poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Nim zabierze nas rzeka (Innan floden tar oss)

Autor: Helena Thorfinn
Liczba stron: 528
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Cena rynkowa: 42 zł

            Szwedzi co prawda słyną ze znakomitych kryminałów, ale Helena Thorfinn w naprawdę dobry sposób uświadamia nam, że także w innych gatunkach literackich mogą być znakomici. Ta szwedzka autorka poruszyła bardzo interesujący, a zarazem raczej tłumiony przez mass media i literaturę, temat realnego obrazu funkcjonowania ludzi w krajach Trzeciego Świata, a nawet Czwartego (sic!), o którym w ogóle się nie słyszy, a większość nie ma o nim pojęcia.
            Najogólniej tematem „Nim zabierze nas rzeka” jest Bangladesz, a co za tym idzie również jego różnorodność, mieszkańcy, kontrasty... Autorka powieści jest działaczką na rzecz praw człowieka, a także analityczką społeczną w Szwedzkiej Agencji Rozwoju Międzynarodowego, więc czytelnik może być pewny, że przekazany w książce obraz, chociaż zawierający fikcyjne wydarzenia i bohaterów, jest niestety bardzo podobny do rzeczywistości.
            Co pierwsze rzuca się w oczy? Cudowne rozwiązanie, którym posłużyła się autorka, czyli podzielenie fabuły na dwie, w gruncie rzeczy integralne części. Ukazanie perspektywy bogatej (oczywiście jak na warunki bengalskie) ambasady szwedzkiej i perspektywy mieszkańców Bangladeszu, żyjących w zgodzie z religią i rytmem świata, nieraz tak bardzo okrutnego. Ważna jest również konfrontacja tych dwóch odmiennych światów.
            Książka ma dobrą budowę, nie przypomina nudnego reportażu, który męczy czytelnika suchymi faktami i statystykami. Jest opowieścią, która całościowo wypada bardzo dobrze. Trudne warunki, które oferuje Bangladesz zostały wplecione w fabułę, stanowią oś powieści. Dhaka –czyli stolica tego państwa, staje się pięknym i barwnym miejscem, które traci praktycznie cały swój urok przez zło i okrucieństwo świata, wyzysk tych najbiedniejszych. Świetnie pokazane są w powieści warunki pracy w tamtejszych fabrykach, żądza bogacenia się tych, którzy i tak mają dostatek, a także straty jakie niosą za sobą klęski żywiołowe. Przede wszystkim jednak w oczy rzuca się bezradność mieszkańców Bangladeszu.
            Bohaterami powieści są Sofia Paulin wraz z mężem, którzy przybywają do Bangladeszu ze Szwecji, aby Sofia mogła pracować w ambasadzie szwedzkiej w Dhace. Przyzwyczajeni do luksusu i życia w dostatku muszą poradzić sobie w tej nowej i trudnej sytuacji, odkryć jak żyć w tym pięknym, ale jednocześnie niesprawiedliwym kraju.
            Innymi, nie mniej ważnymi, postaciami są siostry Nazrin i Mina, które postanawiają uciec do Dhaki z rodzinnej miejscowości po tym, jak ich siostra zostaje zamordowana przez własnego męża, co zostaje zatuszowane i okrzyknięte nieszczęśliwym wypadkiem.
            Obie pary bohaterów łączy Dhaka. Stolica –dla jednych zacofane miejsce, dla drugich szczyt pragnień, szansa na lepsze życie. Piękna konfrontacja dwóch innych dróg życia, wcale nie tak od siebie różnych, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.
            Co jeszcze znajdziemy w „Nim zabierze nas rzeka”? Znakomity obraz dążenia miejscowej ludności do stania się bardziej europejskimi. Ludności, która pragnie dobrobytu, gotowej nawet na to, by zmienić swoje wyznanie i całe swoje dotychczasowe życie. Ludności, która nie chce zostać w tyle tylko dlatego, że przyszła na świat w Bangladeszu.


Ocena: 9


Kadija kochała ten kraj, mimo że tego od niej nie oczekiwał. Mimo że był tak oczywiście nieprzychylny ekonomicznie, socjalnie, religijnie, biologicznie, a teraz także pod względem klimatu, nigdzie indziej nie czuła się jak w domu.