapplethorpe -Młody mężczyzna z wyciągniętą ręką

Richard Avedon William Casby, Born in Slavery, Algiers, Louisiana 1963

Koen Wessing Nikaragua, armia patroluje ulce, 1979

sobota, 11 stycznia 2014

Przerwana lekcja muzyki (Girl, Interrupted)

Autor: Susanna Kaysen
Liczna stron: 155
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

            „Przerwana lekcja muzyki” to zdecydowanie książka wyjątkowa. Swoją sławę zyskała dzięki głośnemu filmowi z 1999 roku  z Angeliną Jolie i Winoną Ryder w rolach głównych. Jednak, żeby naprawdę zrozumieć istotę tej historii nie wystarczy obejrzeć filmu. Należy przeczytać książkę, która jest szczera i prosta. Pokazuje rzeczy takimi, jakie wydajają się być naprawdę. Daje wiarygodne świadectwo cierpienia i zagubienia. Kompletnej dezorientacji.
            Susanna Kaysen zrelacjonowała swój pobyt w szpitalu psychiatrycznym, opisała zawarte tam znajomości i pozwoliła czytelnikowi zrozumieć jak przemija życie osoby skazanej przez społeczeństwo na karę noszenia plakietki „wariat”. W książce nie znajdzie się pouczających moralitetów, ani szczegółowych opisów choroby, szpitala etc. Ale zamiast tego dostaje się gotową, niejako pełną opowieść o radzeniu sobie ze światem. Nic nie jest przesadzone, autorka nie rzuca słów na marne, a co za tym idzie –czytelnik nie ma wrażenia, że Kaysen próbowała manipulować czytelnikiem. Współczucie bowiem nie jest jej potrzebne, a jedynie odczuwa potrzebę wypowiedzenia się i w pewnym sensie również potrzebę samorealizacji.
            Susanna Kaysen trafiła do szpitala psychiatrycznego na skutek nieudanej próby samobójczej. Akcja powieści rozgrywa się pod koniec lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Wiarygodność opowiadanej historii podkreślają różnorodne kartoteki, które znalazły się między poszczególnymi rozdziałami.
            Dzięki tej relacji czytelnik ma okazję zanurzyć się w świecie, który zazwyczaj wywołuje w nim pewnego rodzaju strach, obawę… Brak zrozumienia to problem, który dotyczy ludzkości od zarania dziejów, ale wszelkie wypranie z wrażliwości staje się bardzo widoczne w kontaktach „tych normalnych” z „tymi na marginesie” Kaysen stawia sobie i zarazem czytelnikowi najważniejsze, podstawowe pytanie. Jak rozróżnić wariata od tego normalnego? Ludzką psychiką rządzi tyle różnorodnych mechanizmów, że podobne podziały nigdy nie przekładają się na faktyczny stan rzeczy. Szaleństwo mylone jest z trzeźwym spojrzeniem na świat, zagubienie mylone jest z choroba psychiczną… Ludzie oceniają siebie nawzajem bez większego obeznania z faktycznym stanem rzeczy.
            „Przerwana lekcja muzyki” to również opis realiów panujących w szpitalu psychiatrycznym. Kaysen opisując towarzyszki z placówki mniej więcej nakreśliła choroby, z którymi musiały się zmierzyć. Ukazała demony, które siedzą w każdym człowieku. Opisała bierność pielęgniarzy i lekarzy, którzy nijak nie potrafią zobaczyć człowieka takiego, jak każdy inny. Przede wszystkim jednak opowiedziała swoją historię, w której nie brakuje żalu do świata i otoczenia, ale jednocześnie zrozumienia, że pobyt w szpitalu w pewnym sensie jej pomaga. I widać rezultaty tej pomocy.
            Książka zmusza do refleksji, uzmysławia człowiekowi co jest naprawdę ważne, a także przypomina, że nawet jeśli jest już naprawdę źle, nigdy nie można zatracić samego siebie.
            Pozostaje jeszcze jedna kwestia, która może intrygować. Dlaczego akurat „przerwana lekcja muzyki”? Jest to odniesienie do obrazu Vermeera o tym samym tytule, który miał ogromny wpływ na autorkę, a ja przyznam szczerze, że obraz ten także i mnie w pewnym sensie fascynuje…
            Żałuję tylko, że „Przerwana lekcja muzyki” jest naprawdę trudno dostępną książką na polskim rynku, a jeśli ktoś pragnie kupić tę, jakby nie było, krótką książkę, musi nastawić się na niemałe wydatki, gdyż ma ona już wymiar wręcz kolekcjonerski. Możecie mi jednak wierzyć, że jak w bibliotece znalazłam jeden egzemplarz, uśmiech od razu pojawił mi się na twarzy po przeczytaniu z tyłu okładki ceny rynkowej wynoszącej: 9,90 zł. 


Ocena: 9


Bez względu na to, jak to nazywamy - umysł, dusza czy charakter - chcielibyśmy myśleć, że posiadamy w sobie coś więcej niż tylko zbiór neuronów, który nas "ożywia”.

wtorek, 7 stycznia 2014

GONE „Faza pierwsza. Niepokój” (Gone)

Autor: Michael Grant
Liczba storn: 528
Wydawnictwo: Jaguar
Cena rynkowa: 34,90 zł

         Wyobraź sobie, że nagle znikają wszyscy, którzy mają więcej niż piętnaście lat. I że to zjawisko jest zupełnie niespodziewane i niewytłumaczalne. Że wystarczy tylko chwila, by wszystko –cała rzeczywistość jaką znasz, obróciło się o 180 stopni. Zwykłe „puff”, a twoi bliscy znikają. Jak odnaleźć się w takim świecie? Czy taki świat w ogóle może funkcjonować?
            Michael Grant podjął się tego wyzwania i stworzył taki świat. Co ciekawe świat oddany w ręce młodzieży jest opisany w książce dla czytelników o podobnym wieku. Zdaje się, że Grant stworzył nowy typ anarchii, a jednocześnie uświadomił młodemu czytelnikowi, czy też młodemu człowiekowi, że nieobecność dorosłych wcale nie jest taka pomyślna. Nagła potrzeba usamodzielnienia się, bez żadnych etapów pośrednich, ale poprzez zwykłą konfrontację z rzeczywistością, sprawia, że młodzież czuje się nieco przytłoczona. A reakcje na zaistniałą sytuacje mogą być bardzo różne.
            Gdy znikają wszyscy dorośli, a także starsze dzieciaki, w Perdido Beach sprawy biegną zwyczajnym biegiem. Uczniowie przesiadują na lekcjach, a dorośli zajmują się pracą. Jednakże wystarczył jeden moment, by wszystko się zmieniło. Niespodziewane zniknięcie wszystkich starszych wciąż jest sprawą zagadkową, ale upływające dni wmuszają na tych, którym udało się zostać potrzebę działania, ustabilizowania swojego życia i ostatecznego wyjścia z zawahania. Niektórzy znajdują pasję w zwykłych, codziennych czynnościach takich jak praca w restauracji czy opieka nad dziećmi z przedszkola. Wzajemne zaufanie wydaje się być rzeczą pierwszorzędną.
            Niestety każda społeczność potrzebuje lidera, a problem polega na tym, aby go wybrać. Idealnym kandydatem wydaje się być Sam, który niejednokrotnie wykazał się odwagą i zdrowym rozsądkiem. Jednakże nie tylko otwarty umysł jest jego zaletą, ale także intelekt i wrodzona umiejętność samozachowawcza.
            Sam może liczyć na wsparcie przyjaciół –zarówno tych od dziecka, jak i tych, którzy zdobyli jego zaufanie dopiero po zniknięciu dorosłych. Chłopak jednak nie widzi samego siebie w roli przywódcy miasta, a jego dodatkowym zmartwieniem stają się apodyktyczne chęci do władzy młodocianego bandyty –Orca i jego ekipy.
            Świat przestał być taki jak dawnej. Na ulice wkracza strach i terror. Sam stara się znaleźć rozwiązanie z tej trudnej sytuacji i uzmysławia sobie, że teren, po którym mogą się poruszać, który jest dla nich dostępny i być może niesie pomoc, jest ograniczony. Bohaterowie książki są uwięzieni w świecie, który ogranicza zagadkowa bariera w kształcie kopuły o idealnie równej średnicy, w środku której znajduje się elektrownia. Co dziwniejsze, w okolicy można spotkać zmutowane zwierzęta, a zmiany zaczynają dotyczyć również ludzi. Okazuje się, że niektórzy są obdarzeni pewnymi umiejętnościami, które można porównać z mocami super bohaterów…Tylko czy przez wszystkich również są wykorzystywane w czynieniu dobra?
            Sprawę komplikuje przybycie nowego bohatera –chłodnego i władczego chłopaka o imieniu Caine, a także jego świty, w której skład wchodzą osoby z jego szkoły. Caine nie cofnie się przed tym, by zdobyć władzę w Perdido Beach, a to nie wróży niczego dobrego… Sam musi podjąć decyzję –czy znowu wcielić się w postać wybawcy czy skryć się w cieniu rządów zagadkowego przybysza…
            Książka „Faza pierwsza. Niepokój” jest z rodzaju tych powieści, które czyta się bardzo szybko. Fabuła bardzo wciąga, a czytelnik całościowo akceptuje przedstawiany mu świat. I chociaż losy bohaterów są bardzo skomplikowane, gwarantuję Wam, że na pewno się w nich nie pogubicie. Oprócz tego, czy może Was coś bardziej przekonać do przeczytania tej pozycji jak nie jak najbardziej pozytywna ocena GONE wystawiona przez samego Stephena Kinga?
Ocena: 9


Świat jest taki, jakim go uczynimy. Ale myślę też, że czasami możemy prosić Boga o pomoc, a On pomoże. Czasami mi się wydaje, że siada i mówi: "Jejku, co te głupki teraz wyprawiają. Chyba lepiej trochę im pomóc.

sobota, 4 stycznia 2014

Dzieje Tristana i Izoldy (Le roman de Tristan et Iseult)

Autor: Joseph Bédier
Liczba stron: 109
Wydawnictwo” GREG
Cena rynkowa: 4,10 zł

            Historia Tristana i Izoldy od wielu lat inspiruje twórców na całym świecie. Ich miłość stała się nawet pewnego rodzaju symbolem walki. Mimo wszystko ukazana jest długowieczność tego uczucia… I może faktycznie coś w tym jest, skoro nimi zachwyca się cały świat… Ale jak to naprawdę było w książce?
            Myślę, że „Dzieje Tristana i Izoldy” to pozycja, która rozczaruje większość czytelników, którzy sięgają po nią po to, by dostarczyć sobie kolejną porcję ckliwego romansu. Ośmielę się nawet dodać, że porównywanie miłości Tristana i Izoldy z uczuciem, którego doświadczyli bohaterowie kolejnego, podobnego tematycznie (pod pewnym względem) dzieła, Romeo i Julia. Jeśli szekspirowscy bohaterowie pałali do siebie prawdziwym, szczerym uczuciem, tak o miłości Tristana i Izoldy zadecydował właściwie przypadek. Ale żeby nie krytykować i nie podważać tej miłości zadam pytanie: czy nie jest tak, że o każdej miłości, nawet tej najszczerszej, nie decyduje zawsze przypadek?
            Tristan to doskonały przypadek rycerza, który zawsze kieruje się honorem i stara się, by nigdy nie uczynić czegoś wbrew moralnemu kodeksowi. Sytuacja znacznie się komplikuje, gdy splot wydarzeń sprawia, że podejmuje się zadania polegającego na przywiezieniu Izold Złotowłosej do swojego państwa, aby mogła poślubić króla Marka –władcę oraz jedną z bliższych osób dla Tristana.
            By Izolda nie cierpiała wychodząc za mąż za kogoś, kogo zupełnie nie zna i co oczywiste –nie kocha, jej służąca zaopatrzona jest w magiczny eliksir, którego działanie polega na powiązaniu dwóch osób w ten sposób, by ich miłość trwała wiecznie i była piękna.    
            Niefortunnie jeszcze na pokładzie statku to Tristan i Izolda wypijają miksturę i od razu między nimi rodzi się nierozerwalne uczucie. Jednakże oboje mają ogromne poczucie obowiązku wobec króla Marka i decydują się nie zrywać wcześniej ustalonej umowy.
            Niestety dla nich, miłość Tristana i Izoldy nieprzerwanie trwa, co może skutkować wygnaniem… lub przynajmniej zagrożeniem życia.
            Nie ukrywam, że „Dzieje Tristana i Izoldy” to książka, która może rozczarować. Czytelnik pragnie pięknej opowieści o miłości, do której zdążył się przyzwyczaić, dzięki dużemu kontaktowi z dziełami kultury. Zamiast tego dostaje powieść napisaną trudnym językiem, w której na próżno szukać faktycznego stanu emocjonalnego bohaterów, a jedynie napomknięcia.
            Warto dodać, że jest to naprawdę klasyczna pozycja, z której można się nauczyć jak wyglądało pisanie i kreowanie historii w średniowieczu. Jak ogromne znaczenie miał honor i przestrzeganie jego zasad… Chociaż jest oparta na legendzie, a później spisana, trzeba przyznać, że daje wyraz tego, jak kiedyś postrzegano pewne tematy…
            Jednak mimo wszystko nie chcę zapominać, że „Dzieje Tristana i Izoldy” w dużej mierze rzeczywiście są historią o wielkiej miłości. Tak jak mówiłam wcześniej, spowodowanej przypadkiem. Przychodzi mi na myśl, że może o to chodziło –owa separacja od uczuć może nie tyle jest celowa, ale w pewnym sensie potrzebna. Zawsze osoba, która stara się opisać konkretne uczucie, które jej się nie przydarzyło, zachowuje pewien dystans. Nie jest w pełni sprawna, by oddać piękno tych emocji. Może w przypadku „Dziejów Tristana i Izoldy” też tak było? Miejmy nadzieję.


Ocena: 7

Szaleństwo to nie odwaga.

czwartek, 2 stycznia 2014

Inferno (Inferno)

Autor: Dan Brown
Liczba stron: 592
Wydawnictwo: Sonia Draga
Cena rynkowa: 44,90 zł

            Dan Brown po raz kolejny zabiera czytelnika w niesamowitą wędrówkę pełną zagadek, niedomówień, ale także zabytków i śladów kultury i ogromnej ilości nawiązań. Co prawda „Inferno” nie obfituje w owe nawiązania tak bardzo, jak działo się to w wypadku poprzednich jego książek, w których głównym bohaterem jest światowej sławy historyk i znawca symboli –Robert Langdon, ale mimo wszystko utrzymuje stały dla Browna –dość wysoki poziom.
            Brown uwielbia szokować i wzbudzając kontrowersje, często zdarza się, że jego faktyczne umiejętności literackie zostają niedostrzeżone. Wywołując medialny szok, starając się umiejętnie przekroczyć pewne granice, zyskuje miano pisarza odważnego, paradoksalnie szukającego pewnego rodzaju prawdy. I z każdą kolejną książką ta manipulacja czytelnikiem staje się coraz bardziej wyraźna. Bo przecież szok również może się znudzić…
            „Inferno” to tekst z założenia oparty na „Boskiej Komedii”, której autorem jest Dante Alighieri. Dan Brown posłużył się mnogością symboli, niedomówień, na które można natknąć się w czasie lektury „Boskiej Komedii” i całkiem sprawnie skomponował fabułę dla swojej najnowszej książki. Cechą charakterystyczną autora jest niejaka gra z czytelnikiem, gubienie jego tropów czy też pozwolenie na opaczne rozumowanie, zupełnie niezgodne z rozwiązaniem…
            Robert Langdon budzi się w szpitalnej sali we Włoszech i nie pamięta zupełnie nic z ostatnich wydarzeń. Nie wie jak znalazł się w szpitalu i nie wie jaki był tego powód. Wszystko czego może być pewny to ogromny ból i wyczuwalne z tyłu głowy szwy. Pomysł na to był tylko jeden –Langdon musiał zostać postrzelony. Niestety w jego pamięci jest wielka dziura. Langdon nie ma pojęcia co wydarzyło się ostatniej nocy. W jego umyśle pojawia się tylko przerażająca wizja, w której pojawia się nieznana mu kobieta i ciała zmarłych…
            Z pomocą przybywa mu lekarka z oddziału, na którym znajduje się Langdon - Sienna Brooks. Co prawda nie może mu dokładnie wyjaśnić całej sytuacji, w której się znalazł, ale przynajmniej spieszy z wyjaśnieniami medycznymi. Oprócz tego uświadamia mu, że powtarzał niewyraźnie to samo słowo…
            Langdon nie może do końca zrozumieć sytuacji, w której się znalazł, gdy niespodziewanie jego niedoszły zabójca znowu się pojawia. Bez skrupułów zabija drugiego pielęgniarza na oddziale i zmierza ku Langdonowi. Na szczęście Sienna oferuje swoją pomoc, dzięki czemu udaje im się uciec. Co więcej, okazuje się, że notorycznie powtarzane przez Langdona słowo, jest równocześnie kluczem do rozwiązania mrocznej zagadki. Czasu jest jak zwykle mało, a ludzkości grozi ogromne niebezpieczeństwo. Tylko umysł Langdona jest w stanie rozwikłać zagadkę… Zaczyna się pościg z czasem śladami „Boskiej Komedii”…
            Książki Dana Browna lubiłam zawsze, ale nie mogę pozbyć się wcześniej wspomnianego przeze mnie wrażenia, że każda kolejna jego powieść jest coraz gorsza. Zupełnie jakby „Kodem Leonarda da Vinci” wywołał wybuch, którego siła sukcesywnie się zmniejsza. Emocje opadają. Schemat jest podobny. Wszyscy dalej czekają z zapartym tchem, ale… Ale czegoś brakuje. Brown przestał mnie zaskakiwać tak, jak robił to wcześniej…
            Oprócz tego rozczarowała mnie liczba symboli, które zazwyczaj dość obficie były ukazywane w książkach autora. Także same nawiązania do „Boskiej Komedii” były skromne, a uwagę przykuwały raczej dzieła, które również były nią inspirowane. Było to jakby krążenie wokół tematu, zamiast faktyczne jego ugryzienie. Wątek historyczny i kulturalny również wydawał się zaciągnięty na drugi plan, dając miejsce do popisu wątkowi charakterystycznemu dla kryminałów. Oprócz tego nie mam żadnych zastrzeżeń, chociaż przyznam, że pozostał we mnie mały niedosyt. Może rozczarowanie? Choć przecież książka mimo wszystko jest naprawdę dobra.

Ocena: 8


Decyzje podjęte w przeszłości kształtują naszą teraźniejszość



środa, 1 stycznia 2014

Noworoczny stosik

Nowy Rok to zazwyczaj czas nowych postanowień, których większość z nas i tak nie zrealizuje. Patrząc z bardziej optymistycznej strony życia, to również czas zmian i marzeń. Zostawienia wszystkiego co złe za sobą i ruszenie do przodu z wysoko podniesioną głową.
            Osobiście nie należę do rzeszy ludzi, którzy wierzą w cudowną siłę sprawczą tego dnia i przejście między kolejnymi latami odbywam raczej spokojnie. Przynajmniej duchowo.
            Jednak nie mogę zaprzeczyć, że Nowy Rok to doskonały moment na kreślenie planów czytelniczych i utworzenie stosiku. A więc tak:

1. Stieg Larssom „Dziewczyna, która igrała z ogniem” –wyd. Czarna Owca, liczba stron: 700

2. Michael Grant „BZRK” –wyd. Amber, liczba stron: 350

3. Carlos Ruiz Zafón “Gra anioła” –wyd. Muza SA, liczba stron: 510

4. Carlos Ruiz Zafón „Cień wiatru” –wyd. Muza SA, liczba storn: 510

5. Melvin Burgess „Ćpun” –wyd. Albatros, liczba stron: 287

6. Zygmunt Krasiński „Nie-boska komedia” - Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Biblioteka Narodowa, liczba stron: ok. 150

7. Michael Grant „GONE Zniknęli. Faza pierwsza NIEPOKÓJ” –wyd. Jaguar, liczba stron: 528

8. Dan Brown „Inferno” –wyd. Sonia Draga, liczba stron: 592.