sobota, 8 lutego 2014

Blues Brothers (The Blues Brothers)

Gatunek: musical, komedia
Rok produkcji: 1980
Czas trwania: 133 min.

            „Blues Brothers” to klasyka wśród musicali, chociaż jest to film tak bardzo odmienny od filmów muzycznych, do których jesteśmy przyzwyczajeni. Szybka akcja, pościgi, wybuchy, policja i… muzyka? Dlaczego nie? Ciekawe połączenie fabuły i znakomitej ścieżki dźwiękowej przyniosło oszałamiający efekt, który jeszcze bardziej podkreśliła gwiazdorska obsada, wśród której znaleźli się m. in.  Aretha Franklin, Ray Charles, James Brown… A chyba wszyscy zgodzą się ze mną, że wielkie głosy są niezbędne w musicalach, których zadaniem jest osiągnąć sukces.
            Filmy sprzed trzydziestu lat mają swój charakter, niepowtarzalny klimat, który sprawia, że oprócz tego, iż skupiamy się na fabule, by wyłapać jakieś historyczne konteksty, dodatkowo budzi się w nas sentyment, pewne uczucie przemijania, skrucha i pytanie: dlaczego teraz ludzie tak nie żyją? Cóż… „Blues Brothers” to film nieco przerysowany, ale na pewno dla miłośników musicali jeden z najlepszych. Charakterystyczny ubiór braci Blues –Jake’a i Elwooda (w tych rolach odpowiednio: John Belushi i Dan Aykroyd) jest  już w pewnym sensie legendarny. Bo czy ktoś nie zna charakterystycznych okularów Ray Banów (model Wayfarer ostatnio znów tak bardzo popularny)  połączonych z kapeluszami i czarnym krawatem, który tylko podkreśla nienagannie skrojone garnitury? I ostatni kultowy element –oczywiście muzyka. Ścieżka dźwiękowa powala na kolana coraz to nowsze pokolenia, a nieśmiertelne „Sweet home Chicago” czy „Everybody needs somebody” wciąż brzmią w słuchawkach –tych starszych i młodszych.
            Fabułą filmu rozpoczyna się, gdy Jake Blues wychodzi z więzienia. Przyjeżdża po niego brat Elwood poczym mężczyźni udają się do Chicago, by odwiedzić sierociniec, w którym dorastali. Na miejscu okazuje się, że miejsce prowadzone przez siostry zakonne może być niedługo zlikwidowane z powodu braku funduszy. Aby uratować sierociniec potrzebne będzie 5000 dolarów, których oczywiście mężczyźnie nie mają… Pomysły są różne, a najbardziej kuszącym wydaje się kradzież. Jednakże nielegalnie zdobyte pieniądze nie mogą służyć tak dobremu celowi. Kradzież jest niegodną drogą, by ratować to wyjątkowe dla Bluesów miejsce. Pozostaje tylko jedno wyjście –reaktywacja ich zespołu The Blues Brothers.  
            Zgromadzenie w jednym miejscu członków dawnego zespołu i przekonanie ich, by rzucili swoje obecne zajęcia i z powrotem zajęli się muzyką nie jest wcale takie łatwe. Nawet, gdy w końcu i ten element zostaje zrealizowany, okazuje się, że powrót na wielką scenę nie jest taki łatwy…
            Bohaterzy „Blues Brothers” często stoją na granicy prawa i nieraz ją przekraczają. Stykają się z różnymi typami ludzi i prawie zawsze wpadają w kłopoty. Na swoim karku mają więc nie tylko ścigających ich policjantów, ale także partię nazistów z Illinois, byłą narzeczoną Jake’a, która wciąż wymachuje bronią, a także porywczych muzyków z zespołu country…
            Podczas oglądania „Blues Brothers” nie można się nudzić –to pewne. Ciągle się coś dzieje, a akcja doskonale jest podkreślona dobrze dobraną muzyką. Piosenki, które na stałe wzeszły do kanonu najlepszych utworów wszechczasów są tego najlepszym przykładem. Polecam serdecznie.

Ocena: 10


- You see, we're on a mission from God





niedziela, 2 lutego 2014

Dziewczyna, która igrała z ogniem (Flickan som lekte med eden)

Autor: Stieg Larsson
Liczba stron: 700
Wydawnictwo: Czarna Owca
Cena rynkowa: 44,90 zł

            Druga część znakomitej trylogii kryminalnej „Millenium” utrzymuje poziom pierwszej i dokładnie tak samo wciąga czytelnika. Czytając „Dziewczynę, która igrała z ogniem” ma się poczucie, że faktycznie tkwi się w środku akcji. A że książka ma aż siedemset stron? Tym jeszcze lepiej!
            Stieg Larsson kreuje genialny świat intryg, w którym każdy może okazać się winnym, a nikt nie ma czystego sumienia. Co ciekawe Larsson nie oszukuje czytelnika –prezentuje mu jak najbardziej wiarygodne realia, które wpływają na odbiorcę w ten sposób, że bez zastanowienia bierze wszystko, co zostało mu zaserwowane.
            „Dziewczyna, która igrała z ogniem” to powrót do bohaterów znanych czytelnikowi już z pierwszej części trylogii –Mikaela Blomsvista i Lisbeth Salander. Chociaż nie utrzymują ze sobą kontaktu od wydarzeń sprzed roku, wciąż wspomnienia w ich głowach są żywe. I chociaż Blomsvist stara się dotrzeć do Salander, ta zapadła się pod ziemię. Nikt nie wie, co mogło się z nią stać. Nikt –oprócz czytelnika.
            Salander zmęczona wydarzeniami sprzed roku i po części również swoim życiem, postanowiła wybrać się w podróż swojego życia i odwiedzić szczególnie interesujące ją miejsca. Można powiedzieć, że zrobiła sobie wakacje. Gdy jednak wraca do Sztokholmu nie ma pojęcia, że już wkrótce w jej życiu rozpęta się istne piekło. Cóż… można powiedzieć, że będzie gorąco…
            Jednakże nie wszyscy mogą sobie pozwolić na podobne luksusy –praca w redakcji Millenium rusza pełną parą, a do tego na horyzoncie pojawia się interesujący temat. Dag i Mia –partnerzy w życiu i w pewnym sensie w pracy, prowadzą osobiste śledztwo na temat branży seksualnej i wykorzystywania ludzi z całej Europy. Temat jest o tyle spektakularny jak i niebezpieczny, że informacje, które udało im się zebrać, mogą zaszkodzić najwyższym urzędnikom w państwie… Blomkvist nie waha się jednak zbyt długo i zaintrygowany pomysłem stara się umożliwić powstanie artykuły, a nawet książki… Niestety wiąże się to z ogromnym niebezpieczeństwem, o którym jeszcze do końca nie wiedzą… Pozostaje jedno, najważniejsze pytanie –gdzie ulokować w tym wszystkim Salander?
            „Dziewczyna, która igrała z ogniem” to zdecydowanie książka kompletna. Co to znaczy? Że przede wszystkim bohaterowie naprawdę dobrze wykreowani. Na uwagę zasługuje przede wszystkim postać Salander –buntowniczki, całkowicie odizolowanej od świata i jego bodźców samotniczki o nieprzeciętnej inteligencji. Już niejednokrotnie podkreślano potrzebę obecności postaci płci żeńskiej w kryminałach charakteryzującej się charyzmą, odwagą czy też niezależnością –Salander temu sprostała…
            Zazwyczaj, kiedy czytam kryminały, a chyba po nie właśnie najczęściej sięgam, głowię się jak to jest możliwe, że niektórzy pisarze posiadają tak niewiarygodną umiejętność prowadzenia akcji, że czytelnik z każdą następną stroną unosi swoje brwi coraz wyżej. Że do końca nie wiadomo o co właściwie chodzi. I że pomysł napisania książki musiał obejmować to, że to wszystko było przecież od początku zaplanowane. Kiedy czytam książki Larssona mam dokładnie taką reakcję. Ale w tym wypadku jest ona połączona wręcz z zachwytem i wielkim szacunkiem dla autora…


Ocena: 9


Nie ma niewinnych. Chociaż można być w różnym stopniu odpowiedzialnym.