niedziela, 7 lutego 2016

Cud

Autor: Ignacy Karpowicz
Liczba stron: 312
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Cena rynkowa: 34,90 zł

            Muszę przyznać, że kolejny raz popełniłam prosty błąd i skusiłam się na książkę na podstawie jej okładki. O Karpowiczu i jego pozycjach słyszałam dużo, często były to oceny jak najbardziej pozytywne, więc pokonałam wrodzoną niechęć do najnowszej literatury polskiej i zdecydowałam się przeczytać to cudo. I teraz –po lekturze –nie jestem pewna, czy mogłabym tę książkę komukolwiek polecić. Co prawda będę dalej próbować przyzwyczaić się do Karpowicza, ale już zdecydowanie ostrożniej. Skłamałabym, mówiąc, że w tej książce absolutnie nic mnie nie zaciekawiło, ale myślę, że to jeden z tych utworów, gdzie dobry pomysł to zdecydowanie za mało…

 
            Zacznijmy od początku… Pomysł na fabułę książki był naprawdę znakomity. Akcja rozgrywa się w odniesieniu do feralnego wypadku, w którym ginie młody mężczyzna –Mikołaj. Anna, która jest pielęgniarką decyduje się przewieźć zwłoki do szpitala i od razu zakochuje się w mężczyźnie. Wcale nie przeszkadza jej to, że jest on martwy i zaczyna snuć wspólne plany, a także wyobrażać sobie jak wyglądała ich wspólna przeszłość. Sprawy stają się jeszcze dziwniejsze, gdy wkrótce okazuje się, że ciało martwego mężczyzny nie rozkłada się, jego oczy mimo wielokrotnych prób zamknięcia, wciąż pozostają otwarte, a wokół roznosi się zapach, jednoznacznie kojarzący się ze świętością.
            Czytelnik obserwuje wydarzenia skupione na osobie Anny, a także powoli zostaje wtajemniczony w przedziwną siatkę osób, które połączone osobą Mikołaja uczestniczą w dziwnym procesie poznawania swoich wzajemnych relacji. Z drugiej strony poznajemy perspektywę ojca Mikołaja, który opowiada odbiorcy jego najmłodsze lata. Brzmi ciekawie, prawda? Cóż… na pomyśle i tym nikłym zarysie fabularnym plusy tej powieści się kończą.
            Przede wszystkim żal mi jest tego, jak Karpowicz zdecydował się prowadzić językowo swoją książkę. Ponieważ jego styl narracji jest naprawdę dobry, interesujący –wielokrotne wstawienia wypowiedzi w nawiasy to świetny pomysł… ale można go wykorzystać tylko parokrotnie, ponieważ w takim nasyceniu staje się po prostu monotonny i męczący. Gry słowne, które stosuje autor mają podobną cechę –w powieści widać, że osoba pisząca ma ogromne wyczucie języka i kolokacji, w której można zestawić dane wyrazy, niestety usilna próba wykazania tego w jak największym stopniu daje efekt raczej marny. Zastrzeżenia mam również do języka, którym posługuje się ojciec Mikołajka, jako jeden z narratorów. Rozumiem zastosowanie stylu biblijnego i byłby to świetny pomysł, interesujący, gdyby jednak jego obecność nie była wymuszona próbą wytworzenia patosu (swoją drogą dość nieudolnego) tam, gdzie jest zbędny. Może tylko ja to tak odbieram, ale te ojcowskie wstawki były po prostu męczące.
            Kolejną kwestią jest infantylność postaci. Biorąc pod uwagę to, że mamy do czynienia z ludźmi wykształconymi, którzy naturalnie powinni być inteligentni, naprawdę można zawieść się ich zachowaniem. Już pomijam nieznajomość podstawowych informacji, zdarza się, ale zupełnie nielogiczne zachowanie jest po prostu zbanalizowaniem bohatera. Nie mówię, że każda książka musi być logiczna –wręcz przeciwnie, zaskoczenie jest bardzo przydatne, ale naprawdę –ciężko przebywać jest z ludźmi po prostu tępymi, a czytając tę książkę miałam właśnie takie wrażenie –że jestem zmuszona słuchać kogoś, kto nie wie o czym mówi.
I ostatnia kwestia, o której wspomnę –myślę, że jest naprawdę wystarczająco dużo sposobów, by opisać zakochanie, czy pożądanie niż nieustanne napominanie o seksie w stylu „zaraz ściągnę majtki”. Rozumiem cel pisania o seksualności, ale dawno nie spotkałam się z tak żenującymi opisami, nieustannie się powtarzającymi.
Niestety –bardzo zawiodłam się na tej książce i muszę koniecznie odpocząć nim znów sięgnę po tego autora, bo o ile naprawdę cenię abstrakcję i tworzenie alternatywnego świata, gdzie wszystko się może zdarzyć, tak uważam, że za taki pomysł trzeba się brać z głową. Wydaje mi się, że autor po prostu nie udźwignął –a szkoda, bo pomysł był naprawdę znakomity.

Ocena: 4/10


Truizmy rodzą się jak gwiazdy, choć może nie zapadają się w sobie pod ciężarem wstydu. Oto jeden z nich: na wszystko przychodzi czas. Na pytania, na odpowiedzi, na wątpliwości i zrozumienie. Oto drugi z nich: żeby dokądkolwiek dojść, należy wyjść.

1 komentarz: