poniedziałek, 30 czerwca 2014

Rok 1984 (Nineteen Eighty-Four)

Autor: George Orwell
Liczba stron: 355
Wydawnictwo: Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA
Cena rynkowa: 24,99 zł

            Witajcie w świecie, w którym definicja wolności jest zupełnie inna niż ta, którą wszyscy znamy. Witajcie w świecie kontroli, ograniczeń i jednej słusznej drogi –drogi wiodącej zgodnie z ideologią partii. W świecie, gdzie czujne oko Wielkiego Brata pada na każdego i gdzie nie ma bezpiecznego miejsca. Witajcie w świecie kłamstw, które stają się prawdą, pozorów równości, które w podświadomości mieszkańców i tak zostały obalone. W świecie, gdzie ludzie posługują się nowym językiem, gdzie słów brakuje w tak dużym stopniu, jak produktów spożywczych.
Witajcie w Oceanii.
            „Rok 1984”  -książka, której autorem jest George Orwell (znany również za swój utwór „Folwark zwierzęcy”) to genialna antyutopia, która ukazuje świat pogrążony w komunizmie, pozbawiony prawa indywidualności. Sam pomysł napisania antyutopii wydaje się być fascynujący.
Od lat twórcy starali się zawrzeć doskonałość świata w utworach literackich. Zaczynając od Tomasza Morusa –twórcy pierwszej utopii, czyli dzieła zatytułowanego [po prostu „Utopia” - miejsce, które nie ma prawa istnieć. W jego ślady szybko poszli następni –Campanella, Bacon... Ale Orwell wpadł na to, aby tę koncepcję starannie odwrócić. Zamiast tworzyć to, co jest idealne, ale nie ma prawa bytu, stworzył to, czego wszyscy się obawiają. Wojna, głód, niesprawiedliwość, nierówność... „Rok 1984” daje nam cały pakiet.
Jednocześnie książka Orwella staje się przestrogą, której wydźwięk nie traci na wartości nawet w XXI wieku. Być może autor ujął w dziele swoje przemyślenia o tym, jak w przyszłości będzie wyglądał świat, kiedy komunizm zapanuje nad każdą istotą ludzką, być może tego się obawiał. Historia pokazała nam, że przyszłość niesie za sobą coś zgoła innego... ale czy na pewno? Czy wciąż nie jesteśmy kontrolowani przez tych, którzy stoją nad nami? Czy partia nie decyduje o naszym losie? Metody się zmieniły –skutki niekoniecznie.
Głównym bohaterem „Roku 1984” jest Winston Smith. Nie jest on typowym obywatelem Oceanii. Skrycie, ale głęboko wierzy w omylność partii i dostrzega otaczającą go obłudę. Stara się ukrywać swoje przekonania i wie, że nie może się niczym zdradzić. Wie również, że będzie to bardzo trudne. Życie mieszkańców śledzą bowiem rozmieszczone praktycznie wszędzie teleekrany. Winston mimo wszystko postanawia podjąć ryzyko i prowadzi dziennik, w którym umieszcza swoje najgłębsze przemyślenia. Mężczyzna czuje się jednak osaczony –dodatkowo zaczyna go śledzić pewna młoda kobieta, czyżby była z Ministerstwa Myśli? Wysłana po to, aby dorwać zdrajcę...
Smith nie może być niczego pewien. Tak, jak każdy mieszkaniec. Wierzy natomiast, że jedyna nadzieja, aby uratować i wyzwolić ludzi spod rygorystycznych władz leży w prolach –najniższej warstwie społecznej, która stanowi większość mieszkańców, ale która nie ma żadnych praw...    
„Rok 1984” to zdecydowanie książka trudna, skomplikowana, ale również skłaniająca do refleksji, a może nawet pomagająca docenić  to, co się ma. Na stałe wpisana w kanon klasyków literatury stanowi naprawdę ciekawy i chwilami zdumiewający obraz jakieś odległej (czy na pewno odległej?) rzeczywistości. „Rok 1984” zaskakuje do ostatniej strony. Do ostatniego zdania.

Ocena: 9,5


Istnieje prawda i istnieje fałsz, lecz dopóki ktoś upiera się przy prawdzie, nawet wbrew całemu światu, pozostaje normalny.

niedziela, 29 czerwca 2014

Édouard Manet

Manet jest w Polsce malarzem mało znanym, a szkoda, bo to właśnie ten XIX-wieczny, francuski malarz jest jednym z prekursorów uwielbianego przeze mnie impresjonizmu, a także przedstawicielem akademizmu. Mam więc nadzieję, że chociaż trochę przybliżę Wam tę postać i może niektórych z Was dopiero z nią zapoznam.
Edouard Manet łączył innowacyjne metody z klasycyzmem, jako jeden z pierwszych zaczął odchodzić od realizmu i zwrócił się w stronę impresji, dzięki czemu zyskał miano „Ojca sztuki nowoczesnej”. W dorobku malarza znajduje się ponad czterysta obrazów olejnych, a także pastele i grafiki.
Manet urodził się w 1832 roku. Był synem prawnika i arystokratki spokrewnionej ze szwedzką rodziną królewską. W 1838 roku rozpoczął edukację, ale nigdy nie przykładał się do nauki. Odkrywcą jego talentu był zdecydowanie jego wuj –Edmund Eduard Fournier. To właśnie on zabierał młodego artystę do Luwru. Chociaż ojciec malarza pragnął dla niego kariery prawniczej, słabe wyniki w nauce uniemożliwiły Manetowi dostanie się na wybrane studia i w sumie dobrze, bo dzięki temu świat odkrył jego talent.
W 1850 roku rozpoczął terminowanie w pracowni Thomasa Couture’a, ale przepustką do –powiedzmy –sławy było zamieszczenie jego prac w Salonie Paryskim. Artysta zmarł w Paryżu w 1883 roku z powodu powikłań w wyniku syfilisu. W pogrzebie uczestniczył m.in. Emil Zola –prekursor naturalizmu w literaturze francuskiej i światowej.

Manet inspirował się w dużym stopniu Tycjanem. Najsłynniejsze obrazy Maneta to „Śniadanie na trawie” i „Olimpia”. Swoją sławę zyskały głównie dzięki kontrowersjom, z jakimi się wiązały. Pierwszy z nich prowokował ukazaniem nagiej kobiety wśród modnie ubranych mężczyzn –w obrazie można dostrzec inspiracje Tycjanem („Koncert wiejski”) i Rafaelem („Sąd Parysa” –głównie inspiracja dotycząca kompozycji). „Olimpia” z kolei ukazuje nagą, młodą kobietę, która jest prostytutką. U jej nóg leży kot, symbolizujący zmysłowość, kobiecość i seksualność. Zsuwające się ze stóp modelki pantofle, są swoistą metaforą jej nieczystości, co wzbudzało tak ogromne kontrowersje. Również ten obraz był inspirowany twórczością Tycjana („Wenus z Urbino”).  

"Śniadanie na trawie"

"Olimpia"

"Bar w  Folies-Bergère"

"Balkon"


"Kobieta przed lustrem"

"Nana"

"Portret Emila Zoli"



wtorek, 24 czerwca 2014

Wołanie kukułki (The cuckoo’s calling)

Autor: Robert Galbraith
Liczba stron: 452
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Cena rynkowa: 39,90 zł

            „Wołanie kukułki” to wielki powrót J.K. Rowling, tym razem ukrytej pod pseudonimem Roberta Galbraitha. Jednocześnie jest to druga powieść po („Trafnym wyborze”) tej autorki, która jest kierowana do dorosłych czytelników. W porównaniu z poprzednią książką, której fabuła całkowicie odbiega od tej i w gruncie rzeczy nie ma z nią nic wspólnego, „Wołanie kukułki” jest bardziej przemyślane, wyważone. Ambicja nad stworzeniem dobrego tekstu nie przeważa nad faktycznym rezultatem.
            „Wołanie kukułki” nazwałabym typowym, dobrym kryminałem. Nie wybitnym, ale dobrym. Takim, który czyta się przyjemnie, który wzbudza zainteresowanie, może pobudza wyobraźnię. Książka ta łączy w sobie dobrze skonstruowane portrety bohaterów z dość niewymuszoną fabułą, co całościowo stanowi świetne połączenie.
            Cormoran Strike wydaje mi się postacią najbardziej wyrazistą. Prosta, ale zarazem oszałamiająca inteligencja i logiczne działania w pracy, kontrastują z nieporadnym życiem społecznym, z nieumiejętnością znalezienia miejsca na ziemi. Strike po służbie wojskowej w Afganistanie wraca bez kończyny, jego burzliwy związek prawdopodobnie definitywnie się już zakończył, nie utrzymuje bliższych relacji z rodziną (nie licząc siostry), a jako detektyw nie może narzekać na natłok pracy. Właściwie to tonie w długach, a pracy nie ma w ogóle…
            Ale wygląda na to, że to chaotyczne, ale w gruncie rzeczy proste i nieszczęśliwe życie, wkrótce się zmieni. Przede wszystkim w biurze Strike’a zjawia się nowa sekretarka, wysłana z Biura Tymczasowych Rozwiązań –Robin. Kobieta, której wiedzie się naprawdę dobrze stanowi doskonałe przeciwieństwo zamkniętego na świat detektywa. Ich współpraca może być zdumiewająco dobra lub… w ogóle się nie kleić…
            Pewnego dnia w biurze Cormorana Strike’a zjawia się John Bristow z ciekawym zleceniem. Mężczyzna oczekuje bowiem niemożliwego –proponuje Cormoranowi, aby przyjrzał się śmierci jego siostry –sławnej modelki Luli Landry. Śmierć kobiety wzbudza w mediach niemałe emocje, a poczynania policji są śledzone przez cały świat. Decyzja jest jednak jednoznaczna –Landry popełniła samobójstwo i nie ma żadnych oznak, że mogłoby być inaczej. Bristow jednak uparcie wierzy, że jego siostra nie odebrała sobie życia, a jej śmierć nie była przypadkowa. I chociaż na początku sceptyczny Strike w końcu godzi się przyjąć zlecenie, głównie przez to, że jest kuszony podwójną stawką, im dłużej bada on sprawę, tym bardziej upewnia się, że rzeczywiście sprawa nie jest do końca oczywista… Pojawia się wiele niejasności, podejrzani są wszyscy, a jednocześnie nikt. Strike brnie przez życie sław i stara się rozwiązać zagadkę wraz z pomocą niestrudzonej Robin. Ale… Jaki będzie rezultat?
            „Wołanie kukułki” to dobry kryminał, którego fabułą przyciąga, aczkolwiek według mnie w niektórych momentach budowana jest zbyt długo. Ciekawe natomiast są opisy Londynu, w którym rozgrywa się akcja książki. Czytelnik faktycznie może poczuć się obserwatorem zdarzeń, a jednocześnie znaleźć się w środku wielkiego miasta, który kusi swoją różnorodnością –luksusem i małymi uliczkami z ukrytymi wszędzie kameralnymi barami… J.K. Rowling vel Robert Galbraith stworzyła udaną książkę i jeszcze raz udowodniła, że porusza się płynnie między gatunkami literackimi.


Ocena: 8


Są jakieś granice bólu, który można wytrzymać.

piątek, 20 czerwca 2014

Mitologia Słowian

Autor: Aleksander Gieysztor
Liczba stron: 270
Wydawnictwo: Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe

            Chociaż fakt ten jest dosyć przykry –niezaprzeczalnie jest również prawdziwy –mitologia jednoznacznie kojarzy się większości z nas z mitologią grecką tudzież rzymską i dziełami takich wybitnych twórców jak Parandowski lub Kubiak. Mity greckie są stale wpisane do kultury, do mediów szerokiego przekazu, są ogólnodostępne, przerabiane w polskich szkołach… I wszystko to jest wspaniałe, naprawdę, bo przecież mitologia –wierzenia ludzi z dawnych epok, jest naprawdę ciekawa! Żałuję tylko, że tak mało z nas sięga dalej. Nie zatapiamy się w wierzeniach innych nacji, nie szukamy korzeni własnej kultury, pozbywamy się folkloru i ludowości, która w wydaniu słowiańskim jest przecież tak bardzo magiczna…
            „Mitologia Słowian” to utwór, który podejmuje naprawdę trudnego tematu. Wierzenia ludności słowiańskiej bowiem wciąż pozostają bardzo mało znane, mało zbadane. A co najgorsze –ludzkość na zawsze utraciła szansę bliższego poznania kultury przedchrześcijańskiej, która kształtowała się właściwie na terenach dzisiejszej Europy Środkowej i Wschodniej, a którą to właśnie chrześcijaństwo w gruncie rzeczy wyplewiło.
            Moim pierwszym spotkaniem ze spuścizną kultury słowiańskiej była właśnie ta pozycja. „Mitologia Słowian” to jedna z pozycji, które znalazły się w cyklu „Mitologie świata”. Myślę, że książka ta, autorstwa Aleksandra Gieysztora jest naprawdę cennym utworem, który owocuje w przydatne informacje. Zastanawiam się jednak, czy na pewno jest to dobra pozycja na wkroczenie do świata Słowian. Język, którym posługuje się autor jest trudny, momentami zawiły, co może stanowić pewnego rodzaju przeszkodę. Z drugiej strony „Mitologia Słowian” daje nam proste informacje, które nie są ani przesadzone ani nie są wyniki zbyt śmiałej interpretacji.
            Co zaś się tyczy samej treści książki… Przede wszystkim „Mitologia Słowian” oferuje nam dobre wprowadzenie w kulturę i całą tzw. otoczkę, która się z nią wiąże. Mam na myśli opisanie miejsc kultu, fotografie znalezisk itp., co stanowi dość ciekawe uzupełnienie treści właściwej. Osobiście przeszkadzały mi odrobinę ciągłe rozważania na temat etymologii poszczególnych nazw, ale z drugiej strony, gdyby były nieco mniej rozbudowane, stanowiłyby świetny punkt zrozumienia skąd poszczególne nazwy (na przykład bogów) się wywodzą i jakie to ma odzwierciedlenie w innych religiach, innych regionach. I właśnie te porównania między wierzeniami są w tej pracy strzałem w dziesiątkę.
            Jeśli natomiast chodzi o sam poczet bóstw to niestety trzeba przyznać, że wiedza na ten temat nawet dzisiejszych badaczy jest względnie nieduża. Na szczęście Gieysztor przybliża nam najważniejsze postacie, bóstwa czy duchy. Wyjaśnia nam również, że to nie drzewa były święte i że nasza rodzima kultura obfituje w niesamowite historie, gdzie kołtuny na głowie są czymś zdecydowanie dobrym, a bóstwo może objawić się w każdej chwili. W „Mitologii Słowian” znajdziemy również przepięknie mity kosmogoniczne. Podobało mi się także przedstawienie mniejszych bóstw takich jak kuszące mężczyzn wiły, czy niosące niepokój latawce.
            Mam nadzieję, że chociaż trochę przekonałam Was do wstąpienia w świat pradawnych bogów, obelisków i mitycznych stworzeń (wiły, latawce) i że już niedługo coraz więcej ludzi obudzi w sobie zainteresowanie mitologią nieco odmienną niż grecka.

Ocena: 7

czwartek, 19 czerwca 2014

Przedwakacyjny stosik

            Jeszcze tylko tydzień i już mamy wakacje! Z tej okazji pomyślałam, że dobrze byłoby zaprezentować Wam kilka pozycji, które w ostatnim czasie udało mi się przeczytać i również tych które czekają w mojej długiej liście czytelniczej. Żeby umieścić każdą książkę z tej listy mój stosik musiałby mieć kolosalną wysokość, więc liczę na to, że wybaczycie mi fakt, że jest on nieco ogołocony. :)


  1. Johannes Stahl „Street art” –wyd. h.f.ullmann, liczba stron: 288.
  2. Lauren Oliver „Delirium” –wyd. Otwarte, liczba stron: 360.
  3. Helena Thorfinn „Nim zabierze nas rzeka” –wyd. Prószyński i S-ka, liczba stron: 528.
  4. George Orwell „Rok 1984” –wyd. Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA, liczba stron: 355.
  5. Lew Tołstoj „Anna Karenina” –wyd. Państwowy Instytut Wydawniczy, liczba stron: 906.
  6. Anthony Kiedis & Larry Sloman „Blizna” –wyd. Sonia Draga, liczba stron: 466.
  7. Emil Zola “Nana” –wyd. Państwowy Instytut Wydawniczy, liczba stron: 351.
  8. L. J. Smith „Dusze Cieni” –Pamiętniki Wampirów –Księga 3 –wyd. Amber, liczba stron: 504.



sobota, 7 czerwca 2014

Dziedzictwo przodków –Tod mit uns (Наследие предков / Nasledije priedkow)

Autor: Suren Cormudian
Liczba stron: 480
Wydawnictwo: Insignis
Cena rynkowa: 34.99 zł

            „Dziedzictwo przodków” to  kolejna część z serii Uniwersum Metro 2033, która została wydana w Polsce. Uniwersum Metro 2033 to międzynarodowy pomysł, którego twórcą jest Dmitry Glukhovsky, zrzeszający różnorodnych pisarzy, mających swój własny pomysł na okrutną rzeczywistość po zagładzie świata, ukazaną w „Metrze 2033” i „Metrze 2034”.
            Autor przenosi czytelnika na tereny Kaliningradu i konfrontuje z tamtejszą rzeczywistością, która w porównaniu z tym, co mogliśmy doświadczyć w innych częściach serii –wydaje się być całkiem znośna –oczywiście do czasu.
            Tereny Kaliningradu szczęśliwie ominęły bezpośredniego ataku bronią jądrową, a promieniowanie nie stanowi największego zagrożenia. Nawet przerażające mutanty w gruncie rzeczy wcale nie są aż tak przerażające. Olbrzymie kraby wyłaniające się z morza, które z łatwością poddają się broni Marynarki Wojennej stacjonującej na wybrzeżu Kaliningradu, faktycznie wydają się dość prymitywną formą mutacji, jeśli skonfrontujemy je z innymi niebezpieczeństwami, które zostały już wcześniej zaprezentowane w Uniwersum. Ale żeby nie było aż tak nudno –wybrzeże jest spowite dziwną, żółtą mgłą, której wdychanie może okazać się śmiertelne.
            Mieszkańcy Kaliningradu są zmuszeni toczyć nieustanny bój o życie –tak, jak wszyscy mieszkańcy Ziemi, którym udało się przeżyć. Jedynie wspólnota Piątego Fortu może liczyć na względne bezpieczeństwo. Problem stanowi jednak nieumiejętne jej zarządzanie. Oprócz tego Piąty Fort czeka z udzieleniem pomocy członkom dawnej marynarki wojennej, stacjonującym w Krasnotorowce, którzy już niedługo będą musieli zmierzyć się ze znacznie większym zmartwieniem niż promieniowanie, które musza znosić codziennie.
            Na wybrzeżu pewnego dnia pojawia się flaga ze swastyką. Niedługo potem nie ma już żadnych wątpliwości –w dawnym Kaliningradzie pojawili się naziści. Jednak czy ich zamiary są chociaż w połowie zbliżone do zamiarów nazistów sprzed lat? I czym jest tajemnicze dziedzictwo przodków?
            Pod terenami Kaliningradu mieszczą się nieskończone tunele pozostawione przez Trzecią Rzeszę w trakcie drugiej wojny światowej. To właśnie tam skupiają się mieszkańcy, ale nie mają nawet pojęcia co kryje się w mroku i co ten mrok może im przynieść. Groźba wybuchu kolejnej wojny wisi w powietrzu. Przyszłość jest niepewna, a zagrożenie ogromne…
            „Dziedzictwo przodków” odchodzi tematem i może nawet koncepcją od serii Uniwersum jaką znamy, ale według mnie zmiana ta jest naprawdę dobra. Dla fanów historycznych ciekawostek będzie to ciekawa lektura. W książce tej na pewno nie brakuje również dobrze zbudowanych bohaterów, wartkiej akcji i płynnego przechodzenia między płaszczyznami. Wydaje mi się jednak, że między zakończeniem, a budowaniem akcji istnieje wyraźna dysproporcja, a budowanie samej akcji jest odrobinę za długie. Ale to już takie nic nie wnoszące zrzędzenie, ponieważ „Dziedzictwo przodków” naprawdę jest jedną z najlepszych książek tej serii, która wyszła w Polsce, chociaż powstrzymam się przed powiedzeniem „najlepszą”.


Ocena: 8

Czas jest jak morskie fale. Wrzucisz do morza odłamek szkła z ostrymi krawędziami i po jakimś czasie stanie się pięknym, gładkim i matowym kamykiem. Nie zostanie nawet ślad po ostrzu, o które można się było pokaleczyć.